"Był taki ktoś", "Trzynastego", "Nie bądź taki szybki Bill", "Mały książę" czy "O mnie się nie martw" to piosenki Katarzyny Sobczyk, które potrafią zanucić miliony Polaków. Wokalistka była wielką gwiazdą PRL-u, a pomimo wielkiej popularności w latach 60. i 70. koniec swojego życia spędziła w hospicjum, opuszczona przez niemal wszystkich.
Kasia Sobczyk szybko skradła serca Polaków. Wokalistka robiła furorę na festiwalu w Opolu
Katarzyna, a właściwie Kazimiera Sobczyk, urodziła się 21 lutego 1945 roku i miała czworo starszego rodzeństwa. Mieszkała w Tyczynie i w pobliskiej Hermanowej. Rodzinne strony opuściła mając niewiele ponad trzy lata. Zamieszkała w Sianowie, a później w Koszalinie.
Młoda wokalistka debiutowała w 1961 roku w Koszalinie - występowała wtedy jako piosenkarka miejscowego zespołu Biało-Zieloni. Dwa lata później z sukcesem wystąpiła na II Festiwalu Młodych Talentów w Szczecinie. Od 1964 do 1972 roku koncertowała z grupą Czerwono-Czarni, swoim mężem Henrykiem Fabianem Sawickim oraz zespołem Wiatraki.
Na Krajowym Festiwalu Piosenki Polskiej w Opolu Sobczyk dwukrotnie zdobywała pierwszą nagrodę - w 1964 roku za przebój "O mnie się nie martw", a rok później za utwór "Nie wiem czy warto". Z kolei w 1966 roku za piosenkę "Nie bądź taki szybki Bill" otrzymała nagrodę Przewodniczącego Komitetu ds. Radia i Telewizji. W 1967 roku wyróżniono ją nagrodą publiczności za piosenkę "Trzynastego".
W 1979 roku wyjechała do Stanów Zjednoczonych, gdzie nagrała dwie płyty. Do kraju wróciła w 2008 roku, kiedy była już ciężko chora na raka piersi.
W swojej karierze wylansowała także między innymi takie utwory jak "Był taki ktoś", "To nie grzech", "Cztery maki". Gwiazda współpracowała również z Ryszardem Poznakowskim, Jerzym Matuszkiewiczem i Januszem Kondratowiczem. Ikona PRL-u zmarła 28 lipca 2010 roku, w wieku 65 lat, po długiej i ciężkiej chorobie nowotworowej w warszawskim Hospicjum Onkologicznym św. Krzysztofa.
Katarzyna Sobczyk chciała po prostu kochać i być kochana. Amerykański sen okazał się porażką
Zanim Kasia Sobczyk związała się z Henrykiem Fabianem, miała za sobą wiele uczuciowych rozczarowań. Gdy miała 18 lat, przeżywała pierwszą miłość. Miłość, która zapoczątkowała serię niepowodzeń. Młoda Kasia była wtedy związana z saksofonistą, a efektem ich romansu mogło być dziecko. Sobczyk zdecydowała się jednak na aborcję, co było dla niej ogromnym obciążeniem oraz ciężką decyzją. Rozmowa, w której opowiedziała tę historię, ukazała się na stronie Polonijnej Gazety Internetowej "Meritum", zgodnie z wolą piosenkarki, siedem lat po jej śmierci.
"Miałam 18 lat. Byłam w ciąży z saksofonistą. Bardzo go kochałam i on mnie wtedy też kochał. Powiedział: 'Fajnie, będziemy mieli dziecko. Niczym się nie przejmuj, tylko jeszcze zaśpiewaj w Opolu'. Zaśpiewałam i za tę piosenkę ('Nie wiem, czy to warto' - przyp. red.), dostałam nagrodę. A potem on zaprowadził mnie do lekarza i usunęliśmy tę ciążę" - powiedziała. Przyznała również, że jej wielka nastoletnia miłość nie przetrwała, zaś ciężar tej decyzji został z nią do samego końca.

Kilka lat później Katarzyna Sobczyk zakochała się w kompozytorze Zbigniewie Bizoniu, co zaprzepaściło jej wielką, życiową szansę. Artystka kierowała się uczuciami, przez co odmówiła szefowi słynnej sali koncertowej "Olimpia" i wielkiemu promotorowi gwiazd Bruno Coquatrixowi. Francuz zauważył w niej ogromny potencjał, a z tego co powszechnie wiadomo, rzadko się mylił. Kariera polskiej gwiazdy mogła więc awansować na skalę międzynarodową. Katarzyna Sobczyk nie chciała rozstawać się ze swoją ówczesną miłością. Po latach tego żałowała. "Myślałam, że jak wyjadę do Paryża bez mojej miłości, to cały świat się zawali" - zdradziła w rozmowie z Januszem Kopciem. Wyszło tak, że Bizoń rzucił ją niedługo po tym wydarzeniu, a drugiej takiej szansy gwiazda nie dostała.
Promykiem nadziei w cieniu poprzednich, nieudanych relacji miał być Henryk Fabian. Jej kolega po fachu cieszył się dużym powodzeniem u płci przeciwnej. Z początku Sobczyk szukała wyłącznie pocieszenia po burzliwej przeszłości, lecz szybko przerodziło się to w kwitnące uczucie. Oboje przyznawali publicznie, że ich miłość to najlepszy dar, który przetrwa resztę życia. Para poznała się na początku lat 60., kiedy Henryk Fabian dołączył do zespołu Czerwono-Czarni, w którym Sobczyk grała od 16. roku życia. W końcu wzięli ślub i odeszli z tej grupy, by w 1970 roku założyć wspólnie Wiatraki. Zespół, mimo powszechnie znanych nazwisk, szybko się rozpadł.
Zobacz również:
1975 rok był dla pary przełomowy. Urodziło się ich jedyne dziecko, syn Sergiusz. Chłopiec był bardzo utalentowany muzycznie, lecz jego zdolności przepadły ze względu na to, że rodzice, pochłonięci karierą i koncertowaniem, nie mieli praktycznie dla niego czasu. Zresztą sami prywatnie również nie spędzali go ze sobą zbyt wiele. Podczas ich ciągłego pobytu poza domem, Sergiusza wychowywali znajomi - Danuta i Franciszek Sitek.
Niedługo później ich syn trafił do Sitków na stałe, a Kasia Sobczyk z Henrykiem Fabianem postanowili spróbować swoich sił w USA. Amerykański sen okazał się kolejną porażką, a para nie przebiła się nad innych niszowych wykonawców. Tam również pojawiły się ich pierwsze kłótnie, a następnie duże małżeńskie potknięcia. Sobczyk mówiła później, że w Ameryce wszystko się zmieniło.











