Już kilka godzin przed rozpoczęciem koncertu, znajdując się na płycie chorzowskiego stadionu, można było zobaczyć lśniącą w pełnym słońcu, nowoczesną, okrągłą scenę. Jej wysokość, jak się okazało, wynosiła spektakularne 27 metrów. Montaż takiego giganta zajął ekipie osiem i pół dnia, a demontaż całości - rozpoczynający się już w tej samej sekundzie, w której tłum fanów robi w tył zwrot spod barierek i zaczyna kierować się do wyjść - to szybko uciekające i napięte 48 godzin. Bo przecież już 13 czerwca scena od nowa musi błyszczeć na poznańskim Enea Stadionie. Zapytacie: jak spiąć to wszystko w czasie? Większość elementów jest transportowana między miastami, lecz są też takie, które specjalnie wyprodukowano dwa razy. Tym sposobem szkielet, będący podstawą do budowy wszystkiego, jest podwojony. W momencie, w którym jeden z nich 6 czerwca stał jeszcze w Chorzowie, drugi mógł pojawić się na płycie stadionu w Poznaniu. Pozostała część rusztowań, ekranów i wielu innych komponentów scenicznej konstrukcji, po showach otwierających "Obrotowy Tour", spędziła kilka godzin w podróży ciężarówkami, aby w odpowiednim czasie znaleźć się w kolejnym mieście. Tu wkracza już większa logistyka, przy planowaniu przystanków na trasie - istotne jest, aby nie były one w zbyt dużej odległości od siebie. Całe szczęście w naszym kraju 800 km musisz pokonać jedynie, gdy jedziesz z Rzeszowa do Szczecina, a takich kombinacji na trasie Podsiadły nie przewidziano...
I choć wydaje się, że to powtórka z rozrywki sprzed dwóch lat, kiedy Dawid odwiedzał największe miasta Polski i ich stadiony z dopracowaną, okrągłą sceną w ramach "Trasy Stadionowej 360°", ekipa techniczna musiała tym razem przygotować się na wiele nowości. Scena na pierwszy rzut oka podobna do tej, którą widzieliśmy wtedy, została jednak oparta nie na szkielecie w kształcie przecinających się wybiegów, a czymś w rodzaju koła z "dziurami" na ludzi. Wśród znaczących zmian znalazło się także dodanie "zewnętrznego" wybiegu, o wiele większego niż okrągła scena w środku. Artysta już dwa lata temu przyznawał, że robi niewyobrażalne ilości kilometrów w trakcie swoich koncertów. Tym razem zapewne będzie mógł poszczycić się dwa albo i trzy razy większym wynikiem kroków. Nowy okazał się także setup ekranów - bo obrotowy. Tym razem postawiono na ruchome telebimy, a nie tak jak wcześniej - jedynie ruchomą podłogę.
Takim oto sposobem do transportu wszystkich elementów, które składają się na widoczne później dla fanów zjawiskowe show, wykorzystano aż 56 ciężarówek. Jak przekazał nam informator z produkcji, przy wszystkim pracuje ekipa obsługi licząca ponad 1500 osób - ok. 80% z nich to Polacy, lecz wspomagają się także pracownikami m.in. z Nowej Zelandii, Kanady czy UK. Dodatkowo na każdym ze stadionów rozkładanych jest setki albo i tysiące kilometrów kabli sygnałowych, a 80 km kabla zasilającego (czyli mniej więcej tyle, co odległość z Łodzi do Warszawy).
Dwa beczkowozy i niezliczona ilość palet z butelkami wody. Tak ekipa techniczna szykowała się do koncertu Dawida Podsiały
Przechadzając się korytarzami stadionu można było minąć co najmniej kilkanaście palet wody ludzkiej wysokości i szerokości około metra. Ekipa Dawida potwierdziła, że przygotowani są na każdą ewentualność i choć jeszcze tydzień temu nastawiali się na ulewę - spokojnie, scena jest wodoodporna - tak teraz płaszcze przeciwdeszczowe musiały zostać zamienione na zapasy wody. Każdy z uczestników imprezy mógł wnieść na teren do 0,5 litra zamkniętego fabrycznie napoju, ale mimo to zorganizowano jeszcze dwa wielkie beczkowozy. Z tego, co mi wiadomo - omdleń nie było.

Świecące opaski najnowszej generacji miały premierę na koncercie Dawida Podsiadły
Będąc za kulisami chorzowskiego koncertu Dawida Podsiadły poznałam jeszcze tajniki interaktywnych, święcących opasek, które po raz pierwszy pojawiły się na trasie artysty z Dąbrowy Górniczej. Wokalista wszedł od razu z tzw. "grubej rury" i rozdał uczestnikom show najnowszej generacji opaski led, z najbardziej zaawansowanym systemem świecenia i najjaśniejszymi do tej pory diodami - których było aż 11. Dla porównania, we wcześniejszych projektach, z których korzystał m.in. zespół Coldplay, wykorzystywano jedynie siedem światełek. Za realizację przedsięwzięcia i premierę nowego modelu odpowiadała firma PixMob, która uprzednio współpracowała m.in. ze wspomnianą grupą z Chrisem Martinem na czele, ale też z The Weeknd czy Bad Bunnym.
Jednym z najważniejszych elementów współpracy z PixMob dla teamu Dawida była możliwość wykorzystywania tych samych opasek na wielu koncertach z trasy - głównie ze względów proekologicznych. W związku z tym firma zaprojektowała świecące bransoletki w taki sposób, aby wytrzymały wiele tygodni. Jednocześnie zachęcano do zwrotu ich - w momencie wychodzenia ze Stadionu Śląskiego, przy każdych drzwiach słychać było specjalne komunikaty, a osoby z obsługi odbierały od fanów opaski. Sam Podsiadło w trakcie występu żartował, że "miasto, które odda najwięcej, będzie miało wyjątkowy bonus". "Namierzę każdego z was, kto zabierze ją do domu. Żartuję, właśnie nie przyjdę (...) Śmiechy śmiechami, ale błagam was, oddajcie opaski" - podkreślał artysta. Jak się później okazało, działania te przyniosły spory sukces, bowiem po pierwszym z chorzowskich koncertów zebrano od fanów aż 96,6 procent wszystkich zapasów.

Fizjoterapeuta, barber, piłkarzyki, content roomy i garderoby. Tak wyglądają kulisy koncertu Dawida Podsiadły
Ale koncert Dawida Podsiadły to nie tylko kwestie techniczne, liczby i mechanika. Za kulisami można znaleźć również strefę, w której artysta, wraz ze swoimi gośćmi specjalnymi, tancerzami czy muzykami, ale też członkowie ciężko pracującej ekipy technicznej, spędzają czas wolny. Króluje tam spokój i cisza, jest przestrzeń do relaksu, rozmów, wspólnego wypicia kawy czy zjedzenia przekąsek. To tutaj powstają też makijaże i fryzury, ubrania łączą się w stylizacje, a muzycy ćwiczą ostatnie dźwięki i opanowują stres przed wyjściem na scenę. I to tutaj znajduje się miejsce, w którym można w spokoju obejrzeć decydujący mecz Mai Chwalińskiej na finale Roland Garros 2026.
Poruszając się korytarzami tej strefy dostrzec można wiele pokoi, które skrywają niejedną tajemnicę. Przy niektórych drzwiach było pusto, a przy innych widniały nazwiska lub pseudonimy osób, do których tego dnia przypisano dane garderoby. Po drodze można było minąć wiele content roomów, a w jednym z pokoi stworzono nawet specjalne studio do sesji zdjęciowych oraz nagrywania materiałów wideo. Dalej swoje siedziby mieli fizjoterapeuta oraz barber. Wszystko wyglądało jak małe miasteczko, zbudowane specjalnie na potrzeby stadionowego przedsięwzięcia Podsiadły.
Do tego dochodził jeszcze spory open space, gdzie ludzi przyciągały przede wszystkim ekspresy do kawy oraz jedzenie. Były też piłkarzyki, pufy i telewizor. To właśnie tutaj udało nam się zamienić kilka zdań z Dawidem, który wciąż był w trakcie prób przed koncertem. W typowym dla siebie, żartobliwym tonie stwierdził, że pierwszy z chorzowskich występów ma być lepszy niż ten drugi (z pewnością nie dlatego, że pytaliśmy o to my - dziennikarze z wejściówką właśnie na otwierające show). Opowiedział nawet nieco o kulisach pisania swoich przebojów - okazuje się, że teksty powstają w środku nocy, a melodie głównie w dzień. Na koniec życzył nam doskonałej zabawy i popędził w stronę stojącej na środku płyty stadionu sceny. My w tym czasie udaliśmy się do wyjścia, wieczorem powracając na Stadion Śląski bogatsi o zakulisowe smaczki i zupełnie inaczej patrzący na "obrotowe" show.




![Jarocin Festiwal 2026. Trzeci dzień: Teraz proszę tańczyć [RELACJA]](https://i.iplsc.com/000N2PJGE11292IH-C401.webp)






