Tymoteusz Hołysz, Interia Muzyka: Powiedzieć o tobie człowiek orkiestra to jak nie powiedzieć nic. Jak łączysz wszystkie twoje zajęcia, koncerty, studia, zainteresowania i nie tracisz przy tym głowy?
Hania Derej: Faktycznie czasami jest ciężko, bo rzeczy jest naprawdę dużo. Studiuję zarówno w Polsce i za granicą, robię to równocześnie, dużo podróżuję no i są koncerty. Ale jakoś dotychczas udawało mi się to wszystko robić i cały czas mam przyjemność z grania muzyki i uczenia się o muzyce, więc na razie jest dobrze.
Najpierw grałaś na OFF-ie, dzień później na Męskim Graniu. Teraz znowu wróciłaś tutaj, więc widać, że jest intensywnie. Odczuwałaś jakąś różnicę w publiczności na tych 2 festiwalach?
Faktycznie jest trochę inaczej, ponieważ tutaj muzyka jest bardziej różnorodna, jest też więcej artystów z zagranicy, a na Męskim Graniu głównie polscy artyści no i tylko dwie sceny. Zarówno tu i tu grałam po raz pierwszy, więc było to super doświadczenie, jednak wydaje mi się, że ta różnorodność i większa ilość ludzi bardziej mi się podoba, dlatego tutaj faktycznie było fajnie.
Muzyka jazzowa jako ogół dość mocno wraca do świadomości młodszych odbiorców, częściowo za sprawą hip-hopu. Ty jednak obrałaś trochę inną ścieżkę, bo jesteś też mocno zakorzenia w muzyce klasycznej i elektronice. Jak chciałabyś zachęcić młodych do obcowania z jazzem?
W dzisiejszych czasach dużo jest właśnie tego połączenia hip-hopu, tak jak mówiłeś z jazzem, jest to trochę taki zbuntowany jazz, głównie przez takie boysbandy jak Kosmonauci czy Omasta. Ja natomiast nigdy nie siedziałam aż tak bardzo w hip-hopie. Mam ten background klasyczny, fortepian klasyczny, dyrygentura symfoniczna, więc to mi w duszy gra i próbuje połączyć minimalizm z jazzem. No i mam nadzieję, że ta wrażliwość jakoś przebija się do młodych słuchaczy i trafia do nich.
Wspominałaś też, że cały czas trochę poszukujesz swojego konkretnego brzmienia. Chciałbyś się w jakimś miejscu zaszufladkować, czy raczej wolisz być kojarzoną z różnorodnością?
Póki co faktycznie wolę być bardziej różnorodna. Jestem bardzo otwartą na muzykę osobą i wydaje mi się, że jeszcze trudno by mi było się nawet zaszufladkować i gdzieś włożyć konkretnie, ponieważ jest tyle możliwości, że szkoda na tym etapie wybierać coś na zawsze.
Muzykę zaczęłaś tworzyć w wieku 10 lat, co już samo w sobie jest imponujące. Jak z perspektywy czasu patrzysz na wczesne wydawnictwa?
Oj, wolę do nich nie wracać szczerze (śmiech), bo miałam 10 lat, były to takie pierwsze szkice, które powstawały na szybko i nie miałam wtedy dużej wiedzy o muzyce. Było to takie naprawdę ze środka. Potem zdobywałam tę wiedzę, byłam już bardziej świadoma, ale i tak koncentrowałam się głównie na brzmieniu, jednakże fajnie spojrzeć na to jako taką muzyczną autobiografię, bo co rok wtedy ukazywał się jakiś nowy album, który opisywał dany okres i była to pewna ewolucja.
A która płyta była dla ciebie największym wyzwaniem do stworzenia?
Wydaje mi się, że ta elektroniczna, która ostatnio się ukazała ("OVER THE WORLD WE KNOW"), ponieważ powstawała w czasach pandemii. Długo trwał proces, w którym mogła się w końcu ukazać, chyba z 4 czy 5 lat, więc cieszę się, że w końcu wyszła.
Nie tylko tworzysz muzykę, jesteś też dyrygentką. Jak odnajdujesz się w tej roli?
Jest to bardzo ciekawa rola, ponieważ nie jestem sama. Jest wielu muzyków i odpowiedzialność jest duża, natomiast podoba mi się liderowanie i posiadanie wszystkiego pod kontrolą, a przede wszystkim przekazywanie emocji za pomocą gestów czy muzyki, inspirowanie innych do tego, żeby podążali za interpretacją danego dzieła, niekoniecznie wykorzystując słowa.
Jakie są twoje dalsze plany? Czym jeszcze zaskoczysz nas w przyszłości?
Póki co głównym planem jest zakończenie licencjatu z dyrygentury, ale także wydanie albumu jazzowo-neoklasycznego z elektroniką w kwartecie, on może ukaże się faktycznie w przyszłym roku na początku lata, zobaczymy.







![Jarocin Festiwal 2026. Trzeci dzień: Teraz proszę tańczyć [RELACJA]](https://i.iplsc.com/000N2PJGE11292IH-C401.webp)



