Najpierw patrzyli z pobłażaniem. Jedną kompozycją Zbigniew Wodecki podbił niemal całą Polskę
Piosenka "Zacznij od Bacha" odmieniła życie Zbigniewa Wodeckiego. Dla publiczności stała się lekkim, porannym hymnem, który przez dekady otwierał dzień w radiu i na koncertach. Dla samego artysty była jednak czymś więcej - biletem z knajpy w Świnoujściu do studia Polskiego Radia wśród absolutnych legend. Wszystko zaczęło się od starego pianina po ciotce i kilku ręcznie zapisanych kartek nut.

Na początku lat 70. Zbigniew Wodecki był przede wszystkim młodym skrzypkiem z Krakowa, grającym w restauracji "Parkowa" w Świnoujściu i czekającym na narodziny dziecka. Zdał właśnie egzamin do Orkiestry Symfonicznej krakowskiej rozgłośni Polskiego Radia, ale o wielkiej karierze estradowej na razie nie myślał. Przełom przyszedł niepozornie - po jednym z występów w knajpie podszedł do niego reżyser Andrzej Wasylewski. Po długiej rozmowie przy barze padło zdanie, które zmieniło wszystko: "Musisz wystąpić u mnie w programie".
Najpierw pojawił się w lokalnej telewizji, potem w "Muszelce" Piotra Figla i Wojciecha Manna. Popularność rosła, ale Wodecki wciąż widział siebie głównie jako muzyka orkiestry, a nie piosenkarza z pierwszych stron gazet. Czuł, że potrzebuje utworu, który będzie naprawdę jego. Tak narodził się pomysł, by spróbować napisać coś wyjątkowego.
"Palec boży" i pianino po ciotce
24-letni Wodecki usiadł przy starym fortepianie odziedziczonym po ciotce - profesorce Millerowej. Jak wspominał po latach w rozmowie z PAP LIFE, muzyka przyszła nagle: "To był palec boży - usiadłem do pianina i tak wyszło". Proste harmonie szybko przeobraziły się w kompletną aranżację, rozpisaną ręcznie przez młodego kompozytora.
Do muzyki potrzebny był tekst. Napisał go Janusz Terakowski - nie zawodowy tekściarz, a poeta i grafik, prywatnie znajomy rodziny Wodeckich. Zamiast patosu stworzył lekką, poranną kompozycję: obraz dnia, który zaczyna się od muzyki Bacha, zamiast od pośpiechu i szarości. Prosta metafora okazała się strzałem w dziesiątkę.
Chłopak z Krakowa wśród legend
Z gotowym utworem Wodecki pojechał do Warszawy, do studia Polskiego Radia. Tam czekała Orkiestra Polskiego Radia pod batutą Andrzeja Trzaskowskiego - człowieka, którego porównywano do Quincy'ego Jonesa - oraz zespół wokalny Alibabki i czołowi muzycy sesyjni tamtych czasów.
Młody kompozytor z Krakowa wszedł do ogromnej sali, patrząc na gwiazdorską obsadę z mieszaniną podziwu i przerażenia. Jak wspominał, czuł, że muzycy zerkają na niego z pobłażaniem. A potem orkiestra zagrała i kompozytor po raz pierwszy usłyszał na żywo to, co wcześniej istniało tylko w jego głowie i na papierze.
"Ten Trzaskowski tak dyryguje, a ja widzę, że już zupełnie inaczej na mnie patrzy. Udaję, że spoko, że tak właśnie ma być, a tu serce we mnie łomocze ze wzruszenia i radości. Poczułem, że jestem koleś. Przeszliśmy z Andrzejem Trzaskowskim na "ty" i tak w ciągu paru minut z zastraszonego dwudziestoczterolatka, który pierwszy raz przyjechał z Krakowa do Warszawy zmieniłem się kompozytora, który coś potrafi" - mówił Wodecki, cytowany przez Bibliotekę Piosenki.
Kilka tygodni później, podczas kolejnej wizyty w radiu, zdarzył się kolejny symboliczny moment. Do Wodeckiego podszedł nieznajomy mężczyzna i zapytał: "To pan napisał tego Bacha?". Muzyk potwierdził, a dopiero potem dowiedział się, że rozmówcą był Władysław Szpilman.
"Zacznij od Bacha" szybko trafiło do radia, festiwali i telewizji - m.in. na Interwizję w Sopocie, gdzie Wodecki wystąpił także z piosenką "Izolda". Z biegiem lat stało się jednym z jego znaków rozpoznawczych - obok "Lubię wracać tam gdzie byłem", "Chałupy welcome to" czy piosenki z "Pszczółki Mai".









