Reklama

Eminem nareszcie odnalazł siebie

Spoglądając na morze wzniesionych w górę telefonów komórkowych, rozpościerające się na stadionie Comerica Park w jego rodzinnym Detroit, Eminem jest wyraźnie wzruszony. Na tyle, by zrzucić swoją szorstką maskę Slim Shady'ego - a przynajmniej lekko ją uchylić - i powiedzieć fanom, co czuje.

"Detroit!!!" - ryczy - "Zajefajnie jest znów być tutaj!"

Reklama

No dobrze, nie mówi "zajefajnie", ale nie dajcie się zwieść - artysta, który w pierwszej dekadzie XXI wieku sprzedał najwięcej, bo aż 78 milionów płyt, naprawdę powrócił. Powrócił, by - po przejściu narkotykowego odwyku i po intensywnej analizie samego siebie - dokonać zemsty.

Prawdziwy uśmiech losu

Datę powrotu Eminema wyznacza w zasadzie wydanie "Relapse" (2009), płyty, która ukazała się po czterech latach milczenia artysty. Album zadebiutował na pierwszym miejscu listy "Billboard 200", a na całym świecie sprzedał się w liczbie ponad trzech milionów egzemplarzy.

Eminem za swój prawdziwy powrót uważa jednak tegoroczne wydawnictwo, zatytułowane - jakże trafnie - "Recovery" (ang. wyzdrowienie - red.). W czerwcu siódmy studyjny album rapera również zadebiutował na szczycie zestawienia najpopularniejszych płyt w Ameryce, by w ciągu dwóch miesięcy pokryć się podwójną platyną.

Statusem najpopularniejszej płyty cieszył się łącznie przez siedem tygodni, a pierwsze dwa single promujące krążek - "Not Afraid" i "Love the Way You Lie" z udziałem Rihanny - dotarły na szczyt listy "Billboard Hot 100". "Not Afraid" był dopiero drugim singlem rap w historii (a szesnastym utworem w ogóle), który od razu wskoczył na pierwsze miejsce opiniotwórczego zestawienia.

- Bardzo mnie, oczywiście, cieszy to, jak ludzie przyjęli ten album - mówi mi Eminem, z którym rozmawiam telefonicznie tuż przed wspomnianym koncertem na Comerica Park. Jest to jedna z czterech odsłon trasy "Home and Home", którą odbywa wspólnie z nowojorskim raperem Jay'em-Z.

- Co do pytania o to, co osiągnąłem tą płytą - nie wiem. Cieszę się po prostu, że jestem tu, gdzie jestem. Cieszę się, że moja muzyczna kariera trwa już tak długo. Fakt, że utrzymuję się w tej branży przez cały ten czas, odbieram jako prawdziwy uśmiech losu - mówi raper.

Droga do "Uzdrowienia" była jednak trudna i wyboista, a potknięcia artysty obserwował cały świat.

Wyniszczający triumf

Zanim nastał 2005 rok, Eminem - który urodził się jako Marshall Mathers III w Missouri, skąd jako nastolatek przeprowadził się do aglomeracji Detroit - podbił świat muzyki rozrywkowej i odcisnął swoje piętno na przemyśle filmowym, występując w bazującym na jego własnej biografii dramacie "8. Mila", z którego zresztą pochodzi nagrodzony Oscarem i Grammy utwór "Lose Yourself". Swoimi obrazoburczymi, zabarwionymi czarnym humorem tekstami, którym wielu zarzuca mizoginizm i nieuzasadnioną agresję, wyżłobił sobie niszę w skale hip hopu, by wkrótce wypłynąć na wody mainstreamu muzyki pop - aczkolwiek z rekordową ilością "wypikanych" słów na swoich płytach.

Eminem święcił triumfy, ale jednocześnie wyniszczało go uzależnienie od leków przeciwbólowych i nasennych. Wkrótce po zakończeniu trasy "Anger Management" w sierpniu 2005 roku sam zgłosił się do szpitala. W 2007 roku przedawkował metadon, silny środek przeciwbólowy. Mniej więcej w tym samym czasie sfinalizował drugi (!) rozwód ze swoją żoną, Kim - i przeżył śmierć swojego bliskiego przyjaciela oraz hypemana, DeShauna "Proofa" Holtona.

Gdy w 2008 roku Eminem wreszcie wytrzeźwiał, zrozumiał, że musi się dobrze natrudzić, by odgruzować swoje życie.

- Cały ten proces "zdrowienia" był dla mnie jednocześnie nauką - przyznaje raper, który jest ojcem 14-letniej Hailie, a oprócz tego bierze czynny udział w wychowywaniu nastoletniej bratanicy i córki swojej byłej żony. - Zmagając się z tym wszystkim, wraz z upływem czasu zmieniałem się jednocześnie jako osoba. Zrobiłem mnóstwo małych kroczków, które stopniowo prowadziły mnie do coraz większych i większych rzeczy... Wielką podróżą było już samo poszukiwanie utraconej równowagi życiowej.

Wzbudzać jakiekolwiek emocje

Dziś Eminem uważa, że "Relapse" i "Encore" - obie uhonorowane nagrodami Grammy - są pomniejszymi dziełami w katalogu jego dokonań. Na "Recovery" szczególnie dobitnie wyraża się o niedociągnięciach tej drugiej płyty: "Mam fanom coś do udowodnienia/Czuję, że ich zawiodłem".

- Wydaje mi się, że na "Relapse" można patrzeć jak na podróż, którą było moje wychodzenie z uzależnień i uczenie się rapowania niejako od nowa - mówi. - Ale utwory, które wtedy nagrywałem, były emocjonalnie jakieś takie... płaskie. Sądzę, że na "Relapse" próbowałem udowodnić samemu sobie, że znów mogę pisać i rapować. I chyba zagubiłem się gdzieś po drodze.

Ostatecznie Eminem ponownie odkrył swoją twórczą moc, gdy postanowił zagłębić się w swoją starszą twórczość, zwłaszcza w mocno brzmiące piosenki-manifesty, jak "Like Toy Soldiers" czy "Mockingbird" - a także w materiał, który znalazł się na wydanym w 2000 roku "The Marshall Mathers LP".

- Chciałem stworzyć takie kompozycje, które od pierwszych dźwięków poruszałyby słuchacza - wyjaśnia. - Miałem po prostu wrażenie, że wiele spośród piosenek, które znalazły się na "Relapse", nie wywołują we mnie żadnej reakcji. Chciałem wrócić do tego rodzaju twórczości, która wzbudza jakieś emocje, jakiekolwiek by one nie były.

Początkowo Eminem planował wydanie albumu zatytułowanego "Relapse 2" z materiałem z tych samych sesji nagraniowych, z których narodził się "Relapse" (w grudniu ukazało się zresztą wydawnictwo "Relapse: Refill", zawierające siedem dodatkowych utworów). Latem 2009 roku doświadczył jednak swoistego twórczego przełomu. Stało się to podczas wakacji na Hawajach, na które wyjechał ze swoim mentorem, Dr. Dre.

- W trakcie tej podróży nagrałem chyba z piętnaście piosenek - wspomina - i chyba przy drugiej połowie, a może przy ostatnich trzech czy czterech, pomyślałem sobie: "OK, zaczynam wracać do normalności. To zaczyna bardziej przypominać mnie, Eminema".

- Kiedy więc po powrocie z Hawajów zawitałem do Detroit, czułem, że jestem na drodze do odnalezienia samego siebie, i że - jest dobrze.

Prawdziwe szaleństwo z Rihanną

Wszelkie plany dotyczące "Relapse 2" trafiły do kosza. Jednocześnie płyta "Recovery" zaczęła nabierać realnych kształtów - w miarę, jak Eminem przekonywał się do beatów i podkładów nowych producentów, takich jak Just Blaze, Boi-1da, Havoc, Jim Jonsin, DJ Kahlil i Denaun Porter z D12, który zajął również miejsce Proofa na scenie obok Eminema.

- Dzięki temu mogłem złapać oddech - mówi Eminem, który szacuje, że w sumie zarejestrował może dwadzieścia pięć, a może nawet trzydzieści piosenek ponad to, co znalazło się na płycie w postaci liczącej siedemnaście ścieżek listy utworów. - Dzięki temu mogłem zwyczajnie usiąść z ołówkiem w dłoni i nie martwić się o beaty, ponieważ beaty były już gotowe. W ten sposób zyskałem nowe brzmienie, będące dziełem kilku różnych osób, i niejako zbalansowałem całą płytę.

"Love the Way You Lie", kawałek traktujący o patologicznych, toksycznych związkach, zmaterializował się "jakoś tak w jedenastej godzinie sesji nagraniowej" - mówi Eminem. Utwór, który wyprodukował Alex da Kid, podrzucił do studia menedżer Eminema, pochodzący z Detroit Paul Rosenberg.

- Paul powiedział: "Wiem, że skończyliście już nagrywać, ale posłuchaj tylko tego" - wspomina Eminem. - Jak tylko usłyszałem pierwsze dźwięki, zacząłem rapować. Ten refren po prostu do mnie przemówił.

Tym samym Eminem zyskał szansę współpracy z Rihanną. Piosenkarka swego czasu sama stała się ofiarą przemocy domowej, gdy pobił ją jej partner (dziś już były), Chris Brown.

- Pytałem wszystkich w studio, jak zapatrują się na pomysł współpracy mojej i Rihanny - mówi Eminem, który na "Recovery" śpiewa w duecie jeszcze z Lil Waynem i Pink. - To niesamowicie utalentowana wokalistka. Nie chciałem jednak kontaktować się z nią w sprawie współpracy, dopóki nie trafi mi się piosenka, którą od razu uznam za tę właściwą. Do "Love the Way You Lie" podszedłem z myślą o niej. Pomyślałem, że jeśli ona zaśpiewa refren, może wyjść z tego prawdziwe szaleństwo. Bardzo mi zależało na tym, żeby to była właśnie ona.

Po prostu robi muzykę

Artystyczny i komercyjny sukces "Recovery" sprawił, że Eminem czuje, iż wrócił na ścieżkę, którą stracił z oczu pięć lat temu - i że jest gotów, by iść naprzód. Do studia zagląda "jakieś pięć razy w tygodniu", ale jak na razie nie ma sprecyzowanych planów w kwestii kolejnej płyty.

- Robię po prostu muzykę, a pisanie zawsze sprawia mi przyjemność - mówi. - Robię to po to, by "mentalnie" nie wypaść z gry.

Eminem usilnie pracuje również nad tym, by nie pogubić się w życiu osobistym. Chociaż nie uczęszcza już na spotkania grup uzależnionych od narkotyków i alkoholu ("Nic mi to tak naprawdę nie dawało" - mówi), to co tydzień spotyka się z osobistym terapeutą specjalizującym się w leczeniu uzależnień. Może również liczyć na przyjaciela, Eltona Johna, z którym często prowadzi długie rozmowy przez telefon.

Jak dodaje, "myśleć we właściwy sposób pomagają mu także jego rodzicielskie obowiązki". - Generalnie jednak staram się cały czas mieć coś do roboty, wiesz?

Mimo to Eminem wystrzega się nadgorliwości. Nie wyruszył jeszcze ani w regularną trasę koncertowa, ani nie przyjął żadnej z filmowych propozycji, na temat których regularnie pojawiają się pogłoski.

- Przyjmuję wszystko, jak leci; nie biorę się za więcej niż jedną rzecz na raz - mówi. - Jeśli chodzi o kolejne projekty, to nie robię tak naprawdę żadnych dalekosiężnych planów. Zobaczymy, co życie przyniesie.

Gary Graff

New York Times

Tłum. Katarzyna Kasińska

Zobacz teledyski Eminema na stronach INTERIA.PL!

The New York Times

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Eminem | odnalezione | park | muzyka | detroit | Marshall Bruce Mathers III

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje