Pamiętacie te momenty OFF Festivalu? "Unikatowe na skalę europejską"
"Kiedyś to były czasy", "To już nie to, co kiedyś" lubią powtarzać sceptycy. A jednak ostatnie edycje OFF Festivalu pokazują, że katowickie wydarzenie nadal może pochwalić się formułą unikatową na skalę europejską. W dzisiejszym artykule wracamy do najciekawszych momentów edycji z kilku poprzednich lat.

Myślę, że po tych wszystkich chwilach, które spędziłem na terenie Doliny Trzech Stawów podczas poszczególnych edycji OFF Festivalu - zarówno medialnie, jak i jako osoba prywatna - mogę spokojnie nazwać się weteranem katowickiego festiwalu muzyki alternatywnej. Podczas materiałów wspominkowych w poprzednich latach wielokrotnie pisałem o tym, że OFF Festival stanowi dla mnie zarówno okazję do zobaczenia zespołów, które trudno byłoby usłyszeć na żywo w innych okolicznościach, odkrywanie artystów, z których twórczością do tej pory się nie zapoznałem (nie wspomnę, ilu później wylądowało w moich prywatnych playlistach, a ich płyty dumnie leżą na moim regale), jak i miejsce spotkań ze znajomymi z całej Polski, których poza tym wydarzeniem raczej nie spotykam.
Stąd też kiedy Oliwka - prowadząca naszą redakcję muzyczną - zaproponowała mi tekst o najciekawszych koncertach na OFF Festivalach z perspektywy wieloletniego uczestnika, nie byłem w stanie odmówić.
Z uwagi na fakt, że w tym roku świętujemy 19. edycję wydarzenia, takich występów było znacznie więcej niż wyłącznie te, o których wspomnę. Dlatego dla pewnego porządku i komfortu własnego oraz czytelników skupiam się wyłącznie na kilku ostatnich popandemicznych edycjach. W końcu taki występ ś.p. Zbigniewa Wodeckiego z Mitch & Mitch z 2013 roku jest już tak legendarny, że wspomniano o nim wszędzie, gdzie tylko było można. Podobnie jak powracającego w tym roku Flaming Lips podczas OFF Festivalu w 2010 roku. Ale przejdźmy do rzeczy.
Iggy Pop - OFF Festival 2022
Znając historię Iggy'ego Popa, trudno nie obawiać się, że każdy moment zobaczenia go na żywo może być tym ostatnim. Na OFF Festivalu w 2022 roku muzyk zresztą sam z tego chętnie żartował, wołając wprost ze sceny, że jest już stary. Jego zapowiedź w line-upie stanowiła natomiast bardzo solidny strzał w pierwszym pełnoprawnym OFF Festivalu po wybuchu pandemii i przy okazji pewnego rodzaju jubileusz - muzyk odwiedził katowicki festiwal dokładnie 10 lat wcześniej.
W każdym razie tradycyjnie występujący bez koszulki Iggy Pop pokazał, że mimo 75 lat na karku dalej jest chodzącą charyzmą, której nieustannie można zazdrościć energii. W trakcie godzinnego występu nie zabrakło tak legendarnych utworów jak "The Passenger", "Lust for Life" czy "I Wanna Be Your Dog". Kto wie? Może w 2032 Iggy Pop ponownie zawita do Doliny Trzech Stawów?

Papa Dance gra "Poniżej krytyki" - OFF Festival 2022
To występ, który spotkał się z masą wyśmiewania przed, w trakcie i po. Ba, słyszałem wiele opinii, że jeszcze chwila i na OFF Festivalu zagościmy disco polo. Ale to pewne odwieczne niezrozumienie intencji, jaka stała za powstaniem "Poniżej krytyki" - próbą stworzenia polskiej wersji muzyki new romantic. I to mimo przeciwności technologicznych spowodowanych staniem po niewłaściwej stronie żelaznej kurtyny. Owszem, był to twór castingowy, intencyjnie komercyjny i stojący w opozycji do antysystemowego grania, które dominowało w 1986 roku, ale może dlatego było to tak intrygujące.
Co więcej, nie mogę oprzeć się wrażeniu, że Paweł Stasiak - odpowiedzialny za większą część wokali na "Poniżej krytyki", który liderował w trakcie katowickiego występu - też nie za bardzo dostrzegał i rozumiał kult, jakim obrosła druga płyta Papa Dance w świecie "niezalu". Pewnie dlatego był nieźle zdziwiony tłumem, który bez zająknięcia wyśpiewywał teksty całej płyty przy głównej scenie OFF Festivalu i skwitował sytuację słowami "Macie muzyczne serca".

Ci, którzy podeszli do wydarzenia z otwartym serduchem, bawili się świetnie. Jasne, było w tym dużo kampu, ale też zwykłej zabawy konwencją. Do tego muzycy dzielili się historiami zza kulis, wspominając m.in. jak znani twórcy ukrywali się za pseudonimami, współpracując z Papa Dance.
Co ciekawe, Pawłowi Stasiakowi na scenie towarzyszył Gabriel Fleszar, który wziął na klatę momenty śpiewane na płycie przez Kostka Joriadisa. W trakcie "Bez dopingu" na scenie pojawił się z kolei Borys Dejnarowicz - lider formacji Newest Zeleand oraz były redaktor naczelny serwisu Porcys. Był to moment o tyle kultowy, że to właśnie jego artykuł stanowił narodziny kultu Papa Dance wśród rodzimych słuchaczy muzyki alternatywnej.
Haru Nemuri - OFF Festival 2023
To, że po czasie najmilej wspominam ten koncert, pewnie byłoby sporym zaskoczeniem dla samego mnie, który na OFF Festival 2023 dopiero się szykował. Haru Nemuri - przyznaję - przed jej występem w ogóle nie znałem. Koncert zmusił mnie natomiast do szybkiego nadrabiania, dzięki czemu muzyka Japonki została ze mną do dziś.
Ogromnym szokiem było dla mnie zobaczyć drobną, ewidentnie nieśmiałą wokalistkę, która przeplata słodkie j-popowe melodie przesterami, krzykami, growlami, a przy tym potrafi utrzymać niesamowity kontakt z publicznością.
Nigdy w życiu nie przypuszczałbym, że ten bardzo niespodziewany koncert w namiocie przyćmi w moich wspomnieniach występy uwielbianych przeze mnie Spiritualized oraz Slowdive, którzy grali dokładnie tego samego dnia. Dla takich katartycznych, zaskakujących momentów warto wybierać się na OFF Festival.
Zobacz również:
Grace Jones - OFF Festival 2024
Nigdy wcześniej nie widziałem redaktora Jarka Szubrychta tak uśmiechniętego jak podczas tego koncertu. Trudno naszemu byłemu współpracownikowi się dziwić. Grace Jones to w końcu ikona popkultury, która podczas swojego koncertu na OFF Festivalu w 2024 roku skutecznie łączyła klasę i wyrafinowanie z prowokacją. Porywający groove całego występu urozmaicała przebierankami, niespodziewanym zachowaniem - chociażby śpiewaniem piosenki siedząc na barkach jednego z ochroniarzy, którzy stali pod sceną - a przede wszystkim kontaktem z publicznością, z którą autentycznie rozmawiała między poszczególnymi utworami.
Kulminacyjnym momentem koncertu było natomiast 10-minutowe (!) kręcenie hula-hopem w trakcie odgrywania "Slave to the Rhythm". Dodam tylko, że w chwili koncertu Grace Jones miała 76 lat. Myślę, że każda z obecnych na miejscu osób chciałaby być w takiej formie w tym wieku.
Have a Nice Life - OFF Festival 2025
Pamiętam do dziś, że kiedy pod namiotem grali muzycy z Have a Nice Life, w tym samym czasie na scenie głównej występował Jann. Chociaż w powszechnej świadomości autor niemal-eurowizyjnego "Gladatiora" jest postacią o wiele bardziej rozpoznawalną, to dysproporcja liczebna między publicznością chcącą zobaczyć amerykańską grupę a fanami polskiego muzyka mogła być dla naszego rodaka bardzo bolesna. Nie da się bowiem ukryć, że Have a Nice Life było jednym z najbardziej oczekiwanych koncertów w historii całego OFF Festivalu.
Have a Nice Life daleko do muzyki łatwej, ale muzycy postanowili dodać jej nieco dynamiki podczas występów na żywo i to sprawdziło się doskonale. "Earthmover" czy "Bloodhail" w wersji koncertowej dorównują studyjnym możliwościom, z którymi to przecież zespół jest przede wszystkim kojarzony.
Ciężki, depresyjny charakter twórczości Have a Nice Life doskonale korespondował z sytuacją pogodową. Spowodowała ona niestety również, że część fanów nie zmieściła się do wypełnionego po brzegi namiotu Sceny Trójki. Ale chcę podskórnie wierzyć, że to nie był przypadek, a przyprawa dopełniająca smaku jednego z występów, o których będzie się pamiętać latami.
Fontaines D.C. - OFF Festival 2025
To był drugi występ brytyjskiej grupy na OFF Festivalu. W 2018 roku musieli dzielić "czas antenowy", a ich konkurentką o uwagę słuchaczy była M.I.A. Kilka lat później autorka "Paper Planes" może co najwyżej zazdrościć pozycji, jaką udało się uzyskać muzykom. Droga, jaką przeszli przez te kilka lat - od gitarowej ciekawostki po headlinera, który mógł się wydawać wręcz zbyt duży na OFF Festival - jest naprawdę imponująca. Zaowocowała też największym tłumem, jaki zebrał się podczas ostatniej edycji katowickiego wydarzenia, a nie wiem też, czy nie jednym z największych, jakie widziałem kiedykolwiek w jego historii. Można było się tego zresztą spodziewać, dostrzegając już z samego rana setki osób w koszulkach z logo zespołu.
Owszem, konferansjerka Fontaines D.C. była niemal nieobecna, ale nadrobiono to energią oraz doborem repertuaru. Oprócz utworów z kosmicznie popularnego "Romance", w Katowicach wybrzmiały również piosenki z wcześniejszych krążków - w tym "I Love You" oraz "Boys in the Better Land". Początkowo to odcięcie się od prób zabawienia publiczności rodziło poczucie niedosytu, ale po czasie rozumiem, że tu przede wszystkim chodziło o muzykę. A ta sprawdziła się doskonale.
A w tym roku widzimy się na terenie Doliny Trzech Stawów od 7 do 9 sierpnia. Do zobaczenia!









