Historia powstania "Cichej nocy" może dziwić. "Słowa same spływały na papier"
Tradycją jest, iż świąteczny czas umilają nam znane kolędy. Jedni nie mogą sobie wyobrazić Wigilii bez "Dzisiaj w Betlejem", drudzy nie usiądą do stołu, dopóki nie wybrzmi "Przybieżeli do Betlejem", a jeszcze inni stawiają na kultową "Cichą noc". Niewielu pamięta jednak, jak powstała ta wyjątkowa kolęda.

"Cicha noc" to jedna z najbardziej znanych kolęd nie tylko w Polsce, ale i na całym świecie. Utwór został przetłumaczony na ponad 300 języków oraz dialektów, dzięki czemu niemalże każdy może cieszyć się nim przy wigilijnym stole. Znana spokojna melodia od wielu lat umila świąteczny czas i pozwala na chwilę zatrzymać się w bożonarodzeniowym pędzie.
Historia powstania "Cichej nocy" zdziwi niejednego. "W oczach miał nędzną chatę i kobietę"
Co ciekawe, niektórzy Polacy sądzą, iż "Cicha noc" oryginalnie powstała w języku polskim. Nic bardziej mylnego! "Wokół pieśni niczym bluszcz oplata się legenda. Nim odkryto nazwiska jej twórców, mówiono, że spadła z nieba. A i wtedy, gdy te nazwiska były już znane, bajali austriaccy flisacy, że kolęda skreślona została piórem ze skrzydła anioła" - mówi w audycji Aleksandra Stypułkowska.
Długo nie znano autorów kolędy "Cicha noc", lecz wiadomo było, iż spodobała i szerzej rozprzestrzeniła się najpierw w Austrii.
Zobacz również:
Pierwszy raz "Cicha noc" została wykonana podczas pasterki w 1818 roku, w austriackim Oberndorfie bei Salzburg (wówczas jako "Stille Nacht"). Autorem jej słów jest ks. Joseph Mohr (wikary nowo powstałej parafii św. Mikołaja w Oberndorf bei Salzburg), a melodię skomponował organista Franz Xaver Gruber. Słowa w języku polskim ułożono około 1930 roku - zajął się tym Piotr Maszyński. W 2011 roku kolęda została włączona do austriackiej listy niematerialnych zabytków kultury UNESCO.
"Po południu, w dzień wigilijny 1818 roku wezwano wikarego do rodziny ubogiego węglarza. Kobieta właśnie porodziła i godziło się, aby maleństwo po chrześcijańsku powitało betlejemskie święto. Wikary, chrztu udzieliwszy, wracał teraz do wsi, a w oczach miał nędzną chatę i kobietę, tulącą dziecko do serca. Wiatr zacinał. Ksiądz otulił się wytartym płaszczem, brnąc przez zaspy i rozmyślając nad cudem narodzin człowieka i tajemnicą narodzin Boga. Wróciwszy do swej izby, chwycił wikary za gęsie pióro. Słowa same spływały na papier" - przytoczyła legendę w audycji Aleksandra Stypułkowska.









