Reklama

Dlaczego gwiazdy robią sobie nagie zdjęcia?

Kim Kardashian ma pełne prawo - nie mniejsze niż moje czy twoje - do robienie sobie nagich zdjęć prywatnie i oczekiwania, że pozostaną one prywatne.

Ofiarami najnowszego wycieku intymnych zdjęć stały się m.in. Kim Kardashian, Rihanna, Vanessa Hudgens i Amber Heard.

Reklama

Hakerzy zapowiadają, że następna "w kolejce" jest aktorka Emma Watson, znana z filmów o Harrym Potterze.

Wcześniej wyciekły zdjęcia laureatki Oscara Jennifer Lawrence i innych gwiazd. Hakerzy dostali się do "chmur", w których nieświadomi cyberzagrożeń celebryci trzymali kopie zdjęć ze swojego telefonu.

Opinia publiczna zobaczyła więc bywalczynie czerwonych dywanów nago lub półnago, w wyzywających pozach i telefonem w dłoni - większość tych zdjęć to "selfie" w lustrze.

Na czoło dyskusji wysunęli się, jak to najczęściej bywa, krzykacze i hipokryci, którzy z pozycji moralnego wzburzenia dziwili się, że te współczesne gwiazdy takie nieprzyzwoite i pozbawione do siebie szacunku. I zupełnie ignorowali fakt, że zdjęcia te były tak prywatne jak prywatne jest chodzenie do toalety czy uprawianie seksu z partnerem.

"Jeśli nie chcesz, żeby publikowano twoje nagie zdjęcia, to nie rób sobie nagich zdjęć!" - to kolejny z kuriozalnych zarzutów wysuwanych przez komentujących. Przypomina to sprawę biegaczki zgwałconej w Lesie Kabackim, która przecież sama sobie była winna, bo biegała po zmierzchu. Może nawet w zbyt obcisłym stroju. Na szczęście tego typu opinie były w mniejszości. Jednak gwiazdy nie mogą liczyć na podobną wyrozumiałość i współczucie.

No przecież Kim Kardashian rozbiera się do sesji, była na sekstaśmie, no i zrobiła ze swojego życia reality show - powie "opinia publiczna". Niezależnie od tego, jak oceniamy karierę tej celebrytki, to do niej powinno należeć prawo decydowania, które zdjęcie jest do "Vogue'a", a które dla Kanye Westa i tylko dla niego.

Robienie z ofiar współwinnych nie jest zbyt przyzwoite. Winnymi są hakerzy (i, być może, odbiorcy - ale to temat do przedyskutowania), a ofiarami w tym przypadku gwiazdy. Nawet jeśli zrobiły sobie najbardziej bezpruderyjne zdjęcie w historii telefonii komórkowej. Nawet jeśli są gwiazdami porno. Każdy z nas ma prawo oczekiwać, że zdjęcia, które trzyma w telefonie czy nawet w chmurze i które nie są przeznaczone do publicznego wglądu - takimi pozostaną.

Tak samo jak pieniądze, które trzymamy na koncie w banku... w oczywisty sposób domagamy się, by były nietykalne i bezpieczne. Nawet nie tyle domagamy się, co zakładamy, że tak jest, bo tak być musi. A jeśli dobierze się do nich haker, to nie powiemy okradzionemu: sam jesteś sobie winien, żeś założył konto online. Będziemy raczej utożsamiali się z jego poczuciem wściekłości i bezradności.

Okrężną drogą doszliśmy do ostatniej kwestii, już z pogranicza seksuologii: po kiego czorta ludzie robią sobie nagie zdjęcia?

Nie będąc seksuologiem, spróbuję odpowiedzieć: z tego samego powodu, dla którego kupują sobie różowe futerkowe kajdanki, zapachowe świecie czy kochają się na łonie przyrody. To po prostu ubarwia związek, a nawet, jak pisze Amanda Marcotte z "The Daily Beast", związek wzmacnia. Zwłaszcza jeśli mówimy o związkach gwiazd, które w delegacji są praktycznie cały czas. Wspólne życie w ich przypadku sprowadza się do kilku dni raz na kilka tygodni. Jak więc radzić sobie z tęsknotą i wynikającym z rozłąki napięciem pomiędzy jednym a drugim powrotem do domu? Można oczywiście pisać sms-y i rozmawiać godzinami przez telefon, ale doprawdy trudno o coś fajniejszego, milszego, pikantniejszego i silniej działającego na wyobraźnię niż gorące "selfie". Molestujmy więc Apple, Microsoft i Google, nie w imieniu gwiazd a wszystkich aktywnych seksualnie obywateli, by firmy te intensywniej chroniły zawartość naszych telefonów; szkoda byłoby tracić tak wartościową formę kontaktu z ukochaną osobą.

INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: one | naga | zdjecia | nagie zdjęcia

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje