The Cassino: "Muza się zmienia, zmieniają się czasy i zmienia się wszystko" [WYWIAD]
Niedawno mieli okazję zagrać na stadionie PGE Narodowym, przy okazji pożegnalnych koncertów Quebonafide, a teraz wystąpili także na Open'erze. Przed nimi OFF Festival i inne wielkie sceny. O The Cassino będzie robiło się już tylko głośniej. W rozmowie z Interią wokalista Hubert Wiśniewski wyznał, co czuje właśnie w takich momentach i czy ma jeszcze jakieś marzenia do spełnienia. Zdradził także, że intensywnie pracuje nad nowym materiałem.

Weronika Figiel, Interia Muzyka: Zagrałeś właśnie koncert na Open'erze. Jak się z tym czujesz?
Hubert Wiśniewski, The Cassino: - Wow! Nie wiem, czy wiem sam, jak się z tym czuję. Spadają ze mnie emocje w tym momencie. Zobaczyłem tych wszystkich ludzi, tłum się kończył gdzieś tam za linią namiotu i wgięło nas. Mega mocno było dzisiaj.
Miałeś okazję być wcześniej na Open'erze?
- Tak. Ja przez osiem lat mieszkałem w Gdańsku, na Przymorzu, i regularnie jeździłem na Opki przed pandemią. Potem wyprowadziłem się do Warszawy i już było trochę dalej. Ale mega znam klimat i świetnie jest tu wrócić, świetnie jest tu być, grać na tej scenie. To jest dla mnie abstrakcyjna sytuacja.
Czujesz jakieś zmiany w line-upie albo ludziach, którzy przychodzą na Open'era?
- Trochę tak, jest sentyment za tym starym Opkiem, czuję to. Ale muza się zmienia, zmieniają się czasy, wszystko się zmienia. Panta rhei, co nie?
Oprócz Open'era miałeś niedawno okazję zagrać na Stadionie Narodowym, będąc gościem specjalnym koncertu Quebo. Jak było - to jest scena dla ciebie?
- Mocne pytanie! Abstrakcyjna sytuacja znowu. Jest to przeżycie, które zostaje w tobie. To jedna na całe życie sytuacja. Ja się czułem, jakbym był w jakimś starożytnym koloseum. Niesamowite przeżycie, jestem teraz od tygodnia na takiej adrenalinie, nie miałem słów.
Wasza muzyka przynależy raczej do takich dusznych, ciemnych, zadymionych klubów czy stadiony to cel na przyszłość?
- Przyzwyczailiśmy się do grania w klubach. Ja bardzo lubię ten kontakt z ludźmi i czuję ich na tych klubowych trasach. Ostatnio mamy szansę grać na otwartych scenach i to jest zupełnie inny vibe. Zaczynam się w to wkręcać, zaczyna mi się to podobać, jest naprawdę fajnie!
Masz jeszcze jakieś marzenie koncertowe do spełnienia?
- Powiem ci, że ja nie marzę, ja po prostu skupiam się na muzie i na tym, co chcemy przekazać tą muzyką. Cokolwiek się będzie działo, to się będzie działo. My idziemy z tym, trzymając się naszej muzyki i czujemy, że to rezonuje z ludźmi - to jest świetne. Ci ludzie, którzy przychodzą na koncerty, to są tak artystyczni, wrażliwi ludzie. Zawsze wychodzimy do nich, rozmawiamy i większość tych twarzy znam na pamięć.
Przy okazji "Prześwitu" nieco zmienił się klimat waszej muzyki, ty zająłeś się produkcją. Jakie będą wasze dalsze kroki?
- W tym momencie tak naprawdę może się wydarzyć wszystko. Nakupowałem sobie jakiś drum maszyn i kręcę potencjometrami. Czuję kierunek i czuję, co mnie jara, mam jakiś azymut na to, gdzie chciałbym podążać z tą muzyką. Wydaje mi się, że to będzie jeszcze bardziej produkowane przeze mnie, jeszcze więcej mnie będzie w tej muzie i jaram się tym. Czuję, że to może być mocny materiał.
Będzie rap?
- Nie wiem (śmiech). Nie wiem, ale mam kumpla rapera, z którym się spotykamy na jakieś freestyle. Jestem też mega wkręcony w tą scenę, ale nie wiadomo. Nie wiem nic!
Jaka jest twoja ulubiona część bycia muzykiem - lubisz grać koncerty najbardziej czy wolisz moment tworzenia?
- Chyba najważniejszy dla mnie jest kontakt z ludźmi. Zawsze byłem mocno wkręcony w nich, uwielbiałem rozmawiać, poznawać ludzi i to, co ich jara. No ale drugi aspekt, to jest faktycznie tworzenie - dla mnie to jest trochę jak taka fizjologiczna czynność. Muszę to robić, bo robię to od 12 roku życia. Jak byłem mały, to tato mnie stawiał z gitarą na stole i kazał grać koncerty. To jest jedyne, co znam i to jest mój sposób komunikacji ze światem, bo słowami nie potrafię.








