Wiktor Fejkiel, Interia Muzyka: Masz za sobą bogatą przeszłość w wielu telewizyjnych programach rozrywkowych, takich jak "Mam Talent!", "The Voice of Poland" czy "Twoja Twarz Brzmi Znajomo". Z perspektywy czasu czujesz, że realnie pomogły ci one w budowaniu własnej kariery jako wokalistki?
Natalia Muianga: - Każdy z tych programów miał wielki wpływ na moją muzyczną drogę oraz na mnie jako artystkę. Do "Mam Talent" poszłam jako dopiero co zaczynająca śpiewać licealistka. Szukałam swojej drogi, swojego stylu, dopiero poznawałam muzyczny świat. Wtedy nie wiedziałam jeszcze, że na studiach założę swój zespół i zacznę pisać piosenki. Dziesięć lat później weszłam do programu "Twoja Twarz Brzmi Znajomo" z poczuciem, że muzyka to już nie tylko moja największa pasja, ale moja codzienność i najukochańsza praca. Olbrzymim wyróżnieniem była wygrana w tym programie.
Na początku maja wydałaś swój najnowszy singel "Ile snów nam zostało". Jest on zwiastunem czegoś większego?
- W najbliższym czasie chciałabym dać się poznać publiczności nieco bliżej, dlatego planuję regularnie, co jakiś czas, dzielić się nowymi singlami. Uwielbiam mieszać style i nie zamykam się na jeden konkretny kierunek. Świetnie pokazał to już mój wcześniejszy, soulowo-popowy utwór "Beznamiętnie", jak i zupełnie inny, bardziej gitarowy kawałek "Kruche". Strategia wydawania pojedynczych utworów daje mi ogromną wolność i przestrzeń do eksperymentowania, a to jest coś, co w muzyce kręci mnie najbardziej.
Jak wspominasz samą pracę nad "Ile snów nam zostało"?
- Zazwyczaj moja praca nad utworem wygląda tak, że przynoszę pomysł na próbę mojego zespołu. Śpiewam melodię, mam jakieś proste akordy, a każdy z muzyków, biorąc do ręki swój instrument, dodaje do tego swoje brzmienie. W ten sposób to, co mam w głowie, zaczyna nabierać harmonii.
Natalia Muianga: Piszę po prostu własną historię
Przy powstawaniu "Ile snów nam zostało" było jednak trochę inaczej. Przeprowadziłam się do Warszawy i poznałam tu producenta - Michała Lange. Postanowiłam spróbować nowego dla mnie trybu pracy i przedstawiłam mu swój pomysł. Sam proces wyglądał zresztą podobnie - weszłam do studia z gotowym tekstem, melodią i zarysowanym charakterem, jaki chciałabym uzyskać w tym utworze, a Michał ubrał to wszystko w dźwięki. Jak sami słyszycie, bardzo marzyły mi się tam smyczki i filmowy klimat.
Jest on dla ciebie kontynuacją dotychczasowego brzmienia? Ta bardziej nowoczesna odsłona R&B to kierunek, w którym chcesz teraz najmocniej podążać?
- Czuję, że piszę po prostu własną historię. Robię to dziś bardzo ostrożnie, bo chcę być w stu procentach zadowolona i pewna tego, co wypuszczam. Myślę, że ten utwór to moja kolejna odsłona, a ja dzięki temu mam możliwość dowiedzieć się, jaka forma pracy najbardziej mi odpowiada i jaki kierunek będę chciała obrać przy tworzeniu przyszłego materiału. Głównym fundamentem wciąż pozostają dla mnie soul oraz pop i czuję, że to słychać najwyraźniej w moim sposobie śpiewania. Jednocześnie bardzo lubię eksperymentować i przyjmować wyzwania w postaci duetów z zupełnie różnych muzycznych światów. Już teraz można posłuchać singla "Najprościej" nagranego z Wiraszko, a niedługo światło dzienne ujrzy kilka kolejnych kooperacji. Niektóre z nich mogą być sporym zaskoczeniem - mam nadzieję, że pozytywnym. Chciałabym, aby moją cechą charakterystyczną były właśnie oryginalność i odwaga w łączeniu skrajnych stylów.
Kolejną twoją głośną premierą z minionego okresu był numer "Beznamiętnie". Jak wspominasz go teraz, z perspektywy tych dobrych kilku miesięcy od wydania?
- Mimo że minęło już parę miesięcy, to wciąż czytam komentarze od ludzi, którzy dopiero odkrywają ten utwór i piszą, że to jest dokładnie muzyka, której "szukali". To bardzo miłe uczucie widzieć, jak ktoś dodaje ten dźwięk do swojej rolki czy relacji w mediach społecznościowych. Zdarza się też, że jadąc samochodem, usłyszę go w radiu - bardzo często puszcza go ChilliZet. Ogromnie się cieszę, że moja twórczość zachęca ludzi do pozostania ze mną na dłużej i do śledzenia mojej dalszej muzycznej drogi.
Postrzegasz go jako jeden z bardziej przełomowych singli, jakie wydałaś do tej pory?
- Na początku bardzo wątpiłam w ten utwór - szybko natomiast okazało się, że "Beznamiętnie" pozwoli mi dotrzeć do najszerszego grona odbiorców w mojej dotychczasowej karierze. A wszystko zaczęło się od jednej krótkiej rolki na Instagramie, w której zadałam proste pytanie: "Zastanawiam się, czy w ogóle wydawać ten utwór. Czy w Polsce jest jeszcze miejsce na taką muzykę?". Na żaden mój wcześniejszy filmik nie odpowiedziało aż tyle osób. Czuję jednak, że największy przełom po premierze dokonał się we mnie samej. Słuchacze dali mi niezwykle ważne potwierdzenie, że muzyka, którą się dzielę i którą noszę w sercu, ma swoich stałych, oddanych odbiorców.
Natalia Muianga: Jestem niesamowicie podekscytowana
Masz już jakieś konkretne plany na swój długogrający debiut? Te niedawne single realnie zbliżają nas do premiery pierwszej płyty?
- Obawiam się, że przez moją niecierpliwość w najbliższym czasie wydam kolejne single, zamiast je chować w szufladzie i trzymać na płytę (śmiech). A ponieważ bardziej niż przysłowiowa "płyta" marzy mi się winyl, to zajmie to pewnie trochę więcej czasu. Na razie mogę zaprosić na koncerty, na których często testujemy niewydany jeszcze materiał.
Przed tobą w tym sezonie wakacyjnym kilka naprawdę wyjątkowych koncertów - wystąpisz chociażby na Open'er Festival czy Kazimiernikejszyn 2026. Z jakim nastawieniem i energią podchodzisz do tych nadchodzących festiwali?
- To lato zdecydowanie będzie festiwalowe. Zagram z zespołem między innymi na Open'er Festival, Enea Edison Festival czy Kazimiernikejszyn. Podczas koncertów podzielę się utworami, które są już dobrze znane z serwisów streamingowych, ale zaprezentujemy też takie, które na swoją kolej wydawniczą jeszcze czekają. Jestem niesamowicie podekscytowana, pilnie się przygotowujemy i naprawdę nie mogę się już doczekać tych spotkań. Na moim profilu udostępniłam ostatnio pełną listę najbliższych koncertów - w planach mam również parę festiwali jazzowych. Serdecznie wszystkich zapraszam!
Powiedziałabyś, że występy na żywo i kontakt z publicznością to coś, co preferujesz znacznie bardziej od pracy zamkniętej w studiu nagraniowym?
- Scena to miejsce, w którym zdecydowanie czuję się swobodnie. Uwielbiam muzykę na żywo i spotkania z widzem. To przestrzeń na improwizację i solówki instrumentalne mojego zespołu. Podczas koncertu mam możliwość jeszcze realniej przekazać emocje, czasem usiąść na skraju sceny i zaśpiewać poruszającą, bluesową balladę, a potem tańczyć w rytmie bossa novy. Tak samo jak piszę muzykę, to powstaje ona na żywo z moim zespołem, a dopiero później wchodzimy do studia. Muzyka na żywo to coś co kocham najbardziej, bo prawdziwe brzmienie kontrabasu, saksofonu, to coś czego nam w dzisiejszym "świecie AI" po prostu potrzeba.
Jakie plany przed tobą na nadchodzącą drugą połowę roku?
- Właśnie uczę się tekstów na Wodecki Twist i projekt "Swingin' Zaucha" z CU Big Band, które śpiewam już za chwilę. Piszę też nowe piosenki, by dać jak najlepszy koncert na wspomnianych: Open'er Festival, Enea Edison Festival i Kazimiernikejszyn. W gotowości mam kolejny swój już nagrany autorski utwór o pięknej miłości. To będzie propozycja dla fanów klimatu "Beznamiętnie". Nagrałam ten utwór ostatnio w studiu techniką jak z lat 70. - na taśmę. Podoba mi się ta forma nagrywania na żywo. W najbliższym czasie będą mieć premiery duety, do których się dośpiewałam. Wspominałam, że lubię łączyć style i nie boję się tego. To co byście powiedzieli na mój soulowy, jazzujący wokal w połączeniu z legendarnym wokalem rapera? Obserwujcie, bo niedługo niespodzianki! Na drugą połowę roku planujemy także trochę koncertów wybierając raczej sale siedzące, by te 90 minut z nami muzykami było w pełni poświęcone przeżywaniu własnych emocji wywołanych naszą muzyką. To mi się marzy.













