Reklama

Cypress Hill-Biografia

Grupa nagrała i wydała w 1991 roku swój pierwszy album "Cypress Hill". Płyta podbiła listy przebojów, po niedługim czasie osiągając status podwójnej Platyny. Komercyjny potencjał "How Could I Just Kill A Man", "Hand On The Pump" czy "Latin Lingo" w połączeniu z brzmieniem funk, ciężkimi beatami, eksplozywnymi refrenami Sen Doga i szczegółowymi opowieściami o gangsterskim życiu B-Reala - i przede wszystkim bezkompromisowym stanowisku w sprawie legalizacji marihuany - przyniosły Cypress Hill całe rzesze wielbicieli. Fanów zarówno muzyki alternatywnej, mainstreamu, jak i hiphopowego undergroundu.

Reklama

Pierwsze wycieczki w kierunku mieszanki zwanej rap'n'rollem, zaczęły się dla Cypress Hill podczas wspólnej trasy "Check Your Head" z Beastie Boys (jednym z nielicznych hiphopowych zespołów, który powstał jeszcze przed "Cypressami"), gdzie występowali jako "opening act". Podczas tej trasy do zespołu dołączył Eric Bobo - jak się później okazało - ostatni brakujący element całej układanki. Syn legendarnego kubańskiego muzyka Williego Bobo, Eric zajmował się muzyką na poważnie już w wieku 5 lat, a zespół ojca przejął w wieku lat 16. Do Beastie Boys dołączył w roli perkusisty grającego podczas występów na żywo. Jak się później okazało, wkrótce dołączył do zespołu, którego jeszcze niedawno słuchał na swoim walkmanie 24 godziny na dobę. I bynajmniej nie chodzi tu o Beastie Boys.

"Byłem fanem Cypress Hill, na długo zanim ich poznałem tych chłopaków. Podczas trasy zacząłem spędzać z nimi więcej czasu, niż ze swoim własnym zespołem" ? stwierdził. Dopiero gigantyczny sukces "Insane In The Brain", pierwszego singla z "Black Sunday" (1993), rozpoczął światową karierę grupy. Nowatorski wideoklip Josha Tafta (świetnie oddający apogeum szaleństwa panującego pod sceną podczas występów Cypress Hill), zaprowadził chłopaków na antenę MTV, gdzie okrzyknięto ich ogniwem łączącym hardcore'owy gangsta rap z panującą wówczas niepodzielnie sceną grunge. Rockowa estetyka klipu zaczęła być wkrótce utożsamiana z samym zespołem, a występy na żywo coraz częściej doprowadzały widzów do prawdziwego szaleństwa - choć muzyka nadal pozostawała ta sama.

Mroczna sceneria wykorzystująca elementy z okładek płyt zespołu, żywe i czasem paranoiczne wywody B-Reala, nasycona zapachem ziela atmosfera na scenie - wszystko to tworzyło specyficzną dla Cypress Hill aurę. Ich koncertów nie dało się porównać z występami nikogo innego. Wkrótce zasłużyli sobie nawet na opinię najlepszej hiphopowej ekipy grającej na żywo. To już nie było paru MC biegających po scenie i wołających "Throw Your Hands In The Air" czy "Say: Hooooo!", to był występ z żywymi instrumentami, mogący równać się z najlepszymi koncertami rockowymi.

"Zaczęliśmy nadawać z fanami na tej samej linii" - tłumaczy Sen Dog. "Gdybyśmy pozostali zwykłą hiphopową grupą, pewnie nie było by nas tutaj. Widząc tak żywiołowe reakcje na nasza muzę ludzi skaczących pod sceną, nasze brzmienie stawało się powoli coraz cięższe i cięższe". Podkłady Muggsa już wcześniej powodowały bardzo pozytywne reakcje słuchaczy, dlatego muzycy postanowili je jeszcze wyostrzyć.

Po trwającej 1993 do1994 roku trasie z the Beastie Boys i Cypress Hill, Bobo stał się wreszcie pełnoprawnym członkiem Cyprysów. W sam raz żeby zdążyć jeszcze wziąć udział w nagrywaniu "III (Teples of Boom)". Za to wkrótce po osiągnięciu przez płytę statusu Platyny, w 1995 roku zespół opuścił Sen Dog. Ciągłe przebywanie w trasie, niespodziewane wzbogacenie się i sława, z którą cały czas nie potrafili się oswoić - wszystko to niszczyło pierwotne idee zespołu. Nie tworzyli go już kolesie spędzający całe dnie na Firestone Boulevard. Cypress Hill się zmieniał."W którymś momencie zaczęło się nam to wszystko wymykać spod kontroli" - opowiada Sen Dog. "Poczułem, że to znak, aby zająć się własnymi sprawami".

Prawda była taka, że w niewielu kawałkach (może z wyjątkiem "Latin Lingo") Sen Dog udzielał się więcej niż tylko w refrenach. Po jakimś czasie przestało już mu wystarczać. Chciał sprawdzić się jako wokalista i muzyk sam w sobie.Założył więc swój własny, rockowy zespół, a B-Real, Muggs i Bobo kontynuowali jako Cypress Hill. Rozłąka wyszła obydwu stronom na dobre i Sen ponownie dołączył do grupy w 1997 jeszcze przez sesją nagraniową do "IV" (1998). Chemia, której brak dało się wyczuć na EP "Unreleased & Revamped" (1996) powróciła.

"Przetrwaliśmy ten bez wątpienia najtrudniejszy okres w karierze nie tyle ze względu na sam zespół, ile na naszych fanów" - mówi Sen. "Znaliśmy się na długo przed założeniem zespołu i więzi, jakie nas łączyły, nie zniszczyłaby żadna ilość pieniędzy. B-Real i Bobo cały czas podtrzymywali zespół na życiu i kiedy do nich znowu dołączyłem, zacząłem patrzeć na to co robią z innej perspektywy. Zaczęliśmy odczuwać do siebie większy szacunek. Także w studio zacząłem mieć więcej do powiedzenia. Gdyby nie wieloletnia przyjaźń, nigdy by pewnie do tego nie doszło".

Cztery kolejne albumy grupy: "Skull & Bones" (2000), "Live At the Fillmore" (2000), "Stoned Raiders" (2001) i "Til Death Do Us Part" (2004) pokazują nowy cel, jakim kieruje się Cypress Hill - zaszczepić w fanach ciężkiego rapu miłość do heavy metalu i odwrotnie. No i oczywiście nie odwrócić od siebie żadnej z tych grup. W rezultacie po raz kolejny podejmuje ryzykowne wyzwanie. Do tej pory ryzyko opłaciło się w 100 procentach".

"Nie boimy się wyzwań" - mówi Sen. "Moglibyśmy nagrać jakiś kawałek z Madonną, R.E.M. czy Eltonem Johnem i zapewniam was, że ciągle brzmielibyśmy rewelacyjnie, choć pewnie nieco inaczej. Dlaczego nie konfrontować nawet najdziwniejszych pomysłów z rzeczywistością? Słuchacze nienawidzą nudy, chcą czegoś nowego. Mieszamy rap z rockiem nie tylko z własnego kaprysu, ale także dlatego, że ktoś na to czeka".

W 2006 roku zespół postanowił podsumować karierę wydając kompilację "Greatest Hits From the Bong", na której oprócz 10 znanych kompozycji znalazły się dwa premierowe utwory "The Only Way" i "EZ Come EZ Go".

(Na podstawie materiałów Sony BMG)

INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: biografie | 1991

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje