Gdy do sieci trafiły pierwsze informacje na temat nowej sceny mBank OFF'N Jazz Club bardzo cieszyłem się, że jazz będzie miał swoje własne, dedykowane miejsce w Dolinie Trzech Stawów. W naszej rozmowie, sam dyrektor kreatywny, Artur Rojek, otwiera się w nowym oknie wspominał, że była to swego rodzaju "wisienka na torcie" festiwalu, a jej sukces miał być "sygnałem na przyszłość". Zastanawiało mnie, czy taka muzyka, dość niefestiwalowa poradzi sobie w tym otoczeniu i czy w ogóle wzbudzi zainteresowanie w morzu różnorodnych artystów rozłożonych na pozostałych pięciu scenach. Po trzech dniach mogę śmiało stwierdzić, że eksperyment się udał - wzbudziła i to jakie!
Polski jazz ma się świetnie
Między 1 a 3 sierpnia w miejscu, gdzie kiedyś znajdował się OFF-owy kącik literacki, znalazła się zupełnie nowa scena, która gościła artystów takich jak Omasta, Kosmonauci, Hania Derej, Lumbago czy Ninja Episkopat.
Każdy z muzyków/zespołów prezentował zupełnie inne oblicze muzyki jazzowej, od klasyki przez hip-hopowe eksperymenty podszyte wręcz punkiem, aż po inspirowane muzyką południa aranżacje kultowych kompozycji. Ta różnorodność stała się największą zaletą dość kameralnej sceny i pokazała, jak interesująca i przede wszystkim zaskakująca jest polska scena jazzowa.
Artyści dawali z siebie absolutnie wszystko, sprawiając, że grana tam muzyka świetnie odnalazła się w festiwalowej przestrzeni. Świadczyło o tym również ogromne zainteresowanie koncertami. Dzikie tłumy biły do tego namiotu. Był on niemal cały czas przepełniony do tego stopnia, że obsługa festiwalowa wprowadzić musiała system kolejkowania, aby uniknąć potencjalnie niebezpiecznych sytuacji.
Scena OFF'N Jazz Club stała się więc największym zaskoczeniem tego festiwalu i czymś, czego w przyszłym roku nie może zabraknąć. Dość niepozorna scena stała się jednym z najgorętszych punktów na mapie festiwalowej, potwierdziła znaczący wzrost popularności tego gatunku i pozostawiła jedynie wielki głód. Dajcie tego więcej!











