Reklama

Radiohead zagrali w Poznaniu

Jaki był koncert Radiohead w Poznaniu? Wyjątkowy i pozostawiający pozytywny niedosyt.

- Cholernie dawno nas tu nie było i nie wiemy, które piosenki znacie, a które nie. Jeżeli jednak nie kojarzycie tej, to mamy przechlapane - powiedział Thom Yorke przed wykonaniem słynnego "Creep". To był wyjątkowy moment, ponieważ Radiohead na koncertach rzadko sięgają po swój pierwszy przebój. Tym utworem zespół zakończył ponad dwugodzinny występ w ramach festiwalu Poznań dla Ziemi.

Reklama

A co działo się wcześniej? Na początek usłyszeliśmy "15 Steps" i "There There", podczas którego Yorke zaprezentował swój niesamowity taniec, który za każdym razem robi ogromne wrażenie. Szalone ruchy przywołujące pasję, z jaką do swoich piosenek tańczył Ian Curtis z Joy Division.

Repertuar stanowiły głównie utwory z okresu od "Kid A" w górę (z "OK Computer" zagrali tylko trzy kompozycje). Z "The Bends" zagrali jedynie liryczne "Street Spirit", skontrastowany elektronicznym "The Gloaming", a następnie drapieżnym "Myxomatosis". Wbrew pozorom każdy z tych utworów świetnie zabrzmiał w sąsiedztwie kompozycji z całkiem innej bajki.

W "Karma Police" Radiohead zastosowali patent ze wspólnym odśpiewaniem końcówki utworu z publicznością. Fani w Poznaniu nie dali plamy, ale na festiwalu w Roskilde byłem świadkiem imponującego wspólnego śpiewu Radiohead-publika, który trwał dobrych kilka minut. W Poznaniu na szczęście obyło się bez inicjatyw w stylu "białe serduszka" czy "biało-czerwona flaga". Zauważyłem jedną flagę z napisem "Thom Marry Me", trzymaną przez jakąś dziewczynę siedzącą na ramionach chłopaka. Zauważył ją również i Yorke, który wskazał palcem na transparent i wykonał żartobliwy gest głową. Działo się to podczas drugiego bisu, podczas którego wokalista Radiohead aż tryskał humorem. Wychodząc do publiczności po blisko dwóch godzinach koncertu przywitał się słowami "Dobry wieczór".

Najlepszy fragment koncertu? Nie, to nie był "Paranoid Android". Zdecydowanie najbardziej zapadający moment w pamięci to "The National Anthem". Porażające gitary, świetne wściekłe wykonanie, potężna dawka energii. To był szczytowy fragment koncertu Radiohead w Poznaniu.

Nie bez powodu przywołałem wcześniej akcje fanów z koncertów U2 czy Madonny. W Poznaniu nie liczyły się sceny za 40 milionów dolarów czy układy taneczne i rolls royce na estradzie. Najważniejsza była muzyka, oprawiona skromnym, ale pomysłowym i efektownym oświetleniem przypominającym wiszące sople lodu. Radiohead, choć są zespołem z absolutnego topu, na szczęście nie zamienili się w obwoźny cyrk muzyczny. Wciąż stawiają na muzykę, którą odbiera się czy to z zamkniętymi oczami, jak chłopak stojący obok mnie, czy też pobijając rekordy w skoku dosiężnym, jak pewna nastolatka bawiąca się przede mną.

W Poznaniu usłyszeliśmy m.in. najnowszy utwór Radiohead "These Are My Twisted Words". Gitarowa, inspirowana nową falą kompozycja pokazująca, że Brytyjczycy wciąż poszukują. Nam pozostaje czekać na ich następną wizytę w Polsce, bo koncert w Poznaniu pozostawił niedosyt. Pozytywny niedosyt, bo grupa nie zawiodła, ale sprawiła, że z ich muzyką chciałoby się obcować częściej niż raz na 15 lat.

Artur Wróblewski, Poznań

Przeczytaj również:

Wreszcie się udało!

Sprawdź raport specjalny poświęcony Radiohead!

Zobacz teledyski Radiohead na stronach INTERIA.PL!

INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: zagranie | jaki | koncert | muzyka | Poznań | Radiohead

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje