Rafał Samborski, Interia Muzyka: Mówiłaś na scenie o tym, że w 2010 roku byłaś po raz pierwszy na OFF Festivalu - oczywiście jako uczestniczka - natomiast byłem zaskoczony jak dokopałem się, że to jest twój debiut artystyczny na OFF Festivalu. Powiedz mi jak się z tym czujesz?
Dobrawa Czocher: Niesamowicie wyróżniona. Odnosząc się do tej historii z 2010 roku, gdzie byłam wówczas jeszcze studentką nieobytą w świecie, nie słyszącą na żywo jeszcze zbyt wielu artystów, to było takie pierwsze zderzenie z takim naprawdę ambitnym, wielkim światem. I wspomniałam na scenie o koncercie Tune-Yards, która z looperem sobie wyszła na scenę eksperymentalną, samotna kobieta i po prostu rozwaliła system. Ten looper dziś ze mną najwidoczniej został.
Słyszałem to bardzo dobrze.
- A do tego jeszcze Flaming Lips [podczas edycji w 2010 roku byli główną gwiazdą OFF Festivalu - przyp. red], którzy dzisiaj też wystąpią…
Czyli historia lubi się powtarzać.
- Tak, jest to wszystko bardzo poruszające, wzruszające. Naprawdę przeżywam to mocno.
Grasz tu w ramach State of Matter Tour, za tobą występy też w Wenecji i na Ibizie. Jak je wspominasz?
- Super, to jest zawsze przygoda. Fajnie, że jestem teraz na tej trasie z koleżanką, która gra na syntezatorach - z Natalią Czekałą - bo przy mojej pierwszej trasie z moim debiutanckim albumem "Dreamscapes" byłam sama.
I z looperem!
- Sama właśnie, ja jak Tune-Yards sama sobie siedziałam z wiolonczelą, looperkiem i podróżowałam w samotności. Oczywiście to też miało swoje zalety, ale też te minusy, czyli to, że nie mogłam tego przeżywać z osobą mi bliską. Teraz jest ze mną Natalia i to jest super.
A propos tych występów. Jednak scena OFF Festivalu bardzo różni się od wielu scen, na których grałaś. Grałaś wielokrotnie w filharmoniach, grałaś w teatrach. Pytanie, jak bardzo różni się dla ciebie taki występ na OFF Festivalu od tego, czego doświadczałaś w takich miejscach?
- Chyba rzeczywiście dzisiaj w trakcie koncertu poczułam, że to ma bardzo duże znaczenie, jak dobiera się utwory na takim festiwalu, gdzie też jednak czasami dźwięki z innych scen docierają, a jednak moja muzyka jest dość wymagająca pod względem skupienia i ciszy właśnie.
Tak, bardzo dużo operowałaś właśnie takimi momentami spokojnymi. Bardzo zwróciłem na to uwagę.
- Tak, ale jednocześnie to było pewnego rodzaju ryzyko, bo właśnie w momencie, kiedy jednak dzieje się dużo rzeczy dookoła, to te momenty ciszy mogą nie zadziałać. Ale zadziałały dzisiaj, z czego jestem bardzo zadowolona, bo rzeczywiście słuchający w tych momentach, gdzie ja trochę się wycofywałam mam wrażenie, że wręcz nie oddychali. Była taka cisza absolutna, co było piękne i jestem bardzo za to wdzięczna.
To a propos pięknych chwil, to muszę Ci powiedzieć, że jak zaczęłaś grać pierwszy numer i zaczęłaś grać smyczkiem na wiolonczeli, to nawet mi łzy popłynęły.
- Naprawdę?
Naprawdę. Powiem Ci, że miałem absolutne ciary. I co do ciar, to płynnie przejdę do innego pytania.
- A propos łez.
A propos rzeczy, które też we mnie wywołują łzy, bo był taki jeden film, który też mnie bardzo wzrusza. Nazywa się "Wielkie Piękno" Paolo Sorrentino. I nie mogłem odpuścić sobie zadania tego pytania. Mianowicie do ostatniego filmu Sorrentino, "La Grazia", stworzyłaś numer…
- Nie stworzyłam specjalnie, ale utwór, który powstał w ramach albumu "Inner Symphonies", który skomponowałyśmy wspólnie z Hanią Rani, został wykorzystany. I to naprawdę konkretnie. Kilka dobrych minut. Wystąpił on w momencie, gdzie cały ten filmowy świat się wycisza i jest tylko muzyka i bohaterowie. To jest dość ważna scena w filmie. Nie wiem, czy widziałeś?
Właśnie jeszcze nie widziałem.
- Bardzo ci polecam.
Miałem kilka okazji, bo był na różnych kinach plenerowych, ale jakoś tak moje życie się układało, że jeszcze nie miałem okazji. Mimo tego, że wszystkie poprzednie filmy Sorrentino znam bardzo dobrze.
- Zobaczysz, że właśnie tam w tym jest taki punkt przełomowy w zasadzie. Jeden z przełomowych momentów w filmie i tam jest właśnie ten utwór "Con Moto".
Skoro byłaś na festiwalu w 2010 roku, to zakładam, że pojawiasz się na takich festiwalach również po to, żeby posłuchać muzyki. Więc na kogo dzisiaj albo w ciągu właśnie tej edycji czekasz?
- Oczywiście na The Flaming Lips, dlatego też, że to jest to wspomniane zataczanie koła, że po prostu sobie przypomnę siebie sprzed 16 lat. Ja jednak już trochę lat mam, trzeba to przyznać (śmiech). I chcę powiedzieć, że nawet jeśli niektórych nazwisk nie znam, to i tak na nie pójdę, bo ja wiem jaki gust ma Artur Rojek i jakich artystów zaprasza na ten festiwal. Więc jestem przekonana, że wrócę z niego z garścią inspiracji.
Skoro w tym roku wydałaś płytę "State of Matter", którą mieliśmy okazję słyszeć na scenie, to jak byś zachęciła słuchaczy naszego wywiadu albo tych, którzy będą go czytać - bo będzie to również spisane - do przesłuchania go? Może to jest abstrakcyjne pytanie, bo mówiłaś na scenie o tym, że jednak o muzyce trudno się mówi, łatwiej jest słuchać.
- Tak, na pewno mnie, bo są osoby, które pięknie potrafią pisać o muzyce i to jest absolutna sztuka, ale ja chyba najlepiej jednak ją wykonuję niż o niej mówię.
W każdym razie to jest album, który inspiracją do napisania jego było morze, które obserwowałam ze swojego okna, bo się przeprowadziłam na rok do Sopotu i codziennie budząc się widziałam wodę. I ta woda, ruchoma, czasami brutalna, czasami zastygła, która miała po prostu tysiące odcieni błękitu - czego ja nie wiedziałam, że nasz Bałtyk może mieć tysiące kolorów - jakoś zainspirowała mnie do zadawania sobie pewnych pytań podstawowych typu, co jest jakimś takim w nas imperatywem, żeby wyjść na tę drugą stronę, tak jak przebyć podróż przez to morze na tą drugą stronę. I tu mam na myśli nawet te wody płodowe matki - że my jako ludzie mamy tę siłę w sobie, ten imperatyw, żeby wyjść i odkrywać życie, żeby żyć. No i skąd to jest?
Oczywiście to pytania bez odpowiedzi, ale zapraszam Państwa właśnie do odbycia tej podróży i może nie znajdziecie Państwo odpowiedzi, ale mam nadzieję, że odbywając tę podróż przeżyjecie coś, co z Państwem pozostanie.
Ze mną na pewno zostanie twój koncert, bo faktycznie, wzruszyłem się, przyznaję.
- Bardzo mi miło.
I dziękuję Ci za tę rozmowę.
- Ja również.











