Skolim o gatunkach muzyki. "Mogą mnie klasyfikować obok Led Zeppelin"
Tłumy pod sceną, premierowy duet i kolejne projekty, które wykraczają daleko poza muzykę. Podczas Polsat Hit Festiwalu Skolim opowiedział nie tylko o emocjach związanych z występem w Sopocie, ale też zdradził kulisy nowej współpracy, powiedział, co naprawdę myśli o przypinanych mu muzycznych łatkach i wyjaśnił, dlaczego w jego życiu tak ważna pozostaje rodzina.

Polsat Hit Festiwal to dla wielu artystów jeden z najważniejszych momentów sezonu koncertowego. Skolim przyznał jednak, że pierwsze emocje pojawiły się jeszcze przed oficjalnym występem. Artysta spotkał się z fanami podczas wydarzenia na sopockim Monciaku i od początku czuł wyjątkową energię.
Na pytanie o atmosferę przed wejściem na główną scenę odpowiedział:
"Superancko. Setki czy ponad tysiąc ludzi. Mega mi było miło. Dwa lata temu też miałem podobną inicjatywę, że przed tutaj deskami Opery Leśnej miałem przyjemność wystąpić na tzw. Monciaku. Super sprawa".
Podczas festiwalu zaprezentował również nowy utwór wykonany wspólnie z Justyną. Jak przyznał, mimo doświadczenia nie obyło się bez emocji.
"Troszeczkę było [stresu], ale jak ludzie zaczęli z nami śpiewać, to poczułem się fenomenalnie. Rewelacyjni ludzie. Coś pięknego. Spełnienie marzeń każdego artysty" - mówił.
Wszystko zaczęło się od córki Justyny. "Kupowała koszulki, perfumy"
Jednym z tematów rozmowy były kulisy nowego duetu. Okazuje się, że pomysł nie pojawił się w studiu ani za kulisami branży. Zapytany o początki współpracy, Skolim zdradził:
"Justyny córka rozpoczęła te nasze rozmowy, bo potem dowiedziałem się, że jest fanką. Justyna zabierała ją na koncerty, kupowała jej koszulki, perfumy, tego typu rzeczy. No i gdzieś się spotkaliśmy na kawę i potem wspólna praca w studiu".
Jednocześnie podkreślił, że nie zamyka się na kolejne muzyczne połączenia.
"Ja robię swoje numery, ale jestem otwarty na każdego człowieka, który kocha muzykę, mam swoich fanów i daje im radość".
Nie tylko scena. Skolim rozwija własne imperium
W rozmowie pojawił się również temat działalności poza muzyką. Artysta od pewnego czasu rozwija własną markę perfum i podkreśla, że od początku zależało mu na jakości.
"Cieszę się w ogóle z tego faktu, że to nie jest tylko tak, że to są perfumy od Skolima, ale że to jest bardzo ładny zapach" - powiedział.
Później zdradził, jak wyglądał cały proces.
"Ze Szwajcarii mamy surowce, tutaj w Polsce jest proces macerowania, trochę tak jak produkowanie wina czy alkoholu. I te perfumy się ludziom spodobały, bo zanim wypuściłem je na rynek, to korzystałem z nich".
Wcześniej testował też inne rozwiązania sprzedażowe.
"Wpadłem kiedyś na pomysł, żeby stworzyć automaty z perfumami i zacząłem się stawiać w galeriach, co też okazało się sukcesem".
Dziś jego produkty trafiły już szerzej do klientów.
"Moja babcia wynegocjowała taką sytuację, że korzystam ze sklepów Biedronka, mam tam swoją półkę z perfumami. I z tego co wiem, w dzień 75 proc. perfum czy 80 proc. się wyprzedało, więc super sprawa" - zdradził.
"Muszę dawać ludziom to, czego sam bym oczekiwał"
Skolim nie ukrywa, że do swoich projektów podchodzi bardzo osobiście.
"Cena jest przystępna i najważniejsze jest to, że robimy to wszystko w wysokiej jakości" - podkreślił.
I od razu dodał:
"Wychodzę z takim założeniem, że muszę dla ludzi dawać to, czego sam bym oczekiwał. Każda rzecz, która wychodzi z mojej ręki ma być taka, jaką chciałbym dostać, otrzymać czy zakupić".
"Mogą mnie klasyfikować jak chcą". Skolim nie chce zamykać się w gatunkach
Podczas rozmowy pojawił się także temat muzycznych etykiet i prób przypisywania go do konkretnych gatunków.
Artysta odpowiedział z charakterystycznym dystansem:
"Mogą mnie nawet klasyfikować obok My Chemical Romance, czy nie wiem, Led Zeppelin, jak sobie chcą. Mogę być nawet dla nich rockiem progresywnym. [...] Ważne, żeby się bawili, żeby słuchali, żeby mieli radość z tym".
"To jest muzyka. Ja i parę innych moich przyjaciół jesteśmy przykładem tego, że muzyka ma łączyć, nie dzielić".
Na koniec usłyszał pytanie o to, czy spodziewał się, że zajdzie tak daleko.
"Chyba babcia, mama we mnie wierzyły bardzo. Ja trochę w siebie też, ale był taki moment, że postawiłem wszystko na jedną kartę" - przyznał.
Choć dziś niemal nie schodzi ze sceny, po koncertach wciąż wraca do tego, co daje mu największą równowagę.
"Uwielbiam ten czas z rodziną. (...) Mam cudownych ludzi wokół siebie" - podsumował.










