Tymoteusz Hołysz, Interia Muzyka: Zagrałeś bardzo duży koncert na OFF-ie, jednak pogoda troszkę starała ci się to utrudnić.
Jann: Oj nie, to pomagało, zdecydowanie.
Pomagało? Czyli jak twoje wrażenia po koncercie?
- Jestem bardzo spełniony, czuję się dobrze. Myślę, że ludzie tak będą mówili, że pogoda pokrzyżowała plany, dla mnie to jest tak jakby natura się do nas dołączyła i tą energię rozkręciliśmy tak, że zaczęła się wyładowywać. Naprawdę to było tak zgrane z tym, co działo się na scenie i w takim momencie performance'u doszła ta burza, że nie mogłem sobie tego naprawdę lepiej wyobrazić. To było świetne.
Czyli krótko mówiąc, matka natura ci pomogła.
- Matka natura pomogła, tak. Wydaje mi się, że nie ma dobrej, złej pogody, to bardzo dobrze pasowało do koncertu. Rozumiem, że ja miałem fajnie, bo na scenie raczej miałem dach, a ludzie nie bardzo, ale duża część została, więc jestem też bardzo wdzięczny.
Na Great September grałeś dwa razy, teraz wróciłeś na OFF-a, jak się z tym czujesz? Twoja droga zatacza pewne koło.
- Tak, trzy lata temu grałem też tutaj dwa koncerty. To był w ogóle jeden z pierwszych moich koncertów, więc wrócić tutaj po trzech latach na main stage i zagrać przed Jamesem Blake'iem, jednym z moich idoli to naprawdę duże wydarzenie. Bardzo się cieszę, że mogłem przeżyć taki performance na scenie na tym festiwalu.
Grałeś teraz z nowym materiałem. Jak patrzysz z perspektywy czasu na starsze utwory?
- W trakcie procesu tworzenia tego performance'u myślałem o tym. To było jednym z takich zagadnień, które przerabiałem, wiele tych numerów już nie do końca jest aktualnych. Wiele z tych numer, tak jak zresztą "LOOKATME" był bardzo mocno przearanżowany i zmieniony kontekst tego, taka potrzeba atencji. Teraz, jak patrzę z perspektywy czasu, to o tym był ten numer. Wiele tych utworów zmienia dla mnie już znaczenie, co jest super, to, że one mogą żyć dalej w tym kontekście, w którym ja żyję teraz.
Wspominałeś też, że EP-ka, którą ostatnio wydałeś, "MADE" jest podsumowaniem tego okresu. Co dalej?
Zobaczymy, gdzie mnie poniesie. Czuję, że jestem w takim etapie przejściowym. Czułem też bardzo, że ten performance będzie jakąś kulminacją tego momentu przejściowego. Bardzo intensywnie się do tego przygotowywałem i ten proces był bardzo transformatywny. Tak jak mówię, to już był taki climax i idę dalej. Chcę bardzo zdywersyfikować swoją energię na różne pola kreatywne. Wciąż tworzyć muzykę, ale też dla innych artystów, może aktorstwo, chcę to po prostu zdywersyfikować, żeby nie ładować wszystkiego w muzykę, bo wydaje mi się, że presja wtedy też jest większa, więc zobaczymy, co dalej przede mną.
Koncertowałeś też dużo za granicą. Nie była to tylko Europa, ale też Stany Zjednoczone. Zmieniło to w jakiś sposób twój odbiór koncertowania w Polsce i tego jak wchodzisz w interakcje z Polską publicznością?
Nie wiem, na pewno w jakiś sposób, może jeszcze to do mnie nie dotarło i nie przerobiłem tych doświadczeń. Na pewno tak. To było takie zderzenie, zagranie pierwszych swoich koncertów po tym, jak w Polsce ta kariera nabrała takiego tempa. Grałem w nie najmniejszych klubach, były ogromne, tam musiałem przenieść się też do mniejszych klubów. To było fajne doświadczenie, wrócić i znowu przedstawić się, też zagranicznej publiczności. To było super doświadczenie, ale mówię, że daję z siebie 100%, gdziekolwiek nie gram, robię to po prostu najlepiej, jak potrafię.
Wspominałeś, że grasz w dość dużych miejscach. Wiąże się z tym też mocny stes, presja? Jak sobie z tym radzisz?
Wiąże się z tym stres, przed tym performancem miałem bardzo duży stres, tylko on już wywodził się trochę z czegoś innego. On nie pochodził ze stresu, czy wszystko będzie ok, że dużo ludzi będzie na mnie patrzeć, tylko wywodził się raczej z tego, że czułem, że przeszedłem właśnie jakąś transformację. Przygotowywałem się do tego bardzo i bardzo mocno to przemyślałem, żeby doświadczenie, przez które przechodzę na scenie, było autentyczne. To, co ja tam pokazuję, cała niepewność, całe przerażenie, rozpad człowieka, czy euforia, żeby to wszystko było bardzo szczere - i było. Bardzo bałem się wyjść na tą scenę i odsłonić się z tym performancem. Co ludzie powiedzą, jak w ogóle to przyjmą, czy to zrozumieją, czy to w ogóle ma sens, czy to tylko dla mnie ma sens i czy to jest ok, jeżeli tylko dla mnie ma sens, bo wiem, że jest to dla mnie ważne. Było bardzo dużo myśli, ale to raczej taki stres.









![Zespół O.N.E. na OFF Festivalu: Jesteśmy kulą pozytywnej energii [WYWIAD]](https://i.iplsc.com/000N5GQUE4GV542Y-C401.webp)
