Reklama

Jeszcze klipy czy już soft porno?

Z roku na rok teledyski muzyczne stają się coraz odważniejsze, wręcz obsceniczne, epatują nagością, a często nawet wulgarną erotyką. Czy prowokujące seksualnie teledyski nie powinny zostać prezentowane późną nocą?

Uciekając od taniego moralizatorstwa i nachalnego stróżowania moralności, należy stwierdzić, że granica pomiędzy prowokacją i artystycznym pokazywaniem nagiego ciała, a prymitywnym erotyzmem zahaczającym o porno, została już dawno i wielokrotnie przekroczona.

Reklama

W latach 60. amerykańska telewizja zabroniła pokazywania bioder Elvisa Presleya, który podczas występów poruszał nimi w sposób co najmniej prowokacyjny, a nawet lubieżny. Tak przynajmniej sądzili ówcześni decydenci telewizyjni, cenzurując występ "Króla" na srebrnym ekranie i pokazując Presleya od pasa w górę. Dziś taka propozycja ocenzurowania po pierwsze nie miałaby miejsca, a po drugie zostałaby potraktowana jako żart. Przecież w XXI wieku normą jest pokazywanie w muzycznych teledyskach jak największej ilości nagiego kobiecego ciała, tudzież prężących się muskułów przystojnych młodzieńców, nie wspominając o wyuzdanym tańcu bohaterów klipu.

Rammstein poszli w porno

Powyższe tendencje znakomicie odzwierciedla - zaznaczmy, że w krzywym zwierciadle - kontrowersyjny klip niemieckiej formacji Rammstein. Zespół, który do tej pory obalał tabu symboliką kojarzącą się z totalitaryzmem, w teledysku do utworu "Pussy" zdecydował się zaprezentować sceny żywcem wyjęte z filmu pornograficznego.

Dowcip, bo w takich kategoriach należy traktować wideoklip "Pussy", udał się znakomicie i spełnił promocyjną rolę z nawiązką, choć teledysku próżno było szukać w telewizjach muzycznych czy portalach internetowych.

Z drugiej strony Rammstein zrobili tylko kilka kroków więcej, niż cała armia popowych, dance'owych czy rapowych wykonawców, w których klipach nierzadko granica pomiędzy podaną ze smakiem zmysłowością a ordynarną erotyką została bez oporów przełamana. Wydaje się, że wręcz mamy do czynienia z wyścigiem, komu bezkarnie uda się pokazać więcej golizny, tudzież zafundować widzom najbardziej wyrazisty seksualny podtekst. Czy jest to jednak powód, by dyskredytować, krytykować i być może cenzurować takie produkcje?

Eric Prydz i "Call On Me". Zobacz klip na granicy przyzwoitości:

Telewizję oglądają dzieci

W połowie lat 90. oglądanie pokazywanej wtedy po raz pierwszy w Polsce MTV było wielkim wydarzeniem, bo wreszcie w naszym kraju pojawiło się okno na muzyczny świat. Prezentowane tam klipy można było bez zażenowani i wstydu oglądać wraz z mamą, tatą, babcią, ciocią i wujkiem. Dziś włączenie jakiejkolwiek muzycznej stacji na rodzinnym przyjęciu należałoby uznać za ruch co najmniej ryzykowny. Wyobrażacie sobie urodziny mamy albo dziadka z lecącym w tle klipem Erica Prydza "Call On Me" czy nawet hiperpopularnym "Telephone" Lady GaGa? Dyskusja na temat upadku morlaności i zasad gwarantowana! Kiedyś na cenzurowanym były klipy Sabriny "Boys" czy produkcje Madonny, tudzież Prince'a.

Sabrina "Boys". Zobacz, co budziło kontrowersje w latach 80.:

Dziś pozbawione seksualnych akcentów teledyski należą do mniejszości. Z tego właśnie powodu zaczęto bić na alarm. Amerykanie czy Brytyjczycy, którzy poważnie martwią się o przyszłość społeczeństwa, podjęli badania mające na celu wskazanie negatywnego wpływu nasączonych erotyką klipów na dzieci i młodzież. Nie wdając się w szczegółowe wyniki, efekty działań naukowców były łatwe do przewidzenia. Seksualne stereotypy pokazywane w muzycznych teledyskach prowadzą u młodzieży do przedwczesnej inicjacji, rozwiązłości i swobody seksualnej.

Przykłady? Niedawno brytyjski brukowiec emocjonował się, licytując wiek najmłodszego ojca na Wyspach. "Zwycięzcą" okazał się niejaki Alfie Patten, który został tatą w wieku 12 lat. Mama była o 2 lata starsza. Nie ma oczywiście dowodu, że Alfie i jego partnerka naoglądali się klipów, by później spróbować zachować się tak, jak bohaterowie teledysków: ta kusząca pani i ten męski pan. Wykluczyć tego jednak nie można, bo bez dwóch zdań "wartości" prezentowane w dużej rotacji w stacjach muzycznych prowokują do szybkiego dojrzewania. Przecież to oczywiste, że teledysk takich Pussycat Dolls albo Girls Aloud inaczej odbierany jest przez 5-letnią dziewczynkę, 12-letnią dziewczynę czy dojrzałą kobietę.

Pussycat Dolls "Buttons". Zobacz więcej niż śmiałe wyginanie ciała:

Zastanawiające, jak wyglądałaby psychika młodzieży wychowanej głównie na teledyskach prezentowanych obecnie w stacjach muzycznych i internecie? Czy telewizja i sieć, za sprawą kultury agresywnych erotycznie klipów, wykreują pokolenie wyuzdanych, zawsze gotowych na seks kobiet i dominujących, agresywnych mężczyzn? Miejmy nadzieję, że nie.

Umierająca sztuka teledysku

Oglądając większość współczesnych teledysków, z mocnym wskazaniem na wykonawców z naszego kraju, wydaje się, że do nagranie klipu polega na skrzyknięciu co ładniejszych koleżanek, poubieraniu je w kuse spódniczki, szorty czy bikini i poinstruowaniu w jaki sposób mają się ruszać przed kamerą. Teledysk najczęściej kręci się w klubie tanecznym lub w ogródku, koniecznie z grillem i basenem. Cała reszta tak naprawdę nie ma znaczenia - dotyczy to również samej piosenki. Wydaje się, że produkcja takich banalnych teledysków odbywa się wręcz taśmowo. Scenariusz? Intrygująca fabuła? Może choć efekty specjalne? Zapomnijcie.

Robert M "Latino". Zobacz klip z kobiecymi piersiami w rolach głównych:

Oczywiście muzyka popowa, dance czy nawet część rapu - a co za tym idzie teledyski obrazujące muzykę - powinny sprawiać przyjemność, kusić atrakcyjnymi obrazami, wreszcie odzwierciedlać fantazje i marzenia mas. Z tego powodu nie można twórcom odbierać prawa do nagrania klipu dajmy na to z pociągającymi dziewczynami i przystojnymi chłopakami, biegającymi po plaży w strojach kąpielowych. Równocześnie klipy popowe mają popychać do przodu muzyczną kulturę, bo przecież za sprawą popu sztuka również się rozwija, choć nie zawsze w kierunkach, w których można by sobie życzyć. To zadania swoimi erotycznymi prowokacjami spełniali Madonna czy Prince, teraz w ich ślady próbuje iść Lady GaGa, proponując wyrafinowany i nieoczywisty, artystyczny erotyzm, jak na przykład w teledysku "Alexandro" ( zobacz).

Prymitywne instynkty czy brak pomysłu?

Z drugiej strony mamy na przykład niesławny teledysk Erica Prydza do utworu "Call On Me", który wygrywa wszelkie podsumowania na "najgorętsze klipy wszech czasów", zresztą nie bez powodu. Erotyka w tym klipie została doprowadzona do cienkiej granicy z pornografią.

Wreszcie pojawiają się takie "klejnoty", jak na przykład siostrzany duecik Twinz z klipem "Diamonds" (zobacz), w którym błyszczą tylko przysłaniające nagie piersi bliźniaczek gwiazdki czy teledysk Danzela do "Under Arrest" (zobacz), gdzie widz przez całą długość trwania wideo zastanawia się, kiedy dojdzie do poważniejszej interakcji pomiędzy piosenkarzem a występującą z nim modelką. Zaznaczę, że te dwa powyższe przykłady zostały wzięte jako pierwsze z brzegu, bo tego typu "ambitnych" produkcji jest cała masa. Wynika z tego, że ich twórcy starają się z premedytacją żerować na najprymitywniejszych instynktach widzów lub po prostu brak im pomysłów na teledysk. W jednym i w drugim przypadku okazują fanom kompletny brak szacunku.

Co sądzicie o epatujących erotyką teledyskach? Czy powinny zostać prezentowane w telewizji po godzinie 23., a w internecie dostęp do nich powinny mieć jedynie osoby pełnoletnie? Czy może jednak odważne teledyski powinno się emitować bez jakichkolwiek ograniczeń? Czekamy na Wasze opinie i komentarze!

INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Nie | muzyka | porno

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje