Reklama

Justin Timberlake: Artysta wielu momentów

19 sierpnia, na stadionie w Gdańsku, Justin Timberlake wystąpi w Polsce po raz pierwszy w karierze jako solowy artysta. Organizatorzy zapowiadają ponad 40-tysięczną widownię. Zainteresowanie jest więc ogromne, ale nie ma się czemu dziwić. Błyskotliwy 33-letni amerykański wokalista i aktor steruje swoją karierą w sposób perfekcyjny.

Tylko z pozoru były członek boysbandu 'N Sync jest zwyczajną gwiazdą popu. Tak naprawdę wyprzedza takich kolegów jak Ricky Martin czy Enrique Iglesias o lata świetlne. Pod jakim względem? Zobaczmy.

Ucieczka do przodu

Reklama

Boysband 'N Sync robił furorę w latach 1995-2002. Jednak tylko Justin Timberlake z powodzeniem kontynuował karierę jako solowy artysta.

Trudno przypuszczać, że nie pragnęli tego pozostali: Chris Kirkpatrick, Joey Fatone, JC Chasez, Lance Bass. Ale to Timberlake wykazał się największym instynktem, i, co nie mniej ważne, talentem. Nie tylko scenicznym.

Ten młody, wypacykowany chłopak z makaronem na głowie, gumą w buzi, kolczykiem w uchu i złotym łańcuszkiem na szyi, który zawrócił w głowie Britney Spears, zdaje się być postacią z jakiegoś głębokiego archiwum, bo na pewno nie tym Justinem Timberlakiem w garniturze i krawacie, zdobywającym nagrody filmowe, muzyczne i przeprowadzającym staruszki przez jezdnię.

To tylko pokazuje, jak doskonale Justin zarządzał swoją transformacją w solowego artystę. Transformacją zarówno artystyczną, jak i wizerunkową. Ilu gwiazdorom udała się ta sztuka? Robbie Williams, Gary Barlow... nie naliczymy ich wielu.

Z gracją i bezbłędnie pozbył się Timberlake odium obciachu, jaki otacza boysbandy w oczach nieco starszej publiczności, i został artystą tak cenionym, że nieraz przebąkiwano o przejmowaniu tronu Króla Popu po Michaelu Jacksonie.

Justin Timberlake w swoim pierwszym wielki przeboju:


Podejście

Że Justin Timebrlake potrafi śpiewać i tańczyć - widać i słychać. Potrafi również napisać tekst, wymyślić melodię, a także razem z Pharrellem Williamsem i Timbalandem podłubać przy brzmieniu kompozycji. Predsypozycje Timberlake'a są bezdyskusyjne, by formalnościom stało się zadość, należy wymienić również ciężką pracę i upór, ale nie to wyróżnia Justina Timberlake'a wśród konkurencji.

Tym "czymś" jest niespotykane w popowym show-biznesie podejście do procesu twórczego i wydawniczego.

Justin Timberlake deklaruje, że "tworzy muzykę cały czas". Tymczasem w trakcie swojej 12-letniej solowej kariery wydał zaledwie cztery albumy studyjne. Dla porównania Rihanna pracuje właśnie nad płytą numer osiem.

(Aktorska) przerwa między albumem numer dwa ("FutureSex/LoveSounds") i trzy ("The 20/20 Experience") wyniosła siedem lat. Jak na popowe standardy, jest to przerwa nie do pomyślenia. I jak to się ma do "tworzenia muzyki przez cały czas"?

Otóż Justin Timberlake piosenki pisze i nagrywa, ale wcale nie widzi potrzeby szybkiego ich wydawania. Tak jakby cały aspekt biznesowy przedsięwzięcia i presja ze strony otoczenia (wytwórnia, menedżment, fani) nie robiły na nim żadnego wrażenia. Wydam, kiedy mi się podoba i kiedy będę gotowy - zdaje się mówić jego postawa.

Niesie to ze sobą bardzo korzystne dla Justina konsekwencje. Po pierwsze, dopieszcza swoją muzykę w każdym detalu i pozwala kompozycjom "uleżeć się w głowie". Nie ma więc u Justina ani grama wynikającej z pośpiechu prowizorki. Po drugie, jego nagrania są wyjątkowo oczekiwane - dlatego właśnie że tak rzadkie.

Postawa robienia wszystkiego po swojemu wyziera również z samych kompozycji. No bo kto to widział, żeby wokalista popowy wydawał siedmio-, ośmiominutowe kompozycje? Przecież każdy wie, że do radia mają być trzy i pół minuty. Myślicie, że Enrique Iglesias ośmieliłby się nagrać tak długi singel jak "Mirrors"?


A teraz zostanę aktorem

Gwiazdy popu chcą grać w filmach - trudno podważyć ten fakt, biorąc pod uwagę, jak wielu piosenkarzy próbuje zostać aktorami.

W większości przypadków gdzieś traci się jednak ich sceniczna charyzma i brakuje im do tego talentu. W rezultacie kariera aktorska nie wypala, a gwiazdki z podkulonym ogonem wracają do nagrywania płyt. Ale nie Justin Timberlake. On do studia nagrań wyjątkowo wrócił z tarczą, a nie na niej.

Na potrzeby kariery w Hollywood Timberlake całkowicie zwiesił swoją działalność muzyczną w latach 2007-2012. Jego decyzja była tak stanowcza, że spekulowano nawet o definitywnym zakończeniu przez niego muzycznej aktywności. Postawienie wszystkiego na jedną kartę, zamiast łapania dwóch srok za ogon, przyniosło znakomite rezultaty.

Amerykanin wystąpił w takich filmach jak "The Social Network", "To tylko seks", "Wyścig z czasem", "Dopóki piłka w grze", jego kreacje były recenzowane ciepło, i z czasem przestał być postrzegany jako "piosenkarz, który próbuje sił w aktorstwie", tylko został hollywoodzkim aktorem pełną gębą.

Pomogły mu w tym m.in. korepetycje u Kevina Spaceya. Spotkanie ze słynnym aktorem zainspirowało Justina nie tylko na planie filmowym.

"Kiedy zaczynałem grać w filmach, Kevin Spacey, który jest oczywiście wybitnym aktorem, powiedział mi: 'Odrabiaj zadanie domowe'. Zapytałem, co ma na myśli. Odpowiedział: 'Po prostu oglądaj tak wiele filmów, jak tylko możesz. Przyglądaj się, co robi każdy z aktorów'. Myślę, że z muzyką jest tak samo. Słuchaj wszystkiego, czego się da, nawet jeśli nie jest to twój ulubiony gatunek muzyczny. Słuchaj wszystkiego, bo nigdy nie wiesz, co ci się przypomni i co cię zainspiruje. Z wiedzą jest tak, że nigdy nie masz jej wystarczająco dużo" - perorował Justin Timberlake w wywiadzie dla dwóch uczniów muzycznej szkoły średniej.

Trudno go nie lubić

Do sukcesów Justina Timberlake'a niewątpliwie przyczynił się fakt, że 33-latek jest po prostu powszechnie lubiany. Poczucie humoru - szczególnie w duecie z Jimmym Fallonem - działalność charytatywna, skromność w wywiadach, klasa w sposobie bycia, również w ubiorze: to wszystko zjednuje mu ludzi. No i jest przystojny.


Miła osobowość nie znaczy jednak, że Justin jest "ciepłą kluchą". Potrafi bronić swojego terytorium bardzo zdecydowanie. Gdy pewien niemądry dziennikarz, po klapie filmu "Ślepy traf" (2013 r.) zasugerował mu zakończenie kariery aktorskiej, Justin zareagował zaskakująco ostro.

"Film nie wypadł dobrze w rankingach, więc powinienem odejść? Chwileczkę! Gdybym był kimkolwiek innym, nie powiedziałbyś tego. Stary, zachowujesz się w stosunku do mnie jak palant. Jestem zszokowany. Na szczęście nikt nie liczy się z twoją opinią" - powiedział wzburzony Timberlake w rozmowie z "GQ".

W tym samym wywiadzie wokalista i aktor wypowiedział słowa, które trafnie opisują jego dotychczasową i zapewne również przyszłą karierę.

"Nie sądzę, bym kiedykolwiek miał być definiowany poprzez jeden określony moment" - ocenił.

INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Justin Timberlake | timberlake

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje