Weronika Figiel, Interia Muzyka: Jesteśmy na Open'erze i grasz tutaj koncert. Jak się z tym czujesz?
Kathia: - Jestem na maksa zestresowana. Już od rana się stresuję. Z jakiegoś powodu Open'er jest dla mnie kultowym festiwalem, gdzie grają wielkie gwiazdy, a przy tym wszystkim ja. Chodzę trochę po omacku. Czuję wdzięczność. Mam nadzieję, że ludzie przyjdą i będą się dobrze bawić.
Jakiś czas temu w naszym wywiadzie wspominałaś, że to jest marzenie twojej ekipy, żeby tu wystąpić. Teraz tu jesteście! Czujesz dumę?
- Na maksa czuję się dumna. To nie jest tylko moja praca, bo też mojej agencji, chłopaków, jest bardzo dużo składowych, więc się cieszę, że to nasze marzenie festiwalowe się spełnia, a w zasadzie spełniło. Mam nadzieję, że kiedyś też tutaj wrócimy.
Przygotowywałaś się jakoś inaczej do tego występu?
- Chyba jak do każdego. Wydaje mi się, że każdy plener jest w jakimś stopniu podobny. Może nie odrzucam tych spokojnych piosenek, bo Kathia bazuje na tych spokojnych, ale chcieliśmy, żeby to było "niezamulone" show.
Poza swoim koncertem chciałaś tutaj zobaczyć jeszcze występy innych artystów?
- Linkin Park na pewno, mój bębniarz był na Doechii i mówił, że było niesamowicie. Ale ja ten Linkin Park tak najbardziej.
Jakbyś miała sama ułożyć przyszłoroczny line-up Open'era, to kto by się musiał w nim znaleźć?
- Lana Del Rey by musiała się tam znaleźć. Mela Koteluk bym chciała, żeby jeszcze raz przyjechała. Kto jeszcze? Oysterboy niech przyjedzie na Open'era i Pola Chobot z Adamem Baranem. To by był mój line-up.
Niedawno miałaś okazję być jurorką w Wielkopolskich Rytmach Młodych. Poczułaś się wtedy jak Kora w "Must Be The Music"?
- Totalnie nie! (śmiech). Pamiętam Korę, jak była w "Must Be The Music" - była wtedy bardzo cięta, prawdziwa w swoich opiniach i bardzo szanuję ją za to. My nie chcieliśmy dawać negatywnych ocen, z racji tego, że ludzie wybierają jeden zespół czy osobę, która przejdzie bez naszych głosów. Nie chcieliśmy nastawiać ludzi. Czułam bardziej takie zmieszanie, że oceniam muzykę. Jak oceniać muzykę, pod jakim kątem? Technicznym czy co ci się podoba? Jest po prostu wiele gustów... To było ciekawe doświadczenie.
Czyli łatwiej jest być Kathią-piosenkarką, a nie Kathią-jurorką?
- Zdecydowanie tak! Chyba wolę się wystawiać na ocenianie niż oceniać. Ja sama też jestem oceniana, byłam oceniana, brałam udział w konkursach festiwalowych i wiem, jak to jest. To ocenianie muzyki i ludzi, którzy wiem, co czują - przez swoje doświadczenie - jest trudniejsze.
Teraz Open'er, a co później - jakie dalsze plany na lato?
- Gramy Męskie Grania, Olsztyn Green Festival, różne inne plenerowe koncerty. Graliśmy też w Poznaniu teraz. A potem jesień! Jesień z drugą płytą i na koncerty klubowe też się bardzo cieszę.
Znajdujesz w międzyczasie chwile na pisanie nowych numerów?
- Ja właśnie cały czas piszę te nowe numery, nie mogę się zatrzymać! I dlatego cały czas próbuję się powstrzymać, bo przecież już zamknęłam płytę i nie wkładam żadnego nowego numeru na album. Ale to się jakoś tak rozciąga. Cały czas piszę i to się nie zatrzymuje.
Masz jakąś ulubioną piosenkę do wykonywania na żywo?
- Teraz się nie mogę doczekać na moją nową piosenkę, która wyjdzie chyba przy premierze albumu. Jest to utwór "Odpłyń", którego nie ma jeszcze nigdzie, ale bardzo go lubię. Gram go na koncertach z samym pianinem, zostaję sama na scenie, jest to dla mnie niesamowicie intymna piosenka, bardzo spokojna i bardzo moja.










