Pol'and'Rock Festival 2025: pierwszy dzień w Czaplinku. Oświadczyny przed tysiącami ludzi
Rozpoczęła się 31. edycja Pol'and'Rock Festival. Pierwszego dnia w line-upie znaleźli się m.in. Babylon Circus, Nocny Kochanek, Dziwna Wiosna, Dirty Shirt czy Mrozu.

Pol'and'Rock Festival 2025 tradycyjnie rozpoczął się od festiwalowej przysięgi ("To jest mój kawałek ziemi, o który będę dbał i który będę szanował. To jest mój dom, w którym panuje Miłość, Tolerancja, Braterstwo i Przyjaźń. Tak mi dopomóż Rock'n'Roll, Rock'n'Roll, Rock'n'Roll!"), odjazdu odgwizdanego przez Romana Polańskiego, ostatniego zawiadowcę stacji Żary, i zagranego przez orkiestrę "Glory, Glory, Alleluja".
Jurek Owsiak poprosił też zebrany tłum o chwilę ciszy, by uczcić tych, którzy odeszli w ostatnim roku, a na telebimach pojawiły się zdjęcia m.in. Tadeusza Woźniaka, Jerzego Stuhra, Felicjana Andrzejczaka, Joanny Kołaczkowskiej czy Ozzy'ego Osbourne'a oraz osób, które działały w Pokojowym Patrolu.

Pol'and'Rock Festival 2025: co dzieje się na festiwalu?
Dużą Scenę otworzył zespół Babylon Circus, który pojawił się na festiwalu (wtedy: Przystanek Woodstock) w 2006 roku i był nazywany "muzycznym objawieniem festiwalu". To połączenie ska, folku, reggae, dubu i punk rocka i tym razem zebrało pod sceną pokaźny tłum, a do pogowania nikogo nie trzeba było namawiać.
Następny zespół to The Scratch, czyli irlandzka mieszanka folku, metalu i rock'n'rolla. Jeszcze przed koncertem można było zobaczyć, że fani czekają na ten występ, bo wśród tłumu wyróżniali się panowie w kiltach i z koniczynami wyszytymi na bluzach.
W międzyczasie wystartowała Mała Scena (tylko z nazwy), gdzie pierwszym zespołem był Junon Kyanon. Grupa ze Słupska, obracająca się w rejonach electronicore'u, to coś, co uczestnicy Pol'and'Rocka lubią najbardziej. Nie mniej osób zebrało się na koncercie Dziwnej Wiosny, dla której nie był to pierwszy raz na festiwalu Jurka Owsiaka. Ten występ pewna para z pewnością zapamięta na długo, bo jak tu nie zapamiętać okoliczności własnych zaręczyn. Związek został pobłogosławiony ze sceny, a soundtrackiem był jeden z przebojów grupy - "Płonę, płonę".
Na Dużej Scenie z kolei Walls of Jericho, czyli coś dla fanów mocniejszych brzmień, a następnie rockowy Spiderbait, który ponownie wywołał dyskusję o tym, jak trudne musi być granie na perkusji i śpiewanie jednocześnie.
Szybkie przeniesienie ponownie na Małą Scenę, gdzie publiczność rozgrzała metalowa Moyra, która na festiwal trafiła za sprawą eliminacji. Po nich zmiana na klimaty bluesowe, czyli Old Breakout (tribute to Nalepa), dowodzony przez Tadeusza Trzcińskiego. "Chciałem przypomnieć tamte czasy" - mówił ze sceny. Ten koncert pokazał też, że hasło "Muzyka łączy pokolenia" to nie tylko pusty slogan.
O 20:40 Dużą Scenę przejął Nocny Kochanek, na którego - patrząc po tłumie zebranym pod sceną - publiczność czekała najbardziej. Z pewnością warszawski zespół na zawsze zapamięta, jak tysiące osób śpiewają "Dziewczynę z kebabem". Z kolei publiczność na pewno zapamięta, że krzyczenie "pokaż d.pe" w końcu na coś się zdało, bo zespół kolektywnie się obnażył.
Półtorej godziny później scenę przejął japoński zespół Hanabie. Niech was nie zwiodą urocze stroje członkiń, bo to zespół iście metalcore'owy. Skąd wydobywa się ten growl, trudno stwierdzić, ale kiedy Yukina otworzyła buzię wszyscy nieprzygotowani zamarli ze szczękami poniewierającymi się po ziemi. Osees przywitała mniej liczna publiczność, a szkoda, bo myślę, że śmiało mogłabym nazwać moim odkryciem tej edycji. Warto sprawdzić. Line-up Dużej Sceny zamknął Mrozu, który - jak niejednokrotnie pisałam - na wszelkie festiwale jest wyborem idealnym.
Na Małej Scenie po Old Breakout pojawiły się jeszcze Dikanda, polski folk, "Muzyka Czterech Stron Wschodu", Bum Bum Orkestar, czyli miks muzyki bałkańskiej, klezmerskiej i polskiej, oraz rumuński Dirty Shirt, który bywalcom Pol'and'Rocka był już doskonale znany.














