Ten hit mógł nie ujrzeć światła dziennego. Dziś to jeden z największych przebojów PRL-u
"Gdzie ci mężczyźni?" od ponad pięciu dekad pozostaje jednym z symboli polskiej muzyki rozrywkowej. Piosenka rozsławiła Danutę Rinn i na stałe weszła do kanonu rodzimych przebojów, choć niewiele brakowało, by publiczność nigdy jej nie usłyszała. Utwór początkowo trafił bowiem do zupełnie innej wykonawczyni i szybko został skreślony ze scenicznego repertuaru. Dopiero charyzma Danuty Rinn sprawiła, że kompozycja Jana Pietrzaka i Włodzimierza Korcza stała się legendą.

Historia słynnego utworu rozpoczęła się w 1973 roku. Tekst napisał Jan Pietrzak, a muzykę skomponował Włodzimierz Korcz. Choć przez lata pojawiały się informacje, że piosenkę planowano dla Ireny Jarockiej, sama artystka po latach zaprzeczyła tym doniesieniom. W autobiograficznej książce "Motylem jestem, czyli piosenka o samej sobie" przyznała, że nigdy nawet nie nagrała wersji demo.
Pietrzak miał jednak inną wizję. Jak wspominał po latach, od początku wyobrażał sobie na scenie Annę Nehrebecką. Popularna aktorka teatralna i filmowa miała śpiewająco wyliczać męskie przywary, nadając tekstowi ironiczny charakter. Początkowo Włodzimierz Korcz nie był przekonany do tego pomysłu, ale ostatecznie zgodził się przygotować melodię dopasowaną do możliwości aktorki.
Eksperyment nie przyniósł jednak oczekiwanego efektu. Nehrebecka wykonywała utwór podczas kilku przedstawień, lecz publiczność nie reagowała entuzjastycznie. Piosenka szybko zniknęła z repertuaru i wydawało się, że jej historia właśnie dobiega końca.
"Całe życie czekałam na tę piosenkę"
Włodzimierz Korcz nie zamierzał jednak rezygnować z kompozycji. Był przekonany, że utwór ma ogromny potencjał i potrzebuje jedynie odpowiedniej interpretatorki. W końcu trafił do Danuty Rinn.
Według wspomnień kompozytora miała powiedzieć: "Włodek, ja całe życie czekałam na tę piosenkę". Intuicja jej nie zawiodła.
W 1974 roku Danuta Rinn wykonała "Gdzie ci mężczyźni?" podczas festiwalu w Opolu. Utwór błyskawicznie zdobył popularność i stał się jednym z najważniejszych przebojów dekady. Piosenka otrzymała nagrodę Towarzystwa Przyjaciół Opola, a jej refren do dziś znają kolejne pokolenia słuchaczy.
Z Krakowa na największe sceny w Polsce
Danuta Rinn, naprawdę Danuta Smykla, urodziła się w Krakowie. Z muzyką była związana od najmłodszych lat. Uczyła się gry na fortepianie, a później studiowała kompozycję w Państwowej Wyższej Szkole Muzycznej w Krakowie. Jeszcze podczas nauki pracowała jako pianistka i akompaniatorka, współpracując m.in. z Polskim Radiem oraz szkołą tańca Mariana Wieczystego.
Równolegle próbowała swoich sił jako aktorka. Występowała w Teatrze na Wozie i kabarecie Centuś, gdzie rozwijała sceniczną swobodę i charakterystyczne poczucie humoru, które później stało się jej znakiem rozpoznawczym.
Przeprowadzka do Warszawy okazała się przełomem. To właśnie w stolicy poznała Bogdana Czyżewskiego, z którym stworzyła nie tylko związek, ale również popularny duet estradowy. Razem wykonywali takie przeboje jak "Biedroneczki są w kropeczki", "Całujmy się!" czy "Zapytaj o to moją mamę".
Choć zawodowo świetnie się uzupełniali, prywatnie ich drogi zaczęły się rozchodzić. Rinn marzyła o stabilnym życiu rodzinnym, podczas gdy Czyżewski koncentrował się przede wszystkim na karierze. Ostatecznie para się rozstała, a wokalistka rozpoczęła działalność solową.
"Śpiewająca krągłość" z ogromnym dystansem do siebie
Publiczność pokochała Danutę Rinn nie tylko za głos, ale także za osobowość. Potrafiła żartować z samej siebie i z charakterystycznym wdziękiem rozbrajała nawet złośliwe komentarze dotyczące wyglądu. Sama mówiła o sobie: "Jestem śpiewającą krągłością".
Jej sceniczną lekkość wspominała po latach Elżbieta Zapendowska. "Tylko Danuta Rinn miała tyle wdzięku, by zaśpiewać taką piosenkę. Poruszała się na scenie lekko jak piórko" - podkreślała.
Choć na scenie emanowała pogodą ducha, prywatnie zmagała się z kompleksami związanymi z nadwagą. Kinga Rusin, jej córka chrzestna, wspominała po latach: "Otyłość była dla niej ogromnym kompleksem, ale nigdy o tym nie mówiła".
Gotowanie było jej wielką pasją
Niewiele osób wie, że poza muzyką Danuta Rinn uwielbiała gotować. Sama przyznawała, że początki nie były łatwe. "Przed pierwszym ślubem potrafiłam przypalić nawet jajecznicę" - opowiadała z humorem w jednym z wywiadów.
Z czasem kuchnia stała się jej prawdziwą pasją. Wśród znajomych słynęła z własnych przepisów i kulinarnych spotkań, które organizowała w domu. Gotowanie dawało jej spokój i odskocznię od estradowego życia.
Choroba zabrała jej dawny blask
W ostatnich latach życia stan zdrowia artystki wyraźnie się pogorszył. Danuta Rinn cierpiała na zaawansowaną cukrzycę i schorzenia związane z otyłością. Choć długo starała się zachować pogodę ducha i zapewniała, że czuje się dobrze, choroba stopniowo odbierała jej siły.
Po ukończeniu 66 lat zdecydowała się opuścić mieszkanie na warszawskiej Ochocie i zamieszkać w Domu Artystów Weteranów w Skolimowie. Tam znajdowała się pod stałą opieką, jednak coraz częściej mówiło się o jej samotności.
Wstrząsające wspomnienie zachował Michał Bajor. "Pojechałem odwiedzić ją w szpitalu na Wołoskiej. Nie poznała mnie już. Byłem wstrząśnięty" - wspominał artysta. Danuta Rinn zmarła 19 grudnia 2006 roku, kilka dni przed świętami Bożego Narodzenia. Miała 70 lat.
"Bez żartu nie istniała"
Jej odejście poruszyło całe środowisko artystyczne. Wspominano ją jako osobę pełną humoru, ciepła i niezwykłej energii.
Irena Santor mówiła w rozmowie z "Rzeczpospolitą": "Danuta Rinn miała ogromne poczucie humoru. Bez dowcipu i uśmiechu właściwie nie istniała. Patrzyliśmy bezradnie, jak choroba powoli odbiera jej blask".
Choć od śmierci wokalistki minęło już niemal dwadzieścia lat, "Gdzie ci mężczyźni?" nadal pozostaje jednym z najbardziej rozpoznawalnych polskich przebojów. Utwór regularnie powraca w radiu, telewizji i na koncertowych scenach, przypominając o artystce, która potrafiła połączyć ironię, wdzięk i autentyczność w sposób wcześniej niespotykany w polskiej estradzie.
Hołd dla Danuty Rinn podczas Polsat Hit Festiwalu
Twórczość Danuty Rinn ponownie wybrzmi także podczas Polsat Hit Festiwal 2026. W ramach koncertu "Zostawili nam piosenki" w sopockiej Operze Leśnej widzowie usłyszą nowe interpretacje utworów artystów, których nie ma już wśród nas, lecz których muzyka wciąż pozostaje żywa. Obok kompozycji wykonywanych niegdyś przez Violettę Villas, Grzegorza Ciechowskiego czy Korę pojawi się również miejsce dla największych przebojów Danuty Rinn. Organizatorzy zapowiadają sentymentalny wieczór, który ma przypomnieć publiczności, że klasyka polskiej piosenki wciąż potrafi poruszać kolejne pokolenia słuchaczy.









