Justyna Steczkowska o pracy ze swoim synem. "Wziął to w swoje ręce"
W świecie show-biznesu rodzinne współprace często kończą się szybciej, niż się zaczynają. Justyna Steczkowska przekonuje jednak, że w jej przypadku ten scenariusz się nie sprawdził. Artystka otwarcie mówi dziś o zawodowej relacji z synem Leonem Myszkowskim, który przejął rolę jej menedżera. Jak podkreśla, nie był to zaplanowany ruch, lecz efekt codziennych decyzji i zaufania budowanego krok po kroku.

Materiał zawiera linki partnerów reklamowych
Justyna Steczkowska nie ukrywa, że początek tej współpracy nie miał nic wspólnego z formalnymi ustaleniami czy kontraktami. Wszystko zaczęło się od doraźnej pomocy w momentach, gdy intensywne tempo pracy zaczęło wymykać się spod kontroli. Trasy, zagraniczne wyjazdy i obowiązki w Polsce sprawiły, że wsparcie okazało się nie tylko wygodne, ale wręcz konieczne. W studiu "halo tu polsat", gwiazda opowiedziała o kulisach współpracy ze swoim synem, Leonem Myszkowskim.
"Stało się to zupełnie tak, jak gdyby dość łagodnie, w czymś mi pomógł. Okazało się, wow, super, szybko, fajnie, więc zapytałam, czy pomoże w czymś innym też, bo już jestem w innym kraju, nie radzę sobie. Wziął to w swoje ręce no i tak się stało" - przyznała artystka.
Momentem, który dodatkowo otworzył drzwi do zmian, było zakończenie współpracy z dotychczasowym menedżmentem. Jak zaznaczyła Steczkowska, nie było w tym konfliktu ani dramatycznych decyzji. "Z poprzednim menedżmentem mój kontrakt się po prostu skończył, więc to naturalnie weszło w nowe. Pojawiła się przestrzeń".
Eurowizja jako próba generalna
Prawdziwym sprawdzianem okazał się jednak czas przygotowań do Eurowizji. To wtedy zawodowa relacja matki i syna zaczęła nabierać realnych kształtów. Intensywność pracy, presja terminów i konieczność szybkiego reagowania na bieżące sprawy wymusiły nowy podział ról.
Leon Myszkowski wspomina, że nie było jednego momentu przełomowego. Raczej suma drobnych decyzji, które z czasem ułożyły się w spójny model współpracy. "Pomagałem po prostu przy iluś rzeczach naraz. To wszystko jakoś tam wychodziło bez większych komplikacji. Uznaliśmy, że w sumie skoro nie najgorzej to wygląda, jakoś to działa, to czemu by nie zacząć działać szerzej".
Menedżer to nie tylko tabelki i kontrakty
Steczkowska zwraca uwagę na aspekt, który w branży bywa pomijany. Jej zdaniem menedżment to nie wyłącznie negocjacje i liczby, lecz przede wszystkim relacja oparta na odpowiedzialności za drugiego człowieka. Bez zaufania, zarówno zawodowego, jak i osobistego, taki układ nie miałby racji bytu.
"Historia bycia czyimś menadżerem to jest tak naprawdę historia o zaufaniu. I bardzo takiej pracy, której poświęcasz czas drugiej osobie. Oczywiście z gratyfikacją finansową, ale życie nie jest opowieścią o pieniądzach, tylko tak naprawdę o zaufaniu i dobrych relacjach w pracy szczególnie, nie tylko w życiu" - podkreśliła.
Jednocześnie artystka jasno zaznacza, że rodzinne więzi nie oznaczają pobłażliwości. "Oczywiście gdyby mój syn był leniwy i że tak powiem niegramotny, nie wiem jak to określić, to by nie mógł pełnić takiej funkcji, bo to jest zawód dla ludzi bardzo pracowitych".
Formalność jako ułatwienie pracy
Ciekawość wzbudziło także to, jak w praktyce wygląda codzienna komunikacja. Czy w pracy nadal jest miejsce na "mamo", czy raczej obowiązuje chłodny profesjonalizm? Myszkowski zdradził, że wyraźne oddzielenie ról pomaga utrzymać porządek.
"W sprawach zawodowych jest osoba trzecia. Albo pani Justyna, albo Justyna, to zależy" - wyjaśnił, pokazując, że formalność bywa narzędziem, a nie barierą.
Leon Myszkowski zaczął grać na własnych zasadach
Choć dziś Leon funkcjonuje blisko świata sceny, jego droga do muzyki była daleka od oczywistej. Steczkowska z uśmiechem wspomina, że jako dziecko nie wykazywał większego zainteresowania nauką gry na instrumentach.
"Nigdy nie pomyślałabym, że mój syn zostanie w jakikolwiek sposób związany z muzyką jako artysta. Ponieważ jako dziecko był bardzo krnąbrnym uczniem i nic nie dawało zmienianie instrumentów, nawet dopłacenie za to, żeby grał. Ja mu płaciłam i nauczyciel mu płacił - i dalej nic, i dalej nie chciał". Dopiero z czasem Myszkowski sam odnalazł własną przestrzeń w elektronice i pracy DJ-a. "Sam doszedł do tego, że wrócił do muzyki. (…) Poszedł swoją drogą, został DJ-em po prostu".
Dziś ta droga przecina się z karierą matki nie tylko na poziomie organizacyjnym. Wspólny utwór, który niedawno doczekał się radiowej premiery, pokazuje, że duet Steczkowska-Myszkowski coraz śmielej eksperymentuje także artystycznie.
Na koniec rozmowy artystka zaprosiła publiczność na finałowy koncert projektu "Era Czarodoro", który odbędzie się 21 lutego w Rzeszowie. Jak podkreśliła, to wydarzenie domykające ważny rozdział w jej twórczości. "Każdy, kto widział ten koncert, jest poruszony. Zapraszam!" - mówiła.
Materiał zawierał linki partnerów reklamowych








