Halina Kunicka od dawna zwracała uwagę na twórczość Skaldów. Interesowały ją przede wszystkim melodie Andrzeja Zielińskiego, znacznie bardziej rozbudowane harmonicznie niż wiele ówczesnych radiowych przebojów. W końcu zdecydowała się zapytać kompozytora, czy napisał coś, co mogłoby pasować do jej głosu.
"Bardzo obserwowałam twórczość Andrzeja Zielińskiego. Cóż to za talent, jakie niebanalne harmonie. Wreszcie spytałam, czy nie miałby czegoś dla mnie. I wtedy z szuflady wyciągnął 'Wiatr kołysze…'" - wspominała Kunicka w historii przytoczonej przez Bibliotekę Polskiej Piosenki.
Piosenka była wtedy gotowa od około trzech lat. Nie została jednak wcześniej dopasowana do żadnego wykonawcy, a Skaldowie nie planowali włączać jej do własnego repertuaru. Tekst prowadzony z kobiecej perspektywy znacznie lepiej pasował do solistki.
W "Wiatr kołysze gałązkami" pojawia się Chopin
Kunicka otrzymała utwór, który tylko pozornie przypominał tradycyjny walczyk. W aranżacji Zieliński połączył regularny, kołyszący rytm z jazzowymi harmoniami i swingiem. Najbardziej charakterystycznym elementem pozostaje fortepianowy fragment odwołujący się do Walca cis-moll Fryderyka Chopina.
Kompozytor nie ograniczył się do delikatnej inspiracji stylem Chopina, lecz wykorzystał rozpoznawalny cytat z jego dzieła. Jak przypominało Polskie Radio, w polskiej piosence rozrywkowej końca lat 60. był to zabieg rzadki i odważny. Zieliński sam wykonał partię fortepianu, pozostawiając w nagraniu wyraźny ślad własnego stylu.
Marcin Kydryński po latach wskazał "Wiatr kołysze gałązkami" jako ulubioną piosenkę z repertuaru swojej mamy. Sam Zieliński nie dziwił się temu wyborowi, nazywając utwór "jazzowym walczykiem".
Nagranie różniło się od największych przebojów Kunickiej, takich jak "Orkiestry dęte" czy "Niech no tylko zakwitną jabłonie". Nie opierało się na łatwym, marszowym refrenie, ale na nastroju, poetyckich obrazach natury i subtelnej grze między głosem a fortepianem.
Helena Kołaczkowska słyszała w tym tekście kujawiaka
Zanim piosenka trafiła do Kunickiej, jej tekst funkcjonował jako wiersz Heleny Kołaczkowskiej. Poetka miała muzyczne wykształcenie i przykładała dużą wagę do rytmu swoich utworów. W "Wiatr kołysze gałązkami" słyszała kujawiaka, natomiast Zieliński odczytał te same wersy jako walca.
Kompozytor zwrócił uwagę przede wszystkim na opis przyrody. Wierzby, pola i mazowiecki pejzaż natychmiast skojarzyły mu się z muzyką Chopina. "Postanowiłem więc polecieć Chopinem" - wspominał.
Według danych Biblioteki Polskiej Piosenki kompozycja powstała w 1969 roku. Do bezpośredniego spotkania Zielińskiego z Kołaczkowską doprowadził wcześniej Andrzej Jaroszewski, dziennikarz radiowy i kierownik artystyczny Skaldów, prywatnie zięć poetki.
Jaroszewski zaprosił muzyka do mieszkania przy alei Szucha w Warszawie. Podczas rozmowy nie przedstawiono mu konkretnego zamówienia, ale na pożegnanie otrzymał tomik wierszy Kołaczkowskiej. Zieliński od razu wyczuł, że gospodarz liczy na muzyczną współpracę.
Autorka tekstu była już wówczas znana dzięki piosenkom "Na prawo most, na lewo most" i "Gorącą nocą". Z czasem zajęła się przede wszystkim poezją, ale jeden z jej wierszy, dzięki melodii lidera Skaldów, otrzymał zupełnie nowe życie.
Skaldowie nie nagrali jej dla siebie
Piosenka bywa przedstawiana jako utwór odrzucony przez Skaldów, ale nie doszło do sytuacji, w której zespół najpierw planował ją nagrać, a później z niej zrezygnował. Od początku było jasne, że kobiecy podmiot liryczny oraz spokojny, jazzujący charakter kompozycji nie pasują do przygotowywanego wówczas repertuaru grupy.
Muzycy Skaldów uczestniczyli jednak w nagraniu z Haliną Kunicką. Polska Biblioteka Muzyczna wymienia "Wiatr kołysze gałązkami" wśród utworów wykonywanych przez piosenkarkę wspólnie z zespołem.
Kunicka została interpretatorką kompozycji na początku lat 70., mniej więcej trzy lata po jej powstaniu. Jej głos dobrze odpowiadał spokojnej melodii i tekstowi, w którym miłość do drugiej osoby łączy się z przywiązaniem do rodzinnego krajobrazu.
Halina Kunicka śpiewała od romansów po jazz
"Wiatr kołysze gałązkami" nie był typowy dla najpopularniejszej części repertuaru Kunickiej, ale sama artystka nigdy nie ograniczała się do jednego gatunku. Wykonywała przedwojenne piosenki kabaretowe, rosyjskie romanse, walce, utwory filmowe i kompozycje o wyraźnie rozrywkowym charakterze.
Wśród jej największych przebojów znalazły się "To były piękne dni", "Czumbalalajka", "Orkiestry dęte" oraz "Od nocy do nocy" z filmu "Noce i dnie". Jej płyty zdobywały status złotych, a artystka koncertowała nie tylko w Polsce, lecz także w Stanach Zjednoczonych, Kanadzie, Australii i paryskiej Olympii.
Piosenka Zielińskiego i Kołaczkowskiej zajmuje w tym dorobku osobne miejsce. Powstała bez konkretnej wykonawczyni, przeleżała trzy lata, a do Kunickiej trafiła dopiero wtedy, gdy sama zapytała o muzykę lidera Skaldów. Zamiast zwykłego przeboju otrzymała utwór, który na kilka minut zmienił ją w jazzową wokalistkę.











