Andrzej Piaseczny o Krzysztofie Krawczyku: "Najpiękniejszą formą pamięci jest uśmiech" [WYWIAD]
Podczas Polsat Hit Festiwalu 2026 Andrzej Piaseczny nie tylko zaśpiewa piosenki Krzysztofa Krawczyka, ale też wspomina go jak bliskiego przyjaciela. Pięć lat po śmierci artysty, wokalista podkreśla, że najpiękniejszą formą pamięci jest uśmiech, dlatego w sopockim hołdzie obok nostalgii nie zabraknie też tanecznej energii, z jaką Krawczyk przez dekady podbijał polską scenę.

Alicja Rudnicka, Interia Muzyka: Miałeś okazję poznać Krzysztofa Krawczyka osobiście. Jakie było twoje pierwsze wrażenie?
Andrzej Piaseczny: - Zanim powiem o pierwszym wrażeniu, to muszę powiedzieć, że tak - miałem okazję poznać Krawczyka i może to będą zbyt wielkie słowa, ale miałem okazję zaprzyjaźnić się z Krawczykiem, a to jest trochę wyższa forma. Mimo tego, że wcale nie spotykaliśmy się jakoś bardzo często. Natomiast - i teraz pierwsze wrażenie - to był człowiek, który zjednywał sobie ludzi w pierwszych słowach. Może coraz rzadziej spotyka się takich ludzi właśnie otwartych, uśmiechniętych, spokojnych, takich, którzy po prostu rozwiązywali języki, nawiązywali komunikację pozasłowną. Podobno najpiękniejszą formą przyjaźnienia się z kimś, czy współżycia z kimś jest, jest ten moment, kiedy można sobie posiedzieć i nic nie mówić. Tak czasem było z Krzysiem.
I tutaj podczas tego hołdu, jakie emocje ci towarzyszą?
- Wydaje mi się, że najpiękniejszą formą pamięci o człowieku jest uśmiech, oczywiście będzie bardzo dużo nostalgii. Piosenki zabrzmią nawet troszkę bardziej sentymentalnie niż w oryginalnych wersjach, ale również będą te uśmiechnięte, żywe, nawet odrobinę taneczne. Kiedy myślę o Krzyśku, to uśmiecham się, mam nadzieję, że dzisiaj dużo tego uśmiechu będzie wśród publiczności i przed telewizorem.
Czy któryś utwór jest ci szczególnie bliski?
- To zabrzmi może nie do końca ładnie, ale oczywiście te, które ja sam napisałem dla Krzyśka, natomiast wyłącznie z powodów takich osobistych. Chcę też powiedzieć -przepraszam, jeśli ktoś z was to słyszał, ale nie umiem przestać tego powtarzać - że pierwsza płyta, którą miałem w życiu jako dzieciak, to był singiel Krzyśka Krawczyka z piosenkami "Jak minął dzień" i... i zawsze zapominam co było na drugiej stronie... "Wróć do mnie"! Chyba nie da się utworzyć takiego rankingu. Dzisiaj usłyszycie, że każda z piosenek to jest piosenka, którą pamiętamy. To jest spadek, spuścizna, którą nie tylko warto pamiętać, ale pamięta się na pewno, a mało tego, nie narzekając absolutnie na to, co dzisiaj dzieje się albo co stanie się w przyszłości, myślę, że takich artystów jest coraz mniej.
A jakie są twoje plany po polsku festiwalu?
- Prowadzę aktywne życie koncertowe, więc w lato wcale nie zwalniamy i tych koncertów jest całkiem całkiem sporo, natomiast no dzieje się też dużo w takich kwestiach przygotowawczych do tego, co być może pojawi się fonograficznie, ale nie chcę o tym mówić za bardzo. Dopiero kiedy jakieś nagrania się pojawią, to warto opowiadać o tym, co się robi.
Zobacz również:
Znajdujesz czas na odpoczynek? Dbasz o równowagę w tym intensywnym sezonie?
- Staram się. To bywa nieczęste, że znajdujemy te chwile dla siebie, tym bardziej, że kiedy żyje się w walizce, to trzeba nadrabiać bardzo mocno rzeczy, które zostawiamy w domu, za sobą potem, kiedy do niego wracamy. Im dalej w czas tym odpoczynek jest coraz bardziej ważny.
Czyli w domu nie bywasz za często?
Kiedyś to policzyliśmy. Pół roku jestem w domu, pół roku poza domem. Gdyby wszystkie dni zliczyć, które które spędzam na koncertach bądź gdzieś tam w programach telewizyjnych i tak dalej, to jest ponad pół roku.
Bliscy wtedy jeżdżą z tobą, czy czekają mnie cierpliwie?
Muszą czekać, rodzina w pracy to niedobry pomysł.










