Mariah Carey miała problem z wielką wytwórnią. Musiała zadowolić się mniejszą kwotą
W 2001 roku, dokładnie 2 kwietnia, Mariah Carey podpisała najbardziej dochodowy kontrakt płytowy w historii muzyki pop. Gwiazda zgodziła się dołączyć do Virgin Records w ramach umowy na wydanie pod skrzydłami wytwórni czterech albumów, której łączna wartość szacowano na 100 milionów dolarów. Nie wszystko poszło jednak po myśli artystki.

Kultową karierę zapewniły artystce albumy "Daydream", "Butterfly", "Rainbow" oraz "E=MC2". Utwór "Emotions", choć nie zgromadził, jak na komercyjne możliwości wokalistki gigantycznych wyświetleń w serwisie YouTube, był jedną z najczęściej coverowanych piosenek. Swoją wersją utworu podzieliła się również Ariana Grande, nazywana przez słuchaczy godną następczynią amerykańskiej piosenkarki. Kawałki "We Belong Together" czy chociażby "Fantasy" stały się, obok "All I Want for Christmas is You", najbardziej kultowymi numerami artystki. Niewielu wie jednak, iż w czasie trwania swojej kariery wokalistka została między innymi... wyrzucona z wytwórni!
Mariah Carey miała dostać krocie od wytwórni. Szybko musiała zadowolić się mniejszą kwotą
Virgin Records to brytyjska wytwórnia płytowa założona w 1972 roku przez angielskiego przedsiębiorcę Richarda Bransona, Simona Drapera i Nika Powella. Później została sprzedana Thorn EMI, a następnie, w Stanach Zjednoczonych, w 2007 roku połączyła się z Capitol Records, tworząc Capitol Music Group.
Zobacz również:
Mariah Carey podpisała kontrakt z wytwórnią w 2001 roku i rozpoczęła długotrwałą współpracę z jej właścicielem, Richardem Bransonem. Podpisanie kontraktu zostało okrzyknięte jedną z największych umów płytowych tamtych czasów - wokalistka musiała oddać wytwórni projekty, za które miała dostać 100 milionów dolarów. Umowa miała objąć 4 albumy z nowym materiałem, a także szacowaną na 7 milionów dolarów bezzwrotną rekompensatę, która miała wyrównać Mariah koszt wykupienia ostatniego albumu z jej kontraktu z Sony.
Zawarta umowa przewidywała, iż Carey otrzyma zaliczkę w wysokości 20 milionów dolarów po podpisaniu kontraktu i gwarantowała zaliczkę w wysokości około 20 milionów dolarów za każdy kolejny album oraz 25% tantiem od ceny detalicznej każdej sprzedanej płyty. "Myślała, że złapała pana Boga za nogi" - mówiła wtedy prasie amerykańska raperka Da Brat, bliska przyjaciółka Carey w tamtym okresie.
Po premierze albumu "Glitter", który nie sprzedał się tak, jak oczekiwała wytwórnia, wszystko się zmieniło. 23 stycznia 2002 roku Mariah została zwolniona z wytwórni, a za główny powód jej zwolnienia podano słabą sprzedaż i kulejącą promocję. Choć artystka dostała zapowiadane 20 milionów dolarów za wydany krążek, musiała obejść się smakiem w kontekście reszty umowy, czyli kolejnych dziesiątek milionów dolarów.
Co ciekawe, albumu "Glitter" na próżno szukać dzisiaj w jakichkolwiek serwisach streamingowych. Wokalistka zdjęła krążek z sieci w styczniu 2026 roku, aby przygotować go na specjalną reedycję, świętującą 25-lecie wydania płyty.
Niewielu wie również, iż Mariah Carey ma nadal w zanadrzu tajemniczy projekt. Z okazji zeszłorocznej premiery płyty "Here for It All", którą promują single "Type Dangerous" i "Sugar Sweet", gwiazda przypomniała, że w tajemnicy nagrała album w stylistyce grunge. Została jednak zablokowana z jego wydaniem i zakazano jej o nim mówić, co tylko potwierdza temat problemów wielkich twórców z równie wielkimi korporacjami muzycznymi.









