Tymoteusz Hołysz, Interia Muzyka: Graliście stosunkowo wcześnie, w bardzo jasnym świetle. Jak czujecie się, grając w takim ładnym otoczeniu tak ciężką i trudną muzykę - zarówno pod względem tekstów, jak i samego brzmienia?
Ania Truszkowska: Jest to u nas na pewno coś innego, ale wydaje mi się, że kilka takich koncertów już zagraliśmy. Sam fakt, że to jest duży festiwal i że jest dużo ludzi, zawsze nas napędza. Pomimo tego, że nie możemy schować się w mroku, i tak wychodzi to dobrze.
Grzegorz Napora: Tak, polecam zagrać Brutala [festiwal Brutal Assault przyp. red.] dwa dni wcześniej, o godzinie 17:00 i w pięćdziesięciostopniowym upale, dzisiaj naprawdę była super pogoda i świetnie się grało.
Gracie też na festiwalu, który nastawiony jest na bardzo różnorodną muzykę. Mieliście jakieś oczekiwania co do reakcji publiczności?
AT: Nie, wydaje mi się, że nigdy nie mamy zbyt wielu oczekiwań. Zawsze mamy nadzieję, że ludzie jakkolwiek poczują to, co gramy. Operujemy na bardzo trudnych emocjach, ale wydaje mi się, że każdy może się z nimi jakoś utożsamić. Mam nadzieję, że ludzie dzisiaj też to zrobili.
A jak studyjnie wygląda proces łączenia wrażliwości, którą można znaleźć w screamo, w zespołach takich jak Birds in Row, z blackmetalową agresją?
AT: Pamiętam, Grzesiu, jak nagrywaliśmy "Ku pogrzebaniu serc". Kiedy po raz pierwszy śpiewam te piosenki w studiu, zawsze towarzyszy temu bardzo duży ładunek emocjonalny. To dla mnie bardzo trudne przeżycie, ale wydaje mi się, że słychać to na nagraniach i że właśnie to raczej dodaje tej muzyce, niż jej odejmuje.
Nie brakuje wam bardzo osobistych tekstów. Gdzie stawiacie granicę między sztuką, performancem a emocjonalnym ekshibicjonizmem?
AT: My nie stawiamy tej granicy. Ja nie czuję, żeby to było potrzebne. Wydaje mi się, że muzyka i artyści muszą pokazywać swoją wrażliwą stronę i przekuwać emocje w muzykę, żeby była ona jak najbardziej prywatna i osobista. Wtedy - moim zdaniem - najłatwiej się z nią utożsamić. Taka jest też rola artysty: przekuwać najgłębsze emocje w muzykę, a potem dawać ją ludziom.
GN: Wypadamy z tych szufladek, do których ludzie czasem nas wrzucają. Nie chcemy być stricte powiązani z jedną sceną. Zawsze mówimy, że stoimy w rozkroku między sceną punkową, hardcore'ową a metalową. Można powiedzieć, że jesteśmy w tym wszystkim mocno kosmopolityczni.
AT: Tak jest. Staramy się jak najbardziej przekuwać nasze najszczersze emocje w muzykę. Jak na razie nam się to opłaciło.
Trudno było nie zauważyć flagi Palestyny zawieszonej na głośniku podczas waszego koncertu. Jakie znaczenie ma dla was, prywatnie i jako zespołu, mówienie o takich sprawach?
GN: Szanujemy też inne zespoły, które to robią. Nie jesteśmy stricte polityczną kapelą, ale w naszych sercach bije dobro i staramy się czasem to zaakcentować. Myślę, że artyści powinni to robić. Żyjemy, brzydko mówiąc, w bardzo trudnych czasach i to jest mega ważne. Ten festiwal i ludzie na nim chyba wiedzą, że to jest właściwa droga. Postanowiliśmy po prostu to zaakcentować, nie robimy tego pierwszy raz.
"Ku pogrzebaniu serc" ukazało się już parę lat temu. Jak przez ten czas zmieniło się wasze postrzeganie tego materiału?
AT: Nie czuję, żeby jakoś mocno się zmieniło. Być może trochę odłączyliśmy się emocjonalnie od tego materiału, bo pierwsze koncerty były trudne. Ale wciąż rezonuje on w nas tak samo jak wcześniej - może z trochę mniejszą mocą, ale nadal. Te numery wciąż nas bujają, nadal lubimy je grać i prawdopodobnie zostaną z nami na długo w secie.
Gracie też poza granicami Polski. Wspominaliście Brutal Assault, graliście we Francji, pojawialiście się na koncertach z Zeal & Ardor. Jak zagraniczna publiczność reaguje na wasze teksty i całą estetykę, która jest bardzo charakterystyczna? Polski metal na europejskiej scenie jest jednak dość oryginalny.
GN: Trochę obawialiśmy się zagranicy, ale mieliśmy też nadzieję, że w tej ekstremalnej muzyce, którą gramy - takiej screamo-ekstremalnej - ludzie się odnajdą. Szczególnie kiedy jechaliśmy do Niemiec i Francji, mieliśmy taką nadzieję. Nie chodzi nawet o to, że Ania śpiewa po polsku. Zostaliśmy bardzo dobrze odebrani na tych koncertach i eventach. Fajnie to wyszło.
AT: Dodam tylko, że język polski w muzyce metalowej jest dość egzotyczną sprawą i ludzie raczej to doceniają, niż żeby miało ich to odpychać. Jest tyle kapel śpiewających po angielsku, że słuchanie czegoś nowego chyba dobrze działa w naszym przypadku. Poza tym nie jestem w stanie zamknąć się za ścianą języka angielskiego. Jeżeli piszę teksty tak prywatne i osobiste, chcę robić to w moim ojczystym języku, żeby było to najbardziej bezpośrednie, jak tylko może być.
To ciekawe spostrzeżenie, bo kiedy rozmawiam z wieloma artystami, często słyszę, że zasłanianie się językiem angielskim ułatwia im uzewnętrznianie się.
AT: Na pewno ułatwia, bo tworzysz wtedy tę ścianę. To nie jest aż tak bezpośrednie. Oczywiście trudniej robić to we własnym języku, ale wydaje mi się, że na koniec dnia ludzie docenią to, że jesteś odsłonięty. Robisz to po to, żeby oni też poczuli, że nie są sami z tymi emocjami. To nie są emocje, w których jesteśmy osamotnieni. Moim zdaniem to jest na plus.
A kiedy nowy materiał od was?
AT: Niedługo, niedługo. Graliśmy dzisiaj nowy numer jako pierwszy. Tworzymy nowy materiał, mamy bardzo dużo pomysłów, więc wszystko się kręci.
GN: Jeśli dobrze pójdzie, na początku przyszłego roku wejdziemy do studia i zaczniemy nagrywać długograja. Jesteśmy pełni nadziei (śmiech). Będzie jeszcze trochę inaczej, jeszcze mocniej, ale też bardzo przestrzennie i ciekawie.
Chcecie już zdradzić, jakie tematy się pojawią?
AT: Wciąż jesteśmy w trakcie tworzenia. Pomysłów jest bardzo dużo i jeszcze nie wiemy, które z nich ostatecznie przejdą.
GN: Na razie jesteśmy po prostu w fazie pisania muzyki, partii instrumentalnych. Ania na spokojnie tworzy teksty, nie ma żadnego ciśnienia. Wejdziemy do studia wtedy, kiedy będziemy wiedzieć, że to jest właściwy moment i właściwy czas.











