Jojo Siwa wraca do starego imienia. "Czy wy dopiero teraz to odkrywacie?"
Zmiana imienia na TikToku, zapowiedź dużych planów artystycznych i coraz poważniejsze deklaracje w życiu prywatnym - JoJo Siwa nieprzypadkowo zwróciła na siebie uwagę w ostatnich godzinach starego roku. Dla 22-letniej gwiazdy to symboliczny moment zamknięcia jednego etapu i otwarcia kolejnego.

W sylwestrową noc uważni użytkownicy TikToka dostrzegli drobną, lecz znaczącą zmianę na profilu JoJo Siwy. Artystka znana z hitu "Karma" przestała figurować pod pseudonimem JoJo, zastępując go pełnym imieniem: Joelle Siwa. Informacja szybko obiegła media społecznościowe - tym bardziej że jej konto obserwuje ponad 46 milionów osób. Choć sama zainteresowana nie opublikowała oficjalnego oświadczenia w tej sprawie, fani nie mieli wątpliwości, że nie jest to przypadkowy gest. Na forach i w komentarzach zaczęto przypominać, że imię Joelle to jej prawdziwe imię, a "JoJo" od zawsze funkcjonowało jako pseudonim.
"Jej prawdziwe imię to Joelle, JoJo było tylko ksywką. Czy wy dopiero teraz to odkrywacie?" - ironizował jeden z użytkowników Reddita.
Zapowiedź nowego rozdziału w życiu Siwy
Rezygnacja z pseudonimu zbiegła się z publikacją ostatniego nagrania Siwy przed 2026 rokiem. W krótkim filmie na TikToku artystka wykonuje playback do swojego przeboju z 2016 roku "Boomerang". Na ekranie pojawia się pytanie: "Jakie plany na 2026?", a odpowiedzią jest wymowny uśmiech i energia samej Joelle.
Pod nagraniem pojawił się podpis: "Jaki to będzie rok ", który fani odebrali jako zapowiedź nadchodzących projektów - być może muzycznych, być może wizerunkowych. W komentarzach internauci nie kryli entuzjazmu.
"Zmiana imienia idealna na 2026! Szczęśliwego Nowego Roku" - pisała jedna z fanek.
"Joelle brzmi bardzo autentycznie. Życzę ci wszystkiego najlepszego w 2026 roku" - dodał inny użytkownik.
Partner już wcześniej używał jej imienia
Dodatkowego kontekstu całej sytuacji dostarczył fakt, że partner artystki, Chris Hughes, znany z programu "Love Island", już wcześniej zwracał się do niej imieniem Joelle. Fani przypomnieli jego relację na Instagramie (obecnie niedostępną), w której właśnie w ten sposób ją nazwał. To tylko wzmocniło przekonanie, że decyzja Siwy dojrzewała od dłuższego czasu.
Miłość bez pośpiechu do ołtarza
Równolegle do zmian zawodowych i wizerunkowych, Joelle Siwa coraz otwarciej mówi o swoim życiu prywatnym. Związek z Hughesem, potwierdzony latem, nabiera powagi - para zaczęła nawet publicznie poruszać temat zaręczyn.
W rozmowie z magazynem "Fabulous" Hughes przyznał jednak, że nie jest fanem oświadczyn w okresie świątecznym.
"Zawsze ktoś zaręcza się w Boże Narodzenie. Widzisz to co roku na Instagramie. Podoba mi się myśl, żeby nie robić tego w momencie, którego wszyscy się spodziewają" - stwierdził.
"Siedem lat to za długo"
Ciekawie zrobiło się, gdy Siwa zażartowała, że mogłaby sama się oświadczyć, jeśli partner będzie zwlekał. Hughes zareagował stanowczo. "Mówiłem o tym jeszcze przed tobą. Szczerze? Gdyby ktoś mi się oświadczył, czułbym się bardzo niekomfortowo" - wyznał.
Artystka nie pozostawiła jednak wątpliwości co do swoich oczekiwań. Ostrzegła, że jeśli po siedmiu latach nie doczeka się pierścionka, przejmie inicjatywę. Odpowiedź partnera była równie jednoznaczna:
"Nie powinno zajmować siedmiu lat, żeby zdecydować, czy chcesz kogoś poślubić. Więc jeśli tak na to spojrzysz, to ten scenariusz nigdy się nie wydarzy".









