Reklama

Danzig w Stodole

Glenn Danzig, legendarny amerykański wokalista, którego znamy z grup Misfits, Samhain i od kilkunastu lat z Danzig, zawitał z tą ostatnią formacją do Polski na jeden koncert w ramach trasy promującej najnowszą płytę, zatytułowaną "777: I Luciferi". Kwartet dał znakomity koncert, który podziwiało kilkuset fanów przybyłych do warszawskiego klubu Stodoła w sobotę, 7 grudnia.

Na zewnątrz klubu było przenikliwie zimno, ale w środku, gdy już na scenie pojawiła się gwiazda wieczoru, zrobiło się naprawdę gorąco. Zanim jednak temperatura wewnątrz się podniosła, przy zapełnionej w niewielkim stopniu sali zaprezentowała się grupa Unnamed.

Reklama

Około 18:30 zgasły światła i po krótkim intro na scenę weszli gitarzysta Todd Youth, basista Howie Pyro, za zestawem perkusyjnym zasiadł Johnny Kelly z Type O Negative, a na samym końcu pojawił się ten najważniejszy - Glenn Danzig. Zaraz potem rozległy się potężne dźwięki "Black Mass", kompozycji z najnowszej płyty Danzig. Glenn, jak zwykle ubrany na czarno i w koszulkę bez rękawków demonstrującą jego imponującą muskulaturę, następnie zaprezentował polskiej publiczności utwór "Satan's Child" z poprzedniego wydawnictwa - "6:66 Satan's Child". Potem usłyszeliśmy wielki przebój z pierwszego albumu zespołu - "Twist Of Cain". Publiczność bardzo żywiołowo zareagowała na tę kompozycję. Generalnie stare kawałki Danzig wzbudzały wielką owację, a trzeba zaznaczyć, iż Glenn wraz z kolegami zaprezentował jeszcze trzy kompozycje z "jedynki" i trzy ze wspaniałego albumu "Lucifuge" ("Her Black Wings", "Snakes Of Christ", "Long Way Back From Hell"). Przed kompozycją "Kiss The Skull", pochodzącą z ostatniego wydawnictwa, muzycy zagrali tytułowy kawałek z trzeciej płyty Danzig - "How The Gods Kill".

Glenn pomimo tego, że dobiega pięćdziesiątki, był we wspaniałej formie i ani przez chwilę nie stał w jednym miejscu sceny. Często podchodził do brzegu sceny i stawał na odsłuchu.

Oczywiście doszło w końcu i do tego, że lider Danzig pozbył się podkoszulka i zaprezentował potężny tors, a stało się to przed wykonaniem utworu "Bringer Of Death" z czwartej płyty.

Zasadnicza część koncertu zakończyła się wspaniałym wykonaniem dwóch kawałków z pierwszego albumu. Najpierw usłyszeliśmy "Am I Demon", a zaraz potem kolejny niezapomniany utwór z dyskografii Danzig - "Mother". W tej kompozycji, jak i w kilku innych podczas całego koncertu, polska publiczność wspomogła wokalnie Glenna i zrobiła to wspaniale. Być może to było powodem, że Danzig zagrał w Stodole dwa bisy.

Także dodatkowa część koncertu została zdominowana przez kompozycje sprzed lat. W sumie zespół zagrał ich cztery, z czego trzy pochodziły z pierwszych trzech wydawnictw grupy Glenna. Bisy rozpoczęły się od "She Rides". Natomiast już na drugi bis usłyszeliśmy "Dirty Black Summer", wcześniej był jeszcze porywający "Long Way Back From Hell".

Kompozycja "Dirty Black Summer" niestety zakończyła znakomity koncert Danzig w klubie Stodoła. Trzeciego bisu nie udało się już publiczności wyprosić.

Warto podkreślić, że Johnny Kelly okazał się wspaniałym następcą Charleego X i walił w bębny z taką siłą, jakby jego głównym celem było rozwalenie zestawu na drobne kawałki. W ogóle sekcja rytmiczna brzmiała potężnie, do tego stopnia, że drżała podłoga.

Pochwały należą się również Toddowi Youthowi, który oprócz serwowania potężnych riffów i solówek wspomagał Glenna w chórkach.

Z przyjęcia jakie zgotowała publiczność w Stodole Glenn Danzig z pewnością był zadowolony. Miejmy nadzieję, że w niedalekiej przyszłości ponownie zawita do Polski, aby doświadczyć tego ponownie. Ci, którzy nie byli mają czego żałować.

INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: publiczność | koncert | stodoła

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje