Reklama

Kpili z ciała nieżyjącej Whitney Houston?

Były kochanek Whitney Houston słyszał niewybredne żarty policjantów prowadzących dochodzenie w miejscu śmierci piosenkarki - donoszą amerykańskie media.

Przypomnijmy, że do mediów trafiła informacja na temat skandalicznego zachowania policjantów prowadzących dochodzenie w sprawie śmierci Whitney Houston.

Reklama

Jeden z funkcjonariuszy złożył skargę na kolegę, który miał odsłonić prześcieradło przykrywające nagie zwłoki artystki i dopuścić się niewybrednego komentarza.

Teraz serwis TMZ.com przypomina, że kilka godzin po śmierci Whitney Houston 11 lutego 2012 roku w hotelu Hilton w Beverly Hills, na miejscu tragedii zjawił się piosenkarz Ray J, ówczesny kochanek gwiazdy.

Wokalista stojący pod drzwiami apartamentu, w którym zmarła Whitney Houston, miał usłyszeć zza drzwi niewybredne żarty i komentarze policjantów oraz medyków pracujących na miejscu tragicznego zdarzenia, a następnie ich głośny śmiech.

Wściekły Ray J miał gwałtownie zareagować i chciał wtargnąć do hotelowego apartamentu, ale został siłą powstrzymany przez policję.

Chwilę później piosenkarz ponownie miał usłyszeć niesmaczne komentarze i głośny śmiech. Gdy ponownie wybuchnął gniewem, policjanci wyprowadzili go z hotelu.

TMZ.com przypomina również, że jedna z osób z otoczenia Whitney Houston również żaliła się na zachowanie policji na miejscu zgonu artystki.

INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: dochodzenie | żarty | kochanek | Whitney | Whitney Houston | policja | zwłoki | ciało

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje