Weronika Figiel, Interia Muzyka: Jesteśmy na Open'er Festivalu, więc chciałam was zapytać - co lubicie najbardziej w graniu na festiwalach?
Sophie Hawley-Weld: Uwielbiam to, że mamy możliwość podróżowania po świecie. Ale też jedną z najfajniejszych rzeczy w graniu na festiwalach jest społeczność artystów. Jest tak wielu twórców, których możemy spotkać, w tak randomowych miejscach na całym świecie, bo gramy festiwale i nasze ścieżki się przecinają. To dla nas naprawdę świetny sposób na budowanie więzi. Ale poza tym, granie dla tak dużej grupy ludzi jest po prostu elektryzujące, zwłaszcza w Polsce, która jest tak daleko od miejsca, gdzie mieszkamy.
Skoro mowa o Polsce - to nie jest wasza pierwsza wizyta tutaj. Co sądzicie o naszym kraju?
Tucker Halperna: Kochamy Polskę. Dosłownie przed chwilą przylecieliśmy, więc jak na razie byliśmy głównie w samochodzie i tutaj, ale ostatnim razem, gdy tu gościliśmy - właśnie o tym rozmawialiśmy - zagraliśmy niesamowity koncert w Warszawie i czuliśmy ogromną wdzięczność. Mieć koncert po drugiej stronie świata, na którym czujesz się jak w domu, a wszyscy śpiewają twoją muzykę razem z tobą - to było najlepsze.
A jakie jest najdziwniejsze miejsce, w jakim kiedykolwiek zagraliście? Albo najbardziej wyjątkowe?
Sophie: Pierwsza rzecz, która przychodzi mi do głowy, to tył pickupa Tuckera.
Tucker: To było wyjątkowe. Najdziwniejsze miejsce... Chcę dać dobrą odpowiedź, bo zagraliśmy mnóstwo koncertów. Nie pamiętam... Ale coś mi właśnie przyszło do głowy. Na początku naszej kariery, kiedy jeździliśmy furgonetką, spędziliśmy noc w trasie w pewnym miejscu, ale właściwie nie zagraliśmy tam koncertu. To pewnie niewiele ci mówi, bo chodzi o przypadkową mieścinę w USA, nazywa się Arkadelphia - leży gdzieś pomiędzy Arkansas a Filadelfią. Połączyli te nazwy i stworzyli miasto Arkadelphia. To szalone. Właściwie to w pokoju hotelowym w Arkadelphii stworzyliśmy remiks piosenki Billie Eilish "Copycat". To po prostu dziwny fakt.
Chciałabym zapytać więcej o waszą muzykę. W zeszłym miesiącu wydaliście piosenkę z Carlitą. Opowiedzcie coś o tym duecie.
Sophie: Uwielbiamy Carlitę. I to naprawdę fajne, mieć piosenkę o Nowym Jorku, bo jest on teraz po prostu niesamowicie elektryzujący. To miejsce, w którym prawdopodobnie spędziłam większość... Zastanawiam się, czy to miejsce, w którym mieszkałam najdłużej? Na pewno mam tam największą społeczność. Przez całe życie się przeprowadzałam, ale Nowy Jork traktuję jak dom, to wyjątkowe miasto. Tam też założyliśmy zespół. Uważam, że piosenek o miłości do Nowego Jorku nigdy dość. Praca z Carlitą była czystą przyjemnością. Bardzo ją kochamy.
Tucker: Kilka lat temu wydaliśmy utwór "Summer in New York". Od jakiegoś czasu rozmawialiśmy o wspólnym nagraniu z Carlitą, po prostu jako przyjaciele, i kiedy pojawił się ten pomysł, uznaliśmy, że czas na nową piosenkę o Nowym Jorku.
Macie jakąś wymarzoną współpracę na przyszłość?
Tucker: Mnóstwo. Chcielibyśmy zagrać z tak wieloma artystami. A ty? Jakie jest twoje marzenie?
Sophie: Powiem, że Rosalía.
Tucker: O, Rosalía byłaby świetna. Stromae byłby fajny. Calvin Harris też.
Chciałabym zapytać o waszą niezależność, bo przez długi czas byliście niezależnym zespołem, a teraz podpisaliście kontrakt z większą wytwórnią. Co się zmieniło i dlaczego podjęliście taką decyzję?
Sophie: Myślę, że jednym z głównych powodów była po prostu ciekawość. Przez 10 lat byliśmy głównie niezależni i pomyśleliśmy: "Nigdy tego nie próbowaliśmy, sprawdźmy". W naszym życiu niewiele się zmieniło. Jak dotąd wydaliśmy z nimi tylko jedną piosenkę, ale to niesamowity zespół ludzi i współpraca jest świetna. Mamy tam też bardzo bliskiego przyjaciela, który towarzyszy nam właściwie przez całą karierę. Dzięki temu nie czuliśmy, że to jakaś "wielka korporacja", ale raczej bliscy znajomi. Jest to bardziej kameralne niż mogłoby się wydawać.
Tucker: Tak. W naszym teamie działo się też wiele zmian i chcieliśmy zaryzykować. Piszemy nową muzykę i chcemy stawiać sobie wyzwania, sprawdzać, co jeszcze możemy osiągnąć i dalej się rozwijać. W Republic jest grupa bardzo inteligentnych ludzi i bycie z nimi w zespole nas ekscytowało oraz pozwoliło dalej rosnąć. To wydawał się po prostu dobry, naturalny moment. To dopiero początek tej relacji, więc trzymamy kciuki, żeby nadal było tak dobrze.
Wasz ostatni album "Butter" wyszedł w zeszłym roku. Na jakim etapie kreatywnym jesteście teraz? Pracujecie już nad kolejnym utworem?
Sophie: Tak, pracujemy nad dużą ilością muzyki. Przez ostatnie trzy dni tworzyliśmy na Ibizie. Szczerze mówiąc, od dwóch lat piszemy bardzo dużo. Wydaliśmy "Bread", potem "Butter" - to było chyba półtora roku temu - i od tego czasu ciągle tworzymy. Czekajcie cierpliwie na to, co z tego wyjdzie.
Tucker: Tak, mamy naprawdę ekscytujący nowy utwór, który wyjdzie za... Nie, nie, jeszcze nie ogłosiliśmy za ile dni... Za nieco ponad kilka dni. Jesteśmy tym bardzo podekscytowani. Zagramy tę piosenkę dziś wieczorem. Sophie przygotowała do tego duży układ taneczny, który ćwiczyła w samochodzie.
Mieliśmy "Bread", później "Butter", co będzie następne?
Tucker: Mamy teraz tyle muzyki, że zastanawiamy się, czy zrobić z tego album? Czy wydawać same single? Czy po prostu próbować napisać najlepszą piosenkę w naszym życiu? Właśnie teraz podejmujemy te decyzje. Ale jesteśmy podekscytowani. I koniec z jedzeniem! Koniec z tym... Będzie więcej jedzenia?!
Sophie: Nie, powiedzieliśmy, że koniec z jedzeniem, ale później przez przypadek jedzenie i tak wylądowało w teledysku.
Tucker: Tak, ale... Koniec z tytułami albumów nawiązującymi do jedzenia. Myślę, że skończyliśmy z jedzeniowymi tytułami krążków.
Jak myślicie, co było największym przełomem w waszej karierze?
Tucker: Największy przełom... Cóż, było ich kilka. Pierwszym była nasza pierwsza piosenka "Drinkee" - została wykorzystana w reklamie Apple. To był ogromny przełom, bo pomyśleliśmy: "Wow, możemy opłacić czynsz, możemy z tego żyć i dalej to robić". Potem nominacje do kilku nagród Grammy - to też były wielkie chwile. Nasza piosenka "Best Friend" w radiach trafiła na listy Top 40 i to był kolejny przełom. No i transmisje na żywo podczas pandemii - codziennie graliśmy sety DJ-skie. To był jeden z naszych największych przełomów pod względem budowania więzi z ludźmi i rozwoju.
Sophie: Tak. Ale szczerze mówiąc, większość naszej kariery to raczej stały wzrost niż nagłe, wielkie skoki, co jest bardzo miłe. Nasza najpopularniejsza piosenka nigdy nie stała się hitem w jeden moment - że wydaliśmy ją i od razu została przebojem. Po prostu przez ostatnich sześć lat stawała się coraz większa i większa. Więc tak, to może nie jeden wielki przełom, ale stały rozwój, który pomógł nam urosnąć.
Jaki jest wasz największy cel na przyszłość w tej chwili?
Tucker: Więcej przełomów.
Sophie: I czerpanie z tego radości.










