Ania Wyszkoni wspomina początki kariery. "Moi rodzice bardzo się martwili" [WIDEO]
Koncert "Nie ma jak u mamy", który 26 maja odbył się w Toruniu, stał się okazją nie tylko do muzycznych wzruszeń, ale też bardziej osobistych rozmów z artystami. W kulisach wydarzenia Ania Wyszkoni opowiedziała o tym, czym jest dla niej rodzinny dom, jakie wartości wyniosła z dzieciństwa i dlaczego rodzice początkowo z niepokojem patrzyli na jej decyzję o poświęceniu się muzyce. Nie zabrakło również refleksji o wychowaniu własnych dzieci.

Hasło koncertu wielu osobom może przywoływać obraz rodzinnego stołu i domowych rytuałów. Dla Ani Wyszkoni ma jednak znacznie głębsze znaczenie.
Gwiazda zapytana o to, czym jest dla niej powiedzenie "Nie ma jak u mamy", odpowiedziała, że nie kojarzy go z tradycyjnym obrazem rodzinnych spotkań. Jak podkreśliła, najważniejsza pozostaje relacja z mamą i świadomość, że niezależnie od okoliczności zawsze może liczyć na bliskość.
"To jest to poczucie bezpieczeństwa, przyjaźń, która łączy mnie z moją mamą. To są kłótnie nieraz, burzliwe bardzo, ale to poczucie, że pięć minut później po takiej kłótni już mogę do mamy wrócić i się do niej przytulić".
"To jest to, co chcę też dać moim dzieciom - poczucie bezpieczeństwa, żeby pamiętały dom rodzinny jako taki azyl, w którym zawsze mogą się schować".
Takie wartości wyniosła z domu. "Rodzice pilnowali, żebym dbała o marzenia"
W dalszej części rozmowy wokalistka została zapytana o to, co przejęła od swojej mamy i rodzinnego domu. W odpowiedzi wskazała przede wszystkim na relacje z ludźmi i życiową równowagę.
"To jest przyjaźń, to jest szacunek dla drugiego człowieka, to są wartości, które towarzyszą mi od zawsze" - powiedziała.
Wyszkoni zwróciła uwagę, że rodzice nie tylko wspierali jej marzenia, ale jednocześnie uczyli ją patrzenia na życie w bardziej praktyczny sposób.
"Moi rodzice, zarówno mama jak i tata, pilnowali tego, żebym dbała o te moje marzenia i dążyła do ich spełnienia, ale jednocześnie miała ten tak zwany backup, że różnie może w życiu się wydarzyć".
Choć dziś mówi o tym z dystansem, przyznaje, że od dziecka była osobą, która lubiła chodzić własnymi ścieżkami.
"Zawsze robiłam po swojemu". Ania Wyszkoni wspomina dzieciństwo
Zapytana o to, jaką była córką, artystka nie potrzebowała chwili do namysłu. Od najmłodszych lat konsekwentnie realizowała własne pomysły.
"Zawsze dążyłam do tego, czego pragnę, zawsze robiłam po swojemu, ale też nie przysparzałam tym wielkich kłopotów".
Jednocześnie podkreśliła, że rodzice nigdy nie próbowali ograniczać jej zainteresowań.
"Miałam te swoje pasje, które też moi rodzice zawsze wspierali, więc myślę, że to była bardzo zdrowa relacja".
Nie ukrywa jednak, że jej charakter wymagał od rodziców sporo cierpliwości.
"Przy tym wszystkim byłam indywidualistką i wiem, że gdyby nie cierpliwość i tolerancja moich rodziców, to byłoby dużo trudniej".
Rezygnacja ze studiów i muzyka. "To były inne czasy"
W rozmowie pojawił się również temat początku kariery. Gwiazda zapytana o reakcję rodziców na moment, gdy postawiła wszystko na muzykę, przyznała, że dla nich nie była to łatwa decyzja. Najpierw jednak sprostowała, że sukces nie pojawił się z dnia na dzień.
"Ja nie wiem, czy ona tak wybuchła nagle. To był proces".
Później dodała, że rodzice długo podchodzili do jej planów z dużą ostrożnością.
"Moi rodzice bardzo się martwili, kiedy zdecydowałam, że będę zajmowała się muzyką, że zrezygnowałam ze studiów i poszłam w tym kierunku, w którym prowadziło mnie serce".
Jak zaznaczyła, z perspektywy czasu doskonale rozumie ich obawy.
"To były inne czasy. Nie było social mediów i tych wszystkich dróg, które dzisiaj ułatwiają młodym ludziom takie spojrzenie na świat".
Na koniec wokalistka została poproszona o wskazówkę dla rodziców, którzy chcą wspierać dzieci w podążaniu własną drogą. Jej odpowiedź była krótka, ale wybrzmiała wyjątkowo mocno: "Pamiętajmy, że też miałyśmy kiedyś tyle lat".










