10. rocznica śmierci Prince'a. Wizjoner stworzył masę uwielbianych przebojów
Prince należy do artystów, którzy swoją legendarną karierę zbudowali nie tylko na utworach uwielbianych przez miliony, ale i prawdziwej rzeszy wiernych fanów. Nikt nie spodziewał się, iż 10 lat temu w kwietniu gwiazdor po raz ostatni wyjdzie na scenę, aby ostatni raz zaśpiewać między innymi swój klasyk "Purple Rain". Po swoim ostatnim koncercie został znaleziony zaledwie tydzień później...

Artysta zmarł zaledwie siedem dni po swoim ostatnim koncercie, który zakończył wielkim przebojem "Purple Rain", dokładnie 21 kwietnia 2016 roku. Został znaleziony w swojej posiadłości Paisley Park w Chanhassen, na przedmieściach Minneapolis w stanie Minnesota. Świat muzyki na długo pogrążył się w żałobie.
Ostatni koncert Prince'a odbył się 14 kwietnia 2016 roku w Fox Theatre w Atlancie w stanie Georgia, w ramach trasy koncertowej "Piano & A Microphone Tour". Tego wieczoru showman dał dwa koncerty, a ostatnim utworem drugiego setu był właśnie kultowy "Purple Rain" - energiczność, emocjonalność i dynamika show nie wskazywały, aby niedługo miała stać się tragedia.
Prince ostatni raz na scenę wyszedł 10 lat temu. Wizjoner stworzył masę przebojów
Choć "Purple Rain" jest najbardziej znanym utworem Prince'a, jego dyskografia to prawdziwa kopalnia muzycznych pereł. Już wcześniej artysta zdobył uznanie dzięki piosenkom takim jak "1999" - futurystyczny hymn lat 80., który łączy funk z apokaliptycznym niepokojem. Kolejny megahit, "When Doves Cry", zaskakiwał nowatorską strukturą - bez basu, z rozedrganym wokalem i dramatycznym tekstem o rozpadzie związku. "Kiss", z kolei, to przykład minimalistycznego funku, który pokazał, że mniej znaczy więcej - utwór stał się hitem mimo ascetycznej produkcji. Nie można też pominąć "Little Red Corvette", jednej z pierwszych piosenek Prince'a, które trafiły do szerokiej publiczności.
Z kolei "Sign o' the Times" z 1987 roku to manifest społeczny i polityczny, który pokazuje bardziej refleksyjną stronę artysty. Wszystkie te utwory potwierdzają, że Prince był nie tylko showmanem, ale przede wszystkim kompozytorem i producentem o niespotykanym zasięgu artystycznym, który nieustannie eksperymentował i przełamywał muzyczne granice. Choć gwiazdor władał masą hitów, to właśnie "Purple Rain" okazał się ostatnim utworem, który wokalista wykonał na żywo.
Zobacz również:
Prince miał zaledwie 25 lat, gdy w 1984 roku wydał album "Purple Rain" - ścieżkę dźwiękową do filmu o tym samym tytule. Jednak utwór tytułowy narodził się rok wcześniej, podczas jednej z prób zespołu The Revolution. Początkowo miał to być country-rockowy duet z Stevie Nicks z Fleetwood Mac. Prince wysłał jej instrumentalny szkic trwający ponad 10 minut, prosząc o napisanie tekstu. Nicks, oszołomiona intensywnością materiału, grzecznie odmówiła.
Wtedy Prince postanowił dopracować utwór samodzielnie. Kluczową rolę odegrała Wendy Melvoin, gitarzystka The Revolution, której gitarowe intro otwiera utwór i nadaje mu eteryczny, podniosły klimat. Wspólne improwizacje zespołu nadały "Purple Rain" formę, którą znamy dziś: monumentalną, wielowarstwową kompozycję, która nie daje się zaszufladkować. Utwór został nagrany na żywo 3 sierpnia 1983 roku w klubie First Avenue w Minneapolis - to wyjątkowy przypadek w historii muzyki popularnej, gdzie nagranie koncertowe (z dogrywkami studyjnymi) stało się wersją albumową.
"I never meant to cause you any sorrow / I never meant to cause you any pain..." - tak zaczyna się "Purple Rain". Tekst z pozoru opowiada o rozstaniu, żalu i pragnieniu przebaczenia. Ale to tylko pierwsza warstwa. Według samego Prince'a, "purple rain" to symbol duchowego oczyszczenia, końca świata, w którym możesz być z osobą, którą kochasz, pod purpurowym niebem. Fiolet - kolor często kojarzony z królewskością, mistycyzmem i transformacją - ma tu ogromne znaczenie. Nie chodzi o literalny deszcz, ale o emocjonalny krajobraz: miejsce między smutkiem a nadzieją, stratą a odkupieniem. Każda zwrotka odkrywa inne oblicze żalu. Pierwsza - romantyczne rozstanie. Druga - zerwana przyjaźń. Trzecia - wiara i transcendencja. Ostatecznie "Purple Rain" to modlitwa o uzdrowienie, swoisty muzyczny rytuał przejścia.
"Purple Rain" to unikatowe połączenie stylów: rockowej ballady, soulu, gospel i psychodelii. Utwór trwa niemal osiem minut - długość niemal niespotykana w mainstreamowym popie, a jednak stał się globalnym hitem. Początek to spokojne, przestrzenne intro gitary, które przechodzi w pełne emocji wokale Prince'a - delikatne, ale nasycone bólem. Kulminacją jest gitarowe solo, które przez wielu uważane jest za jedno z najlepszych w historii rocka - nie technicznie, lecz emocjonalnie.










