Reklama

Dawali mu kilka tygodni życia

Choć w 1986 roku najpoczytniejszy brytyjski tabloid "The Sun" zadeklarował na pierwszej stronie: "Ćpun George ma osiem tygodni życia przed sobą", to jednak Boy George ćwierć wieku później wciąż jest z nami. I ma się bardzo dobrze - 14 czerwca artysta skończył 50 lat.

Od zawsze chadzał własnymi ścieżkami. W wieku 15 lat George O'Dowd - bo tak naprawdę nazywa się gwiazdor - zdecydowanie opuścił szkołę, bo - jak oznajmił później w jednym z wywiadów - "nie chciał być częścią tego małego, nudnego świata". Jak później wielokrotnie udowodnił, ta idea przyświecała mu już cały czas.

Czy naprawdę chcecie skrzywdzić George'a?

Reklama

Nawet wtedy, gdy w Tesco układał owoce i warzywa na półkach, by jakoś zarobić na życie. Stamtąd - dzięki uporowi i pracy - wraz z zespołem Culture Club (wcześniej jako... Sex Gang Children), trafił do słynnego programu "Top Of The Pops", gdzie wykonał - nie bójmy się użyć tego słowa - kultowe "Do You Really Want To Hurt Me?". Anglicy, choć przyzwyczajeni przecież do androginicznych postaci ze świata muzyki pop (David Bowie to najwyraźniejszy przykład), byli zaszokowani. Ale podobało im się! "Do You Really Want To Hurt Me?" trafiła na szczyty list przebojów w kilkunastu krajach na całym świecie. Sukces ten powtórzył utwór "Karma Chameleon", który obok "Do You Really Want To Hurt Me?" już na zawsze pozostanie muzyczną wizytówką artysty.

Boy George to jednak nie tylko mainstreamowe przeboje. Przecież w latach 90. artysta zdobył szacunek undergroundowej sceny tanecznej i - o czym głośno się nie mówi - jest uznanym DJ-em muzyki house. Poza tym komponował muzykę dla takich gwiazd jak grupa Beach Boys czy piosenkarka Charlotte Church. Ale Boy George nie byłby tym Boyem Georgem, gdyby było o nim głośno jedynie z powodu kolejnych przebojów.

Culture Club i "Do You Really Want To Hurt Me":

Jak w wenezuelskiej telenoweli

W Culture Club spełniał nie tylko muzyczne ambicje. Wokalista zaangażował się w romans z perkusistą Jonem Mossem; romans ten był ukrywany przed innym muzykami zespołu. Był to związek jak z wenezuelskiej telenoweli: pełen dramatycznych uniesień, miłości, pożądania i nienawiści, która często przeradzała się w fizyczną przemoc. Choć Boy George na siłacza nie wygląda, to jednak potrafił złamać palec ręki swego kochanka. Innym razem znokautował Mossa... butelką po coca-coli. Napięcie podsycał fakt, że perkusista Culture Club był biseksualistą i poza związkiem z Boyem Georgem miał przelotne romanse z kobietami. Co na to frontman zespołu? Zabronił muzykom zabieranie w trasę koncertową dziewczyn. Uwaga miała się skupiać na nim i tylko na nim.

Jeżeli jesteśmy już przy romansach Boya George'a, to nie sposób nie wspomnieć o rewelacjach zawartych w skandalizującej biografii "Take It Like A Man". Artysta na kartach kontrowersyjnej pozycji przyznał się do miłosnych przygód z Gavinem Rossdalem (lider Bush i mąż piosenkarki Gwen Stefani), czy Kirkiem Brandonem z post-punkowej formacji Spear Of Destiny. Ten ostatni wytoczył piosenkarzowi proces, zarzucając mu kłamstwo. Sąd jednak miał inne zdanie na ten temat, a kluczowe okazały się m.in. zeznania dziewczyny Brandona, która przyznała, że regularnie widywała dżentelmenów razem.

Seks? Woli... herbatę!

Boy George to nie tylko ikona muzyki pop i niepokorny kreator stylu, ale też bezczelnie błyskotliwy rozmówca, który z łatwością wygrałby z każdym w konkurencji na najbardziej ciętą ripostę. Do historii brytyjskiej popkultury przeszła odpowiedź artysty na dociekliwe pytanie o seks. Wokalista bezceremonialnie stwierdził, że od fizycznej miłości preferuje... "filiżankę dobrej herbaty". Nikt mu oczywiście nie uwierzył, ale piosenkarz stwierdzeniem podbił serca Brytyjczyków. W końcu wiadomo, że na Wyspach herbata to napój narodowy i święty! A Brytyjczycy mają poczucie humoru i słabość do Boya George'a.

Pewnie też dlatego Boyowi George'owi upiekło się, gdy pozwolił sobie na wypowiedź na granicy dobrego smaku, która wywołała liczne protesty telewidzów. W talk-show Franka Turnera piosenkarz nauczycielskim tonem przekonywał, że wszyscy mężczyźni to potencjalni homoseksualiści. "Faceci, którzy nie odkryli męskiego punktu G w odbycie, muszą prowadzić bardzo nudne życie" - stwierdził, na co prowadzący szybko zareagował słowami: "Szkoda, że nie mam przy sobie długopisu, by to wszystko zapisać". Riposta Boya George'a była błyskawiczna: "Nie potrzeba ci długopisu. Wystarczy wyprostowany palec".

Culture Club i "Karma Chameleon":

Był na dnie

Dowcipy dowcipami, ale z heroiną żartów nie ma. Boy George przez wiele lat zmagał się z uzależnieniem od opiatów, które o mało nie zakończyło się śmiercią wokalisty. Przytoczona na wstępie czołówka "The Sun" z 1986 roku ze względu na brukowy charakter gazety mogłaby zostać potraktowana jako chęć wywołania taniej sensacji i tym samym sprzedaż większej liczby egzemplarzy gazety. Nie do końca.

Piosenkarz rzeczywiście miał poważne problemy z heroiną. Tak poważne, że zaniepokojony brat artysty po prostu poszedł z informacją o uzależnieniu wokalisty Culture Club do mediów. Nie po to, by zarobić na pikantnej historyjce, ale by zwrócić uwagę Wielkiej Brytanii na kłopoty ich ulubieńca. A ten był na takim etapie, że nie wyobrażał sobie wyjścia na scenę bez "grzania". Nie dość tego, w 1986 roku został aresztowany za posiadanie narkotyków, a w jego domu znaleziono martwego muzyka Michaela Rudetsky'ego, który przedawkował heroinę. Boy George w latach 80. sięgnął dna, odbił się od niego i zaczął płynąć ku powierzchni. Wypłynął, ale...

Narkotyki mają to do siebie, że na ostateczne zerwanie z nimi mogą sobie pozwolić jedynie uzależnieni o stalowych charakterach. Boy George nad abstynencję przekładał dobrą zabawę.

Seks, narkotyki i zamiatanie ulic

O ile w latach 80. trzeźwość umysłu przysłaniała mu głównie heroina, to dwie dekady później ostrość spojrzenia zamgliła kokaina, która doprowadziła artystę za kratki, a później do... zamiatania ulic Nowego Jorku. Jak do tego doszło? Boy George to człowiek, który zwyciężyłby w konkurencji na najgłupsze aresztowanie wszech czasów. W 2005 roku naćpany piosenkarz wezwał do swojego nowojorskiego apartamentu policję, bo wydawało mu się, że został obrabowany. Policja nie znalazła na to jakichkolwiek dowodów, a tym bardziej włamywaczy. Funkcjonariusze natrafili za to na kokainę, którą artysta zapomniał ukryć przed stróżami prawa. Amerykański sąd był na szczęście łaskawy i skazał ekscentrycznego Brytyjczyka na pięć dni prac społecznych (artysta ku uciesze paparazzi zamiatał ulice Nowego Jorku), 1000 dolarów grzywny i obowiązkowy program odwykowy.

O wiele surowszy okazał się być sąd w rodzimej Wielkiej Brytanii. Gdy w 2008 roku Boy George przykuł do łóżka Auduna Carlsena, który parał się byciem tzw. młodzieńcem do towarzystwa, sędzia skazał artystę na 15 miesięcy za kratkami za bezprawne uwięzienie mężczyzny i znęcanie się nad nim. Wokalista, który wynajął na wieczór przystojnego Norwega, zaczął podejrzewać, że ten wykradł z laptopa intymne zdjęcia i stąd jego zachowanie.

Boy George nie przyznawał się do winy. Piosenkarz przekonywał, że miał prawo uwięzić Carlsena za kradzież danych z komputera i sam wymierzyć sprawiedliwość. Sąd nie przychylił się do stanowiska artysty i skazał Boya George'a na 15 miesięcy pozbawienia wolności, z których artysta ostatecznie odsiedział jedynie cztery, pracując za kratkami w więziennej jadłodajni.

Culture Club i "Cold Shoulder":

Tragiczny, nawalony i...

Po wyjściu z więzienia radośnie machał do oczekujących na niego dziennikarzy i paparazzi, z którymi żyje w specyficznej symbiozie. On dostarcza im pikantne materiały, dzięki czemu od 30 lat - z różnych powodów, ale stale - obecny jest w mediach. A bez zainteresowania show-biznesu Boy George żyć nie potrafi.

"Ludzie mają własne wyobrażenie Boya George'a, które ukształtowało się w mediach. To obraz osoby tragicznej i nawalonej. To prawda, taki jestem, ale jest też we mnie wiele innych rzeczy. Miałem mroczne okresy w swoim życiu, ale to nie wszystko, czym jestem" - wokalista, jak mało która gwiazda show-biznesu, potrafił się zdobyć na trzeźwe spojrzenie na własne życie. Trzeźwe i też prawdziwe. Bo przecież Boy George to nie tylko seksualne i narkotykowe skandale, ale też wielkie przeboje i brawurowe trendy w modzie. Dzięki temu stał się ikoną popkultury, która - zaskakująco - po każdym upadku po raz kolejny potrafi się podnieść. Tak jak teraz, ogłaszając powrót słynnego i jednocześnie niesławnego Culture Club.

Artur Wróblewski

Zobacz teledyski Culture Club na stronach INTERIA.PL!

INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Boy George | 14 czerwca | the sun | zycie | george | Życie | życia | Culture Club | urodziny

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje