Pierwszym zwiastunem nowego krążka okazał się singiel "Después de Ti" - wolna ballada nagrana wraz z liderem Cigarettes After Sex, Gregiem Gonzalezem. Po ubiegłorocznej "Tropicoquecie", która w dość nieudany sposób próbowała eksplorować tradycyjne latynoskie brzmienia (takie jak cumbia, salsa czy mambo), odejście od karnawałowych klimatów na rzecz spokoju było dla mnie naprawdę miłym zaskoczeniem, szczególnie w tak dobrym wykonaniu. Szybko okazało się, że taki właśnie jest zamysł na całą płytę - jest intymnie i emocjonalnie, a tempo znacznie zwolniło, czego mogło nieco brakować w dotychczasowej twórczości wokalistki.
"NO ME ARREPIENTO DE SENTIR TANTO" prezentuje całkowite odsłonięcie warstwy emocjonalnej Karol G. Efektem są opowieści o stanach psychicznych po zerwaniu z Feidem, odniesienia do krytyki jej kariery muzycznej czy zmagania z problemami rodzinnymi. Zapytana również w jednym z wywiadów artystka zdradziła, że materiał nagrała w odosobnieniu na Hawajach. Kreuje się więc wyrazisty kontrast względem poprzedniego wydawnictwa, a sam tytuł (w tłumaczeniu: "Nie żałuję, że tak bardzo to czuję") pokazuje, że udało jej się już przepracować te najtrudniejsze tematy, czego efekty możemy teraz usłyszeć.
Ciekawym jednak elementem, na który ciężko nie zwrócić uwagi, jest dobór gości, na który zdecydowała się wokalistka. W "Ahí" pojawia się na przykład Drake, który nie stroni od zaśpiewania swoich wersów po hiszpańsku, serwując nam utwór w stylu najlepszych klasyków Shakiry. Z kolei w jedynym anglojęzycznym numerze "Still" towarzyszy jej Bruno Mars, wprowadzając niezwykle nostalgiczny klimat lat 80., który idealnie pasuje do charakteru tego krążka.
Pomimo obecności takich gwiazd jak Gonzalez, Drake czy Bruno Mars, moim zdaniem to Rusowsky i Judeline skradli show w najlepszym na płycie numerze "Bby WOW". Absolutnie nie spodziewałem się, że Karol G zaprosi tę dwójkę, a tym bardziej, że da to tak doskonały rezultat. Rusowsky ze zwrotką przypominającą swoje hitowe "malibU", Judeline ze swoim eterycznym wokalem oraz spinająca wszystko Karol G w lo-fi numerze - nietypowym dla siebie, lecz idealnie wpasowanym w klimat albumu.
Choć poprzeczka, jaką Karol G zawiesiła sobie na "Mañana Será Bonito" z 2023 roku, przy kolejnym już krążku nadal pozostaje poza zasięgiem, nowe wydawnictwo jest dowodem niezwykłej dojrzałości artystki i wyraźnego kroku w przód. "NO ME ARREPIENTO DE SENTIR TANTO" to być może płyta, której ona sama potrzebowała najbardziej. I choć gwałtownie na niej zwalnia tempo, wątpię, by ktokolwiek był zawiedziony tym materiałem. Nam nie pozostaje nic innego, jak wyczekiwać jej koncertu na Narodowym i przekonać się o jej fenomenie na własne oczy.
9/10










