Reklama

Hodowla nastoletnich gwiazd

Do sklepów trafiła właśnie najnowsza płyta 17-letniej Miley Cyrus, buńczucznie zatytułowana "Can't Be Tamed" [Nie do okiełznania]. Płyta szczególna, bo będąca świadectwem przemiany grzecznej idolki dziewczynek w niegrzeczną kobietkę. Nie miejmy jednak wątpliwości - gruntowna zmianą image'u była skrupulatnie zaplanowana. Tak jak cała kariera Miley Cyrus, wzorcowej gwiazdki dla dzieci i nastolatków. Kariera, za którą stoi potężna maszyna marketingowa i armia show-biznesowych speców.

Panna Cyrus już pewnie w momencie poczęcia była skazana na sukces, szczególnie przez ojca, Billy'ego Ray'a, piosenkarza country i aktora. Mama i tata uszczęśliwili dziecko imionami... Przeznaczenie i Nadzieja. Tak, tak - nasza wzorcowa bohaterka nazywa się Destiny Hope. Rodzice tłumaczyli później, że wybierając imiona byli przekonani, iż córka wiele w życiu osiągnie. Jak widać, nie mylili się. Ale żeby nie zrobiło się zbyt sierioznie, dorzucono gładką ksywkę "Miley" - od "Smiley". Dlaczego? Bo mała Przeznaczenie Nadzieja uśmiechała się ("smile") ponoć bardzo często. Częściej, niż wymuszają to nawet bezwzględne amerykańskie wzorce i standardy bycia zawsze OK.

Reklama

Skoro o wzorach mowa, kariera Miley Cyrus stała się modelowym przykładem, jak to się robi, dla innych nastoletnich gwiazdek, które dziś zdominowały listy przebojów płytowych, box office'ów, wreszcie telewizyjnych zestawień oglądalności.

Niby nic nowego, bo ze sztucznie spreparowanymi gwiazdami dla nastolatków mieliśmy do czynienia już w latach 50. zeszłego stulecia, nie wspominając o Britney Spears czy Christinie Aguilerze, ale w XXI wieku ten fenomen nabrał takich rozmiarów, że tzw. teen idols pojawiają się, jakby wyrabiano ich na taśmie produkcyjnej w fabryce. Dosłownie, bo przecież wizerunki młodych gwiazdek zagościły na prawie wszystkich produktach przeznaczonych dla dzieci. Nic w tym dziwnego, takie są zasady rynkowe. Na produkt trzeba znaleźć popyt i skutecznie wypromować. A ty rodzicu głów się, jak tu odmówić milusińskim kupienia kubka z podobizną ulubionej gwiazdy, znanej już z okładki płyty, filmu czy też serialu, choć jest on trzy razy droższy, niż zwyczajny kubeczek na kakao.

Najpierw film albo serial

Jak wieść niesie, Miley Cyrus zapragnęła zostać aktorką mając już dziewięć lat. Rzekomo zainspirował ją do tego ojciec, którego podpatrywała na planie serialu "Doc". "Tatusiu, to jest właśnie to, co chcę robić w życiu" - tak według kronikarzy brzmiały słowa małej panny Cyrus. Miley dostała wtedy gościnną rolę i zagrała dziewczynę o imieniu Kylie. Później pojawiała się jeszcze w epizodach tu i ówdzie, aż wreszcie trafiła do wymarzonej disnejowskiej produkcji telewizyjnej "Hannah Montana". I choć 12-letnia wówczas dziewczynka była ponoć za młoda i za mała na główną rolę, to jednak udało jej się przejść castingi. Disnejowscy decydenci stwierdzili bowiem, że Miley to osoba, która "kocha każdą minutę życia". I znajdź tu kontrargument!

Serialem "Hannah Montana" Miley Cyrus zapoczątkowała nowy trend. Telewizyjne seriale, później oczywiście także w pełnowymiarowej wersji kinowej, stały się znakomitymi platformami reklamowymi dla nowych gwiazdek i przy okazji, dla całej gamy produktów dla młodych telewidzów. Po Miley tym szlakiem podążyli na przykład słynni bracia Jonas czy śpiewające aktorki Demi Lovato i Vanessa Hudgens. Wszyscy młodzi, wszyscy piękni, wszyscy dla nastolatków.

Znają z ekranu, niech posłuchają

Wydanie muzycznej płyty to kolejny krok w karierze młodych gwiazdek. Dzieci nie mogą przecież cały czas oglądać telewizji. Wiadomo, rodzice nie pozwalają. Ale niech wyrabiają słuch, uczą się śpiewać, grać na instrumentach, tudzież tańczyć. Miley Cyrus zadebiutowała albumem "Meet Miley", który jednak był tylko dodatkowym dyskiem przy ścieżce dźwiękowej "Hannah Montana 2". Pełnoprawny debiut piosenkarki nosi wyzywający tytuł "Breakout" i jest - przynajmniej zdaniem wydawców - "deklaracją muzycznej niezależności Miley Cyrus".

"Niezależni muzycznie" są również bracia Jonas, którzy nie dość, że ponoć sami tworzą muzykę, to jeszcze przejawiają niesamowitą, jak na muzyczny show-biznes w XXI wieku, płodność. Trio w ciągu roku (czerwiec 2008 - czerwiec 2009) wydało trzy płyty studyjne oraz jedną koncertową. A w międzyczasie pomogli wyprodukować pierwszy album Demi Lovato, zatytułowany "Don't Forget". Piosenkarka najwyraźniej złapała bakcyla, bo swój drugi album "Here We Go Again" wydała już w sześć miesięcy po debiucie. Pracowitość godna stachanowca.

Dodajmy, że pomimo miażdżących recenzji płyt, albumy młodych gwiazdek sprzedają się w milionowych nakładach. Czy kogoś to dziwi?

Nie zaniedbują internetu, ale...

W XXI wieku, jeżeli nie masz konta na Facebooku i Twittera, to cię po prostu nie ma. Nie zapominają o tym i nasze modelowe gwiazdki, wykorzystując sieć do wypowiadania się na wszelkie tematy. Również i te doniosłe. I tak na przykład Demi Lovato czy bracia Jonasowie złożyli za pośrednictwem Twittera kondolencje Polakom, po katastrofie samolotu prezydenckiego w Smoleńsku. "Modlę się za Polskę... Jesteście w moim sercu..." - napisała Demi Lovato. "Modlę się za Polskę i wszystkich dotkniętych katastrofą lotniczą" - to już wpis Joe Jonasa, którego brat Nick napisał: "Przesyłam miłość i modlitwy wszystkim Polakom. Niech Bóg ma was w swojej opiece".

Oczywiście, większość wpisów teen-gwiazdek na Twitterze czy Facebooku ma mniej poważny wydźwięk. "Pisałam na Twitterze, że właśnie siedzę w jakiejś restauracji, a zaraz pod lokalem pojawiały się tłumy fanów. Cóż, przecież im właśnie powiedziałam, gdzie jestem" - żaliła się swojego czasu Miley Cyrus. Może to zmęczenie tego rodzaju incydentami kazało innym razem Miley zaapelować do fanów, by... porzucili internet!

"Denerwuje mnie, gdy gwiazdy w wywiadach żalą się, że nie mają życia prywatnego. Dzieje się tak właśnie dlatego, że piszą o wszystkim na Twitterze. (...) Rozmawianie z ludźmi z internetu nie jest 'cool'. To nie są prawdziwi przyjaciele. Takie znajomości mogą być niebezpieczne. Przekonuję moich fanów, że internet może być niebezpieczny, że to strata czasu. Zamiast siedzieć przed monitorem, powinni zacząć uprawiać sport. Życie jest o wiele lepsze, gdy przestajesz siedzieć w internecie" - przekonywała gwiazdka. Poskutkowało! Wielu fanów piosenkarki w tym momencie zdezaktywowało konto na Facebooku.

Odrobina pikanterii

Delikatny skandalik czy kontrowersyjka, taka do przełknięcia dla najmłodszych fanów i ich rodziców, to nieodłączny element promocji młodych gwiazdek. Choć czasami sprawy wymykają się spod kontroli. Tak było w przypadku Miley Cyrus i pogłosek, jakoby w magazynie "Vanity Fair" ukazały się jej zdjęcia topless. Jak się okazało fotografia, a później sesja zdjęciowa zza kulis, pokazywały nastolatkę z odsłoniętymi plecami, ale z przodu przykrytą prześcieradłem. Autorem zdjęć jest słynna amerykańska fotograf Annie Leibovitz. Z powodu oburzenia rodziców na charakter fotografii, rzecznik Disney'a szybko zareagował przeprosinami i zrzucił winę na magazyn, który "celowo stworzył sytuację, by manipulować 15-latką podczas sprzedaży magazynu". Sam Disney o manipulacji oczywiście nie ma zielonego pojęcia. Za przeprosin spadł na nas wtedy prawdziwy grad. Najpierw ze strony Miley Cyrus ("Jeżeli chodzi o zdjęcia krążące po internecie, to przyznaję, że był to głupi i niedojrzały pomysł. (...) Nie chciałam nikogo obrazić i przepraszam, że wszystkich zawiodłam"). Później od Annie Leibovitz ("Jest mi bardzo przykro, że portret Miley Cyrus został źle zinterpretowany").

Przy wyskoku Miley Cyrus kontrowersje wywołane przez Demi Lovato czy braci Jonas, to trzecia liga. Piosenkarka "zaszokowała" świat twierdząc, że jest wielką fanką muzyki metalowej, a zwłaszcza black metalu i metalcore'u. Jak wyjawiła w jednym z wywiadów, jej ulubionym zespołem jest złowroga norweska formacja Dimmu Borgir. Brrr...

Natomiast Jonas Brothers dotknęli tematu tabu, czyli seksu. Zespół jest niegrzeczny przez to, że jest za grzeczny. Jak to celnie wyłapali twórcy znakomitej kreskówki "South Park", zespół obnoszący się z tzw. pierścieniami czystości, tak naprawdę sprzedaje rozwiązłość. W odcinku "The Ring" okazuje się, że jest to chwyt marketingowy, za którym stoi szatański plan Myszki Miki (w domyśle: koncernu Walta Disney'a), polegający na "sprzedawaniu seksu" nastolatkom pod przykrywką deklaracji o zachowaniu dziewictwa.

Myszka Miki zarabia miliony dolarów, pokazując dziewczynom trzech młodocianych, wymuskanych amantów i jednocześnie zachowując pozory niewinności dzięki owym pierścieniom. Gdy wreszcie bracia zaczynają się buntować przeciwko pierścieniom czystości, Miki zdecydowanie przekonuje chłopaków, że są one niezbędne dla ich dalszej kariery. A co z przebojami? - zapyta fan. "Wasza muzyka jest do d**y i wy o tym dobrze wiecie" - tymi słowami Myszka Miki skutecznie przekonuje Jonasów do konieczności noszenia pierścieni. Oczywiście, na interpretację twórców "South Park" należy patrzeć z przymrużeniem oka, ale nie można odmówić ich spostrzeżeniom celności.

Własne zdanie

Teen idols, jak wszyscy idole, muszą spełniać rolę wzorców dla dzieci i młodzieży. Dlatego starają się wypowiadać na wiele tematów, które mogą dotyczyć, tudzież dręczyć, ich nastoletnich i młodszych fanów. Stąd opisana wyżej krytyka internetu i zachęcanie do uprawiania sportu przez Miley Cyrus czy też namawianie do poczekania aż do pełnoletniości z rozpoczęciem życia seksualnego przez Jonas Brothers. Dlaczego gwiazdki wypowiadają się takie tematy? Kryje się za tym proste psychologiczne pojęcie identyfikacji, czyli upodobniania się i utożsamiana z innym człowiekiem. A czego innego, niż znalezienia wzorca postępowania potrzebują dzieci i nastolatki? Tutaj otrzymują je na tacy, w kolorowym, kuszącym opakowaniu. Co więcej, wspólny idol pozwala na nawiązywanie nowych przyjaźni z innymi fanami i fankami gwiazd.

Wreszcie dorastają

I tylko upływu czasu jeszcze nikt nie pokonał. Co zrobić z tym fantem? W końcu nasza gwiazda, idol małych dzieci i nastolatków, osiąga taki wiek, że nie może już udawać bycia młodszym. To już nie są czasy "Beverly Hills 90210", gdzie licealistów grali aktorzy w okolicach 30. Teraz wszystko błyskawicznie wyszłoby na jaw. Na szczęście wraz z idolem nastolatków dorastają również i jego fani. A gwiazdę można przetargetować. Jest to jednak bardzo ryzykowne, bo płynne przeistoczenie idola nastolatków w gwiazdę światowego formatu udaje się sporadycznie. Zazwyczaj takie kombinację przynoszą znikome efekty, a dorosły teen idol i tak lubiany jest i pamiętany za swoje dziecinne przeboje. Weźmy na przykład wylansowaną w "...Baby One More Time" na niegrzeczną uczennicę Britney Spears. Piosenkarka, pomimo pokaźnej listy dojrzałych przebojów i dorosłego image'u, jednak i tak zostanie już na zawsze zapamiętana jako dziewczynka w szkolnym mundurku.

Procesowi przetargetowania poddana została Miley Cyrus, która chce wszystkim pokazać, że nie da się jej upupić. Nagle w internecie pojawiają się filmiki, na którym 17-latka wykonuje erotyczny, wyuzdany taniec, któremu przygląda się starszy dżentelmen (zobacz). Zaraz potem opublikowana zostaje najnowsza sesja zdjęciowa, którą określa się jako "drapieżną" (zobacz). Wreszcie niezbędną sensację wywołuje odważny teledysk (zobacz). I tak produkt, po mocnym liftingu, można przekierować do starszej grupy odbiorców, która - jak ich idolka - porzuciła zabawki, dojrzała do buntu i przychylnym okiem zerka na przedstawicieli płci przeciwnej. Tłumacząc na język kinowych hitów: zamiast przygód Harry'ego Pottera zaczyna się oglądanie sagi "Zmierzch". A interes kręci się dalej.

Artur Wróblewski

INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: sesja zdjęciowa | show | Disney | piosenkarka | muzyka | kariera | hodowla | 'Gwiazdy' | Miley Cyrus

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje