Rafał Samborski, Interia Muzyka: Mój t-shirt to taki żart związany z Joy Division. Tylko tyle.
Wayne Coyne, The Flaming Lips: - Właśnie widzę, że tutaj jest Cat Division. Aha, rozumiem, koty wychodzą z tego wzoru. To jest dość subtelne, ale świetne. Graliśmy jakiś tydzień temu na festiwalu, na którym występował też Peter Hook z Joy Division i New Order. Teraz jego sety są mniej więcej w połowie złożone z utworów Joy Division, a w połowie z piosenek New Order. I muszę powiedzieć, że kiedy śpiewa, brzmi bardzo podobnie do Iana Curtisa.
O, wow.
- Bo oni grają wszystkie największe utwory Joy Division. Nie pamiętam nazwiska wokalisty New Order, ale Peter Hook nie brzmi aż tak bardzo jak materiał New Order. Za to w tych rzeczach Joy Division... naprawdę niesamowite.
Dobrze, pozwól, że zadam kilka pytań. Wasz poprzedni koncert na OFF Festivalu był 16 lat temu.
- Tak, to było dawno temu. To szaleństwo. W 2010 roku. Bardzo dawno.
Muszę powiedzieć, że mnie wtedy nie było, ale ten koncert jest pamiętany…
- Muszę przyznać, że dla mnie to nie wydaje się aż tak dawno. Ale mam 65 lat, więc pewnie dlatego. Gdybym był młodszy, pomyślałbym: "O mój Boże". A ty jesteś młody.
Mam 35 lat.
- Widzisz, to świetny, młody wiek. Dla mnie to nie wydaje się aż tak odległe, ale tak, to szaleństwo, jak dawno temu to było.
Wyglądasz dużo młodziej. Nie uwierzyłbym w to. Moim zdaniem jesteś w moim wieku.
- Nie, mam po prostu szczęście. Moja żona jest niesamowita, kocham to, co robię, i po prostu - wiesz - mam szczęście.
Jaka jest recepta na to, żeby wyglądać tak młodo?
- Miałem szczęście, bo kiedy byliśmy dziećmi, mieliśmy po jedenaście, dwanaście lat, miałem starszych braci i jeden z nich sprawił, że cały czas ćwiczyliśmy, biegaliśmy i trenowaliśmy.
Tak jak ja.
- Wyglądasz, jakbyś był w dobrej formie. A my byliśmy strasznie chudzi, ale ciągle tylko biegaliśmy. Myślę, że to naprawdę dużo mi dało. Potrafiliśmy biegać po 10 mil nocą. Wychodziliśmy z domu naszej mamy około północy i przebiegaliśmy 10 mil. To było szalone. Sądzę, że dzięki temu moje serce i płuca stały się bardzo mocne. Nadal dużo ćwiczę, cały czas. Mam też dwóch małych synów - jeden ma siedem lat, drugi cztery - i oni są niesamowicie aktywni, ciągle biegają. Robię różne rzeczy razem z nimi, więc mam ogromne szczęście, że pojawili się w moim życiu. Teraz znowu muszę być młody. To niesamowite.
Jak wspominasz wasz ostatni koncert na OFF Festivalu?
- Wiesz, nie pamiętam go aż tak dokładnie. Myślę, że wtedy pewnie po prostu przyjechaliśmy, zagraliśmy i jechaliśmy dalej. Tym razem jest inaczej. Dziś jest piątek, prawda?
Tak.
- Przyjechałem tutaj w środę i mogłem pobyć na miejscu, pochodzić, porobić różne rzeczy. Byliśmy na festiwalu wcześniej, mogłem się przejść, zobaczyć zespoły, spotkać się z ludźmi. Wszystko jest spokojnie. To jest ostatni koncert po prawie miesiącu grania, więc jesteśmy już bardzo wyluzowani. Cały stres i wszystko, co z tym związane, mamy za sobą. Teraz to jest po prostu zabawa.
Wydaje mi się, że kiedy byliśmy tu ostatnio, byliśmy w samym środku mnóstwa różnych rzeczy. Grasz koncert, a potem sprzęt, o ile dobrze pamiętam, trzeba było załadować do prywatnego samolotu, bo zaraz potem lecieliśmy na kolejny festiwal czy coś takiego. Pamiętam więc ten występ, ale głównie jako coś bardzo chaotycznego. Choć było świetnie.
Mam też wrażenie, że świat stał się trochę bardziej jednorodny. Gdziekolwiek pojedziesz, jest Wi-Fi, jest Starbucks, miasta są do siebie trochę bardziej podobne, ludzie są bardziej przyzwyczajeni do tych samych rzeczy. Kiedy byliśmy tu 16 lat temu, pewnie nadal było w tym trochę poczucia: "Gdzie my właściwie jesteśmy?". A dziś większość świata funkcjonuje podobnie, wszyscy robimy wiele tych samych rzeczy. Ale uważam, że to miejsce jest niesamowite. Byliśmy przez chwilę w Krakowie, ale głównie jesteśmy tutaj i jest cudownie. Mógłbym tu mieszkać. Taki letni wieczór tutaj jest po prostu spokojny, łagodny, pogoda jest idealna, drzewa są wielkie i wspaniałe. Jest pięknie. To naprawdę niesamowite miejsce.
Czy możesz powiedzieć coś o dzisiejszym koncercie?
- Gramy nasz album "Yoshimi Battles the Pink Robots". Coraz więcej zespołów robi coś takiego: gra płytę od początku do końca. Mamy szczęście, bo robimy to już czwarty rok. Kiedy zaczynaliśmy, myśleliśmy, że zrobimy kilka tras w takim formacie. To stało się popularne, więc zagraliśmy więcej koncertów. Potem zrobiły się z tego dwa lata, później trzy, a teraz chyba jesteśmy przy czwartym. Nie gramy "Yoshimi Battles the Pink Robots" na każdym koncercie, choć oczywiście niektóre z tych piosenek wykonujemy cały czas. Robiliśmy to już wiele razy i myślę, że teraz brzmi to najlepiej w historii.
W przypadku niektórych zespołów nadmiar grania pewnie prowadzi do wypalenia, męczą się tym. My tacy nie jesteśmy. Im więcej gramy, tym bardziej to lubimy, tym lepiej dopracowujemy wszystkie drobne szczegóły i brzmienie. Dla The Flaming Lips to dobra rzecz. Lubimy grać coś raz za razem, myśleć o tym, słuchać tego, oglądać nagrania z koncertów i pracować nad wszystkim, co sprawia, że występ jest lepszy, mocniejszy, bardziej emocjonalny. Wychodzimy na scenę i śpiewamy te piosenki. Jeśli znasz płytę "Yoshimi Battles the Pink Robots", one zabrzmią właśnie tak.
Uwielbiam ją.
- To jest bardzo gęsta płyta, dużo się na niej dzieje. To arcydzieło produkcji Dave'a Fridmanna. Kiedy ją z nim nagrywaliśmy, wszyscy byli u szczytu swoich możliwości. Nawet kiedy słucham tej płyty dziś, myślę: "Jak my to zrobiliśmy? Jak udało nam się nagrać taki album?". Poświęciliśmy dużo czasu, żeby na żywo brzmiał jak te piosenki z płyty. Myślę więc, że ludzie to pokochają.
Skoro jesteśmy w Polsce, muszę zapytać cię o jeden z waszych albumów - "Oczy Mlody" [album z 2017 roku - przyp. red.]. Pewnie się tego spodziewałeś.
- Widzisz, nie myślałem o tym, ale przypomniano mi.
Czy nie uważasz, że "Oczy Mlody" byłoby najlepszym wyborem na wasz kolejny taki koncert?
- Bardzo chciałbym to zrobić, nawet jeśli miałoby się to wydarzyć tylko tutaj. Kiedy byłem tu 16 lat temu, chyba właśnie wtedy miałem przy sobie taką małą książkę w miękkiej oprawie. Nazywała się "Blisko domu". Używałem tego jako czegoś w rodzaju "almost home". Kiedy dostałem tę książkę, po prostu spodobała mi się wizualnie. Nie wiedziałem, co znaczy tytuł. Spodobał mi się wygląd tej frazy i projekt książki.
To znaczy "blisko domu", coś w tym rodzaju, ale można to też przetłumaczyć jako "prawie w domu".
- Właśnie to ktoś mi powiedział. Wziąłem więc tę małą książkę. Pamiętam, że patrzyłem na słowa, wiedziałem, że to po polsku, i po prostu podobał mi się wygląd niektórych z nich. Szczególnie czegoś w rodzaju "Oczy Mlody". Podkreślałem w niej małe słowa i pamiętam, że już wtedy pomyślałem: "Mógłbym zrobić z tego piosenki. To byłyby świetne tytuły". To niesamowite, bo zupełnie zapomniałem, jak wiele język polski mi dał przy tym albumie.
Język polski dał ci jeden album.
- Nadal często zaglądam do tej książki, ale nigdy nie myślę o niej jako o polskiej. Myślę po prostu: "To jest fajne". Zgadzam się jednak, niech to będzie teraz deklaracja. Powinniśmy wrócić tutaj i zagrać całe "Oczy Mlody"
To byłoby świetne.
- Tak, byłoby świetne.
Ponieważ nasz czas prawie dobiegł końca...
- Poradziłeś sobie świetnie, naprawdę świetnie. Bardzo dziękuję. Cieszę się, że o tym wspomniałeś, to niesamowite.
Robisz to nawet lepiej ode mnie, uwierz mi. Na koniec, ostatnie słowa dla osób, które będą oglądać albo słuchać tego wywiadu.
- Powiedziałbym tak: na początku wywiadu przyznałeś, że się denerwujesz.
Tak, i stresuję.
- A ja powiedziałem, że ci pomogę.
I zrobiłeś to.
- Tak, i myślę, że świetnie sobie poradziłeś. Bardzo dziękuję.
Dziękuję.
- Rozmawialiśmy o tym, że to, co trzymam, to jest mikrofon. A tak naprawdę nie jest, prawda? A nie - jednak jest!











