Brytyjska formacja Cradle of Filth na scenie działa od ponad trzech dekad. Zespół niedawno podzielił się z fanami nowym krążkiem zatytułowanym "The Screaming of the Valkyries", a teraz koncertuje po Ameryce Południowej. Kilka dni temu grupa, na której czele stoi wokalista Dani Filth, informowała o zakończeniu współpracy z keyboardzistką Zoë Federoff. Teraz w sieci pojawiło się również oświadczenie, z którego wynika, że z zespołu wyrzucony został również jej mąż, gitarzysta Marek "Ashok" Smerda.
Lider Cradle of Filth we wpisie prosił o uszanowanie jego decyzji i nie snucie teorii na temat napięć w zespole. Przed tym para opublikowała jednak obszerne wyjaśnienia całej sytuacji. Jak się okazuje, do podjęcia decyzji muzycy zbierali się długie miesiące, a ogromny stres wynikający z napiętych relacji, słabe płace i nieprofesjonalne zachowanie w końcu sprawiły, że ich współpraca dobiegła końca.
Dlaczego Zoë Federoff i Marek Smerda odeszli z Cradle of Filth?
Wpis na profilach Marka Smerdy w mediach społecznościowych zapowiadał odejście gitarzysty po trasie koncertowej, powodem miało być złe traktowanie, słaba płaca oraz bardzo duża presja. Dani Filth zdecydował się wyrzucić go jednak zanim zespół dokończył zaplanowane występy.
Na profilach Federoff pojawiło się z kolei więcej szczegółów dotyczących wieloletnich problemów w zespole. Artystka ostrzegała przyszłych potencjalnych członków zespołu, by patrzyli, co podpisują, powołując się na nowo proponowaną jej umowę. Prawnik Federoff nazwał ją "psychopatyczną" i odradził podpisywanie dokumentu. Pojawiło się również sporo zarzutów w stronę lidera zespołu oraz managementu, który miał rzekomo działać na niekorzyść finansową członków Cradle of Filth. Kolejnym powodem miały być również niskie stawki za pracę sięgające ok. 25 tys. funtów rocznie (minimalna stawka w Wielkiej Brytanii to ok. 22,222 tys. funtów rocznie).
"Planowaliśmy odejście z Cradle of Filth od miesięcy. Menedżerowie są nieuczciwi, manipulują i próbują przejąć pieniądze, które nam się należą, bez umowy między nami, muzykami sesyjnymi, a nimi. Kiedy wezwałam ich do odpowiedzialności za tę próbę kradzieży pieniędzy z zaliczki na album 'Screaming of the Valkyries', nazwali mnie 'rakiem' i 'martwym koniem' oraz zagrozili, że mnie zwolnią. Frontman nie podejmuje żadnych działań, aby ich powstrzymać, i kryje się za nimi, podczas gdy oni umniejszają nam i kradną. Uważamy frontmana za odpowiedzialnego za zatrudnienie tego managementu i nie opowiadanie się za swoją ekipą, tylko za sobą. Inni byli członkowie starają się unikać tej kwestii, obwiniając tylko zarząd, który pracuje dla frontmana. Może nie brudzi sobie rąk, ale w końcu to on nimi kieruje. Atmosfera, którą tworzy, jest groźna i nadużywająca, nieustannie wykorzystuje nas za bardzo niskie wynagrodzenie, jednocześnie domagając się ekskluzywności w harmonogramie Cradle" - czytamy w oświadczeniu Federoff.
Artystka poruszyła głębiej temat wynagrodzenia i zdradziła szczegóły dotyczące kontraktu, który proponowano jej i mężowi Markowi Smerdzie: "Nie zarabiamy nawet by pokryć podstawowe koszty życia, a mimo to mówiono nam, abyśmy nie współpracowali z innymi zespołami w celu uzupełnienia dochodów. To szaleństwo utrzymywać ludzi w biedzie dla ego jednej osoby. Załączamy umowę, w której próbowano uwikłać wszystkich muzyków sesyjnych za podwyżkę o 25 procent (pierwsza podwyżka w ciągu 7 lat). Nasz prawnik określił ją jako najbardziej psychopatyczną umowę, jaką może otrzymać muzyk sesyjny. Nie podpisaliśmy jej i podjęliśmy decyzję o odejściu w tym roku. Odeszliśmy, ponieważ byliśmy wykorzystywani i opłacani poniżej kosztów życia, środowisko było toksyczne i groźne, a wpływ tego wszystkiego na nasze życie i małżeństwo stał się zbyt duży. Skutki zdrowotne tego również doprowadziły do utraty naszej pierwszej ciąży w trasie. Wybraliśmy odejście, aby ocalić siebie i stworzyć lepszą przyszłość dla naszej rodziny. Teraz, gdy już wyszliśmy - słońce świeci, nasza rodzina ma nadzieję i mamy nadzieję, że każdy muzyk sesyjny, który myśli o dołączeniu do Cradle, przeczyta tę umowę i skonsultuje się z prawnikiem".
Na końcu wpisu załączone były również zdjęcia wspominanej już umowy, która uwiązać miała muzyków na kolejne lata. Na ten moment Dani Filth nie odniósł się do stawianych mu zarzutów.











