Reklama

Reklama

Muzyka pisana przez narkotyki

Czy wiesz, że współautorem wielu twoich ulubionych piosenek Boba Dylana, Janis Joplin, Nirvany czy Red Hot Chili Peppers, były narkotyki?

W świecie muzyki nie ma dnia, by nie informowano nas o sprawach związanych z narkotykami. Jednego gwiazdora aresztowano za posiadanie, innego sfotografowano, jak wciąga przez nos, a jeszcze inny opowiada z rozrzewnieniem o czasach, kiedy narkotyzował się bez opamiętania.

Niedozwolone substancje służą nie tylko dobremu samopoczuciu artystów. Oni często nie potrafią bez nich tworzyć. Sięgają po narkotyki, by znaleźć w nich inspirację. Tradycje takich zachowań są znacznie dłuższe niż ekscesy gwiazd rocka z lat 60. Witkacy, słynny polski dramaturg i malarz początku XX wieku, znany był z tego, że tworzył "pod wpływem". Miał również zwyczaj podpisywania swoich obrazów wzorem chemicznym związku, który zażył podczas malowania danego dzieła. Wiele z nich uważa się obecnie za arcydzieła.

Reklama

"Kokaina cię nie okłamie"

Podobne i jednocześnie niepokojące prawidłowości można zaobserwować w światowej muzyce rozrywkowej. Fenomenalny angielski gitarzysta Eric Clapton był uzależniony od narkotyków w latach 70. W 1975 roku nagrał kompozycję "Cocaine" ("Kokaina"), która stała się jednym z jego największych przebojów. I choć dziś Clapton utrzymuje, że jest to piosenka antynarkotykowa, faktem jest, że od momentu, kiedy udał się na odwyk, przestał ją grać na koncertach. Dopiero niedawno zaczął wykonywać ten utwór na nowo, wplatając jednak wykrzykiwane słowa: "Cholerna kokaina!".

W tekście tego utworu słyszymy: "Jeśli chcesz się zabawić/ Zabierz ją ze sobą/ Kokainę", czy w innym miejscu: "Kiedy dzień się skończył/ I chcesz uciec/ Kokaina/ Ona cię nie okłamie".

To jest moment na postawienie kontrowersyjnego, może nawet dramatycznego, ale nieuniknionego pytania: gdzie byłaby dziś muzyka bez narkotyków?

Pytania bez odpowiedzi

Ile świetnych akordów piosenek The Rolling Stones Keith Richards ułożył, będąc w innym stanie świadomości? Czy Kurt Cobain wprowadziłby Nirvanę na poziom kultowości bez narkotyków? Czy Black Sabbath zapoczątkowaliby nowy nurt w muzyce, gdyby Ozzy Osbourne był czysty jak łza? Nie jest również tajemnicą, że najlepsza płyta w drobku amerykańskiej grupy Red Hot Chili Peppers - "Blood Sugar Sex Magic" - powstała w okresie, kiedy członkowie zespołu byli wręcz zafascynowani narkotykami, czego dziś nie ukrywają.

To ledwie kilka przykładów, żeby nie powiedzieć wierzchołek góry lodowej. Lista artystów, którzy w takim czy innym momencie swojego życia korzystali z narkotyków, jest znacznie dłuższa - można i należy wspomnieć tu m.in. Jimi'ego Hedrixa, Jima Morrisona, Davida Bowie czy Johna Entwistle'a z The Who.

Można pójść jeszcze dalej. Syd Barrett, założyciel Pink Floyd, również pisał piosenki zupełnie odurzony - utwory, które zapoczątkowały i rozkręciły karierę tego legendarnego brytyjskiego zespołu. Czy Roger Waters i David Gimour graliby teraz dla kilkudziesięciotysięcznych widowni, bez pomocy Barretta w latach 60.?

Nie należy jednak zbyt daleko brnąć w te dywagacje, ponieważ na każdy taki przykład znajdziemy dziesięć kontrargumentów. Przyjrzyjmy się jednemu z nich.

Nawrócony gitarzysta Red Hotów

John Frusciante, gitarzysta wspomnianych już Red Hot Chili Peppers, który miał niemały, o ile nie kluczowy, udział w powstawaniu płyty "Blood Sugar Sex Magic", dziś jest zupełnie czysty. Ale zanim do tego doszło, sporo przeszedł.

Jak mówi, narkotyki spodobały mu się, kiedy zobaczył, że basista grupy, Flea, niemal każdy koncert grał na lekkim haju. Frusciante zaczął brać nie tylko po to, żeby było weselej, ale i po to, żeby tworzyć.

Gdy sława zaczęła go męczyć, a narkotyki coraz bardziej wciągać, stał się agresywny i nieprzyjemny wobec kolegów z zespołu. Gitarzysta odkrył, że większą przyjemność niż tworzenie muzyki i granie koncertów sprawia mu heroina. W 1992 roku został wyrzucony z Red Hot Chili Peppers (choć niektóre źródła podają, że sam odszedł). Czarę goryczy przelał występ zespołu w talk-show "Saturaday Night Live", kiedy to Frusciante zagrał utwór "Under The Bridge" zupełnie inaczej niż zwykle, a pod koniec, kiedy miał śpiewać chórki, po prostu krzyczał do mikrofonu.

Lata 1992-1997 to okres nieustannego zażywania heroiny i ukrywania się przed dilerami, u których był zadłużony. Wielokrotnie myślał o samobójstwie. Przełomowy moment nastąpił w 1997 roku, kiedy postanowił udać się na odwyk. Rok później koledzy z Red Hot Chili Peppers wyciągnęli do niego rękę i przywrócili go do zespołu. W 1999 roku nagrali najlepszą od czasów "Blood Sugar Sex Magic" płytę - "Californication".

Dziś muzyk niemal bez przerwy ostrzega przed narkotykami. Jak mówi, to one doprowadziły go do stanu, w którym nie widział już sensu życia. Do stanu, z którego nie udało się wydostać Kurtowi Cobainowi, liderowi Nirvany - popełnił samobójstwo w 1994 roku. To nie jedyna śmierć, o której mówi się w kontekście narkotyków.

Janis Joplin śpiewała zawodowo tylko przez osiem lat swojego życia. W tym czasie na trwałe wpisała się w historię muzyki rozrywkowej, inspirując nie tylko ruchy hippisowskie, które umarły śmiercią naturalną, ale i kolejne pokolenia idealistów, buntowników lub po prostu fanów dobrej muzyki. W 1970 roku zmarła w wieku 27 lat (w tym samym wieku odeszli również Hendrix, Cobain czy Morrison), po przedawkowaniu heroiny. Niestety, tragicznych finałów mariażu świata muzyki i narkotyków znajdziemy w historii show-biznesu sporo.

Amy Winehouse na rozdrożu

Wspomniany Keith Richards wiedział, co mówi, kiedy przestrzegał niedawno brytyjską rewelację Amy Winehouse przed rujnowaniem swojej kariery narkotykami. Widocznie musiał sobie zdawać sprawę, choćby na przykładzie własnego doświadczenia, jaki jest bilans zysków i strat.

Winehouse uznawana jest za jedną z najbardziej utalentowanych wokalistek na świecie. Problem w tym, że od października 2006 roku, kiedy ukazała się imponująca płyta "Back To Black", jej działalność artystyczna uległa znacznemu spowolnieniu. Menedżerowie Brytyjki zapewniają o trwającej ponoć pracy nad nowym albumem, jednak prasa co rusz donosi to o wizytach w klinice odwykowej, to o kolejnych "incydentach" związanych z nocnym życiem Londynu.

Jeszcze bardziej jaskrawym przykładem narkotyków, które wyrządzają szkodę muzyce i muzykom, jest Pete Doherty, lider grupy Babyshambles, znany w Polsce głównie z faktu bycia narzeczonym supermodelki Kate Moss. Tymczasem brytyjscy krytycy od kilku lat mówią o Doherty'm jako o najbardziej niespełnionym "rockowym poecie XXI wieku".

Groteskowo brzmiały niedawne doniesienia o tym, że wokalista będzie tworzył nowe piosenki w więzieniu (pytanie, za co został zamknięty, jest retoryczne). Mówiło się, jeszcze w czasie, kiedy Doherty grał w zespole The Libertines, że oto narodził się nowy, lepszy Beatles, talent na miarę braci Gallagher z Oasis. Tymczasem ów talent coraz częściej przesiaduje w londyńskich celach, a jedyne o czym tam myśli, to jak zaopatrzyć się w niezbędną dawkę kokainy.

Faktyczne piętno narkotyków

I w tym momencie można śmiało powtórzyć rzekomo kontrowersyjne i dramatyczne pytanie postawione na początku tekstu: gdzie byłaby dziś muzyka, gdyby nie narkotyki?

Ile jeszcze kapitalnych płyt nagrałby Kurt Cobain z Nirvaną? Ile wybitnych utworów więcej napisaliby Joplin czy Morrison, gdyby nie przedawkowali, mając zaledwie 27 lat? Jak bardzo rozwinąłby się talent Syda Barretta, któremu członkowie Pink Floyd zadedykowali całą płytę "Wish You Were Here"?

Może Britney Spears (tak, tak, właśnie ona) byłaby dalej, jeśli nie "królową", to co najmniej "księżniczką pop"? Czy Pete Doherty faktycznie stałby się rockowym poetą XXI wieku? Czy Johnny Cash mógł mieć jeszcze większy wpływ na muzykę country? Czy Whitney Houston zachowałaby swoje niesamowite możliwości wokalne?

O ile nie znamy odpowiedzi na te pytania, o tyle, słuchając obecnych wypowiedzi Claptona, Richardsa czy Frusciante, możemy się ich domyślać.

Wracając do Witkacego - swoje obrazy podpisywał nie tylko wzorami chemicznymi. Znajdziemy na nich również następujące oznaczenia: "FBZ" - fajka bez zaciągania, "FZZ" - fajka z zaciąganiem, "cof." - pił kawę, "pyfko", "pywo" - piwo. A obrazy były równie genialne.

Michał Michalak

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje