Oto utwory, które mogłyby być primaaprilisowymi żartami. "Piosenka leciała z każdego straganu"
"Życie jest zbyt ważne, by traktować je poważnie" - naucza mądrość Oscara Wilde'a, a my w redakcji Interii Muzyki jak najbardziej podpisujemy się pod tą sentencją. Choć kusiło nas, aby wysunąć w Waszą stronę, stronę czytelników, jakiś news, który sens ma tylko dziś, w Prima Aprilis, 1 kwietnia, uznaliśmy, że oszczędzimy Wam czasu, a nam snucia nieprawdziwej historii. W zamian za to mamy dla was mocne zestawienie utworów, które miały być bądź są żartami. Znacie je wszystkie?

1 kwietnia, z okazji międzynarodowego święta żartu, w sieci aż roi się od nieprawdziwych informacji. Śmieszne utwory (choć słowo "śmieszne" to oczywiście subiektywne określenie) mają to do siebie, że nie zawsze powstają z intencją żartu. Niektóre z poniższych pozycji wcale nie pretendowały do stania się komicznym wytworem. Stały się nim dzięki publiczności, dzięki nam - słuchaczom, i naszej percepcji tego, co ma śmieszyć.
Franek Kimono - "King Bruce Lee"
Jeśli o żarcie, który podbił branżę muzyczną, nie można nie wspomnieć o wielkim hicie "King Bruce Lee". Utwór nagrał Piotr Fronczewski, który wcielił się w postać Franka Kimono.
Franek Kimono narodził się podczas kręcenia "Akademii Pana Kleksa", gdy Andrzej Korzyński, zachwycony głosem Piotra Fronczewskiego, zaproponował mu nagranie żartobliwej disco-piosenki o tytule "King Bruce Lee karate mistrz".
Fronczewski wspominał po latach, że ze zdziwieniem dowiedział się od swoich kilkuletnich wówczas córek, iż Franek Kimono, postać stworzona na potrzeby nagrania, znalazł się na prestiżowych listach przebojów. Jak wiemy, przebywał tam dość długo, a nawet kilka razy powracał do jej szeregów.
Zobacz również:
W 1983 roku wydany został pierwszy singel zawierający klasyczne już utwory "King Bruce Lee Karate Mistrz" oraz "Dysk-Dżokej", które błyskawicznie podbiły ówczesne listy przebojów. Po ogromnym sukcesie tych piosenek w 1984 roku został wydany album winylowy Franka Kimono, zawierający 13 utworów.
Płyta, która od początku miała być żartem muzycznym oraz pastiszem muzyki disco, stała się wielkim przebojem. Album otrzymał tytuł "płyty roku 1984" w kategorii muzyki rozrywkowej w plebiscycie zorganizowanym przez Program II Polskiego Radia.
"Mydełko Fa"
Korzyński, który miał na swoim koncie takie przeboje jak "Żółte kalendarze" i "Kochać" Piotra Szczepanika, "Domek bez adresu" Czesława Niemena czy "Do łezki łezka" Maryli Rodowicz, był czujnym obserwatorem rzeczywistości. I gdy w Polsce pojawiły się pierwsze reklamy, napisał pastisz, który zatytułował "Mydełko Fa". Muzykę skomponował tym razem jego syn - Mikołaj.
"Marek Kondrat był wówczas wolny, zgodził się to zaśpiewać, prosił tylko, aby nie był to drugi Franek Kimono" - wspominał po latach Korzyński.
Słynnego aktora w piosence wokalnie wspierała Marlena Drozdowska.
Utworu nie chciały nadawać polskie stacje, ale jakimś sposobem dotarł za ocean, gdzie przez pół roku okupował polonijną listę przebojów w Chicago. To zrobiło wrażenie i "Mydełko Fa" pojawiło się w kraju. I poszło... "Jak chodziłem na bazar w latach 90., to piosenka leciała z każdego straganu, szczęk czy stelaża" - wspominał Korzyński.
Jerzy Stuhr - "Śpiewać każdy może"
Choć piosenka "Śpiewać każdy może" narodziła się z żartu i miała być tylko jednorazowym kabaretowym numerem, z czasem stała się jednym z najbardziej rozpoznawalnych utworów w historii polskiej rozrywki. Piosenka, wykonana w 1977 roku przez Jerzego Stuhra na opolskim festiwalu, okazała się nie tylko zjawiskiem, popkulturowym fenomenem, lecz także artystycznym symbolem odwagi, autoironii i dystansu.
Stuhr w Opolu wystąpił dzięki Jonaszowi Kofcie, który napisał tekst "na gorąco", jeszcze tego samego dnia, w hotelu, gdzie obaj przebywali podczas festiwalu. W tym samym miejscu pojawił się Stanisław Syrewicz, późniejszy kompozytor filmowy pracujący z największymi reżyserami, który dopisał do słów muzykę o brzmieniu celowo nieporadnym, balansującym między improwizacją a pastiszem. Pomysł był prosty: stworzyć coś, co wyśmieje powagę estrady, a jednocześnie zachowa w sobie nutę autentyczności. O tym, że piosenka tak mocno trafi w publiczność, nie myślał wtedy nikt.
Wykonanie "Śpiewać każdy może" miało to być żartem, nieznaczącym przerywnikiem, lekką parodią festiwalowej powagi, zaś dzięki reakcji publiczności, która od pierwszych sekund premierowego występu nie mogła powstrzymać śmiechu, na opolskiej scenie narodził się ponadczasowy hit, o którym mówi się - i śpiewa - do dziś.









