3 lipca 2026 r. ukazał się 15. studyjny album Madonny, zatytułowany "Confessions II", który krytycy zgodnie okrzyknęli "najlepszym dziełem Królowej Popu od 20 lat". Znawcy pochwalili artystkę za klubową maestrię płyty (całość została zmontowana w jeden dj-ski miks), ale też za niebanalne teksty.
Madonna pracowała nad krążkiem wraz ze Stuartem Price'em i nie była to pierwsza współpraca duetu. Producent odpowiadał również za brzmienie pierwszej części materiału - "Confessions on a Dance Floor" - wydanej ponad dwie dekady temu.
Na najnowszym albumie wrażenie robią nie tylko produkcja, melodie i teksty, lecz także starannie dobrani goście. Madonna zaprosiła na nagrania m.in. Sabrinę Carpenter, z którą wykonała "Bring Your Love", a także Lolę Leon, czyli własną córkę, która towarzyszy 67-latce w utworze "The Test".
Madonna z kolejnym rekordem w karierze! Dokonała tego jako pierwsza kobieca artystka
Zachwyt krytyków jedynie potwierdziły wyniki sprzedażowe wydawnictwa, które już w pierwszym tygodniu były rekordowe. Amerykanie kupili 134 tys. egzemplarzy "Confessions II", co pozwoliło Królowej Popu wspiąć się na szczyt notowania Billboard 200. Prestiżowa lista uwzględnia zarówno sprzedaż tradycyjną, jak i tą w cyfrowym streamingu.
Madonna już po raz dziesiąty wkroczyła ze swoim krążkiem na pierwsze miejsce wspomnianego rankingu. To pozwoliło jej po raz kolejny zapisać się na kartach historii światowej muzyki. Została bowiem pierwszą kobietą, która wywalczyła sobie pozycję lidera na Billboard 200 aż tyle razy, w latach 20. XXI w. oraz w trzech poprzednich dekadach!
Dodatkowo supergwiazda dorównała kultowemu zespołowi The Beatles, którzy do tej pory jako jedyny posiadali co najmniej dziesięć albumów numer jeden jednocześnie na amerykańskim oraz brytyjskim rynku.
Najnowsze dzieło Madonny odniosło także sukces w Europie - uplasowało się na pierwszych miejscach list sprzedaży w ponad 20 krajach, w tym w Wielkiej Brytanii czy Niemczech. Słuchacze z Australii również pokochali "Confessions II" i doprowadzili płytę w swoim rankingu na sam szczyt.












