Naprawdę lubię ten festiwal. O ile Next Fest był dla mnie zawsze rozpoczęciem sezonu tak ogólnie (choć po tym roku tę funkcję przejmie Sea You w Gdańsku), to ZEW jest właśnie tym miejscem, gdzie w końcu staję sobie pod sceną i wzdycham "Ach, festiwale". Początek sezonu festiwalowego w sensie. I to jeszcze w Bieszczadach. Na boisku, gdzie niecały miesiąc wcześniej przebiegłam pierwszy bieg górski i przeżyłam. Nikt nie pytał, ale nie mogłam sobie odpuścić. W każdym razie Cisna jest super.
"Zadam pytanie ironiczne: wyspani?" - padło ze sceny o 7. Zabawne, naprawdę. Jak ci ludzie mają być wyspani, jak jeszcze nie poszli spać, pomyśl, człowieku. A tak naprawdę to pod sceną na porannym koncercie zebrało się naprawdę sporo osób, pokaźna więc liczba uczestników zaklaskała dla Gabi, która dostała możliwość otwarcia festiwalu w prezencie na 18. urodziny.
Potem już czas na koncert, tym razem zespołu Burek! Dobry pies. A może powinnam napisać: "Nierówno, za krótko. Nie stroi i c..j! Czy wiesz, co to jest? Czy wiesz, co to jest?". Na poprzedniej edycji też grali na dużej scenie, pisałam wtedy, że blisko im do Zielonych Żabek, co jest komplementem, bo lubię Zielone Żabki. Tutaj jeszcze dodatkowy plus za sprawne wplatanie syntezatorów do punka - posłuchajcie sobie choćby "Wróg opinii publicznej". W ogóle ten kawałek jest dobry, sprawdźcie. "Kolega z wojska", "Umarli mi koledzy" ("Umarli mi koledzy w wyniku konfliktów zbrojnych / Pokojowych wystąpień prowadzących do wojny" - mocne), "Kolęda" albo "Wietnamskie dzieci" Następców Tronów z niestety nieprzerwanie aktualnym "Czy wiesz, że wojna ciągle trwa?" - jeśli nie znacie, to warto nadrobić. Panowie byli odrobinę zdziwieni, że tylu ludziom chciało się przyjść pod scenę, bo im by się nie chciało, ale jakby mnie ktoś pytał, to warto było, dobrze spędzona godzinka.
Niedługo potem ruszała Mała Scena, przeniesiona z amfiteatru i wychodzi na to, że dobrze, bo można pogować, ludzi sporo, no i nie mamy baneru Sobótki na wszystkich zdjęciach. A na Małą Scenę przyszliśmy, bo był finał konkursu Odkrycia Zewu, który ma wyłonić zespół, któóóóry z kolei zagra ostatniego dnia na Dużej Scenie przed KSU.
Pierwszy zagrał Spaw. Dobry młody punk rock z całkiem zgrabnymi tekstami, a w dodatku - z tego, co zrozumiałam - to był ich szósty koncert, a takie swobodne były chłopaki, że tylko zaklaskać. To moi faworyci do wygrania głosowania SMS, zobaczycie, róbcie screeny. Nie tylko dlatego, że zagrali "Nie chcę jeszcze umierać", które bardzo lubię. Następnie Harazm z Rzeszowa, w którym najbardziej podobały mi się lekko republikańskie klawisze, interesujące, poproszę takich więcej.
Trzeci zespół konkursowy to krakowska Jerna, czyli tradycyjna dawka folk metalu, co jest - tak sobie myślę po kilku takich koncertach - gatunkiem niełatwym do grania. A zwłaszcza nad wpasowaniem growlu między flet i lirę korbową trzeba się dobrze zastanowić. Zespół nr 4 - raprockowy M2Schron z Łodzi. O ile taki Spaw mnie przekonał swobodą, ale taką, jak to mówią starzy ludzie, "młodością", to przy M2Schron słychać było, że panowie swoje na scenie już przeżyli. Profesjonalne granie, natomiast... czy na ten festiwal? Nie wiem. Tak czy tak, warte sprawdzenia. I na koniec grupa Populares, której nazwa odpaliła w mojej głowie piosenkę Homo Twist i niestety nie jestem w stanie jej wyłączyć. Gdybym miała ten zespół gdzieś uplasować, to pewnie koło Leniwca, zwłaszcza jak się posłucha takiego "Jeden z nas". Tylko mniej częstochowskich rymów, panowie, błagam. Kto wygrał konkurs, dowiemy się nie wiem kiedy, dam znać.
Duża Scena pierwszego dnia to line-up zaproponowany przez Piotra Metza, czyli zespoły, które usłyszycie w radiowej Trójce. I ja bardzo ten line-up szanuję, bo okej, może i słyszałam Fisz Emade Tworzywo po raz nie wiem który, ale po pierwsze - ich koncerty się nie nudzą, a po drugie - dostaliśmy też trochę młodych i zimną falę, and I think it's beautiful.
Pierwszy zagrał zespół Balkon, którego fanką zostałam już na Famie w ubiegłym roku. Lenny Valentino, Republika i wokalista, który "chciałby być Marcinem Świetlickim". Zmieszaliśmy to wszystko i wyszedł nam Balkon. Zadanie mieli niełatwe, bo ściągnąć ludzi o 15:40 na 30-stopniową patelnię, to rzecz raczej niewdzięczna. Ale jeszcze będą grali jako headlinerzy, poczekajcie. Po nich zespół, którego zawsze jak słucham, to dumna jestem, jakby to dzieci moje były, czyli Pere-Lachaise, wyróżnieni w zeszłorocznych Rytmach Młodych. Na potwierdzenie moich słów - żeby nie było, że się jaram zespołem, bo postawiliśmy na niego jako jury i teraz muszę się tego trzymać - po kilku piosenkach ktoś z publiki krzyknął "Jeszcze Polska nie zginęła". No i otóż to. Dostaliśmy premierowo jeden kawałek, który pojawi się na składance "Najmłodsza generacja" wydawnictwa Zima, a wiem też, że pracują nad nowym materiałem. W ciemno polecam. Ufam tym chłopakom.
Następnie wybór nieoczywisty na taki festiwal jak Zew, czyli instrumentalne trio z Katowic, Fish Basket. Wsiadałam z nimi na tę progresywną łajbę nie pierwszy raz i na pewno nie jeden jeszcze wsiądę. Później MIP, czyli kiedyś Made in Poland, a teraz Make Impossible Possible. Pierwszy z zespołów zimnej fali, które dostaliśmy tego dnia. Pewnie bardziej klimatycznie byłoby, gdyby było ciemno, bo muzyka to iście mroczna, ale czasem nie można mieć wszystkiego, a i tak przecież dostaliśmy wiele.
Zostając w klimacie, Variete. Chociaż Grzegorz Kaźmierczak, wokalista zespołu, powiedział mi kiedyś w wywiadzie, że on się z nurtem zimnej fali nie utożsamia. W każdym razie, to był jeden z tych koncertów, na które czekałam najmocniej, mimo tego, że słyszałam ich nie tak dawno w Jarocinie. Były nowości, jak "Sycylia", "Księżniczka" czy "Waikiki" z wydanego w 2025 roku albumu "Sieć Indry", ale na bis nie zabrakło "I znowu ktoś przestawił kamienie", czyli ich pierwszego singla z 1985 roku.
Po nich kolejna legenda polskiej sceny - Closterkeller. Anja Ortodox podkreślała, że ona wciąż jest buntowniczką, tą z pierwszej fali polskiego punka, i faktycznie w tekstach to słychać - wystarczy puścić sobie choćby "Władzę". Były też m.in. "Ktokolwiek widział", "Cień wilka" z ostatniej płyty i "Ziemia obiecana" z płyty "Cyan". Ta ostatnia skłoniła wokalistkę do rozmowy o ich płytach, których nie ma w sprzedaży, bo prawa należą do byłych wytwórni. Natomiast zapowiedzieli już, że nagrają wspominane "Cyan" od nowa. Przy okazji poprawiając błąd językowy z utworu "Władza", gdzie pada "nienawidzieć" zamiast "nienawidzić". To nie moje słowa, to padło ze sceny, żeby nie było, że się czepiam. Bo przyczepić mogę się dopiero długich wypowiedzi, które słyszeliśmy oprócz piosenek. I nie zrozumcie mnie źle, bo z poglądami to ja się nawet zgadzam i też uważam, że jednym z przywilejów, albo i nawet obowiązków, artysty jest to, żeby swoje zdanie wypowiedzieć głośno. I nie chcę też, żeby nazwano mnie "robactwem", bo naprawdę, naprawdę się zgadzam z tym, że trzeba mówić o agresji Rosji na Ukrainę, i zgadzam się też z tym, że "trzeba pokazać tej wrzeszczącej mniejszości, że nas jest więcej, ludzi z sercem, wyobraźnią i pamięcią sięgającą trochę dalej niż dwa miesiące wstecz". Ale może już nie w momencie, jak kolejny zespół chce się szykować do koncertu, bo harmonogram ma działać co do minuty? A może ja po prostu mam awersję do kazań.
Przedostatnim zespołem była Trupa Trupa. Wrócili na Zew po czterech latach, nie przytoczę, co wtedy pisałam, bo moja relacja zaginęła w internecie w niewyjaśnionych okolicznościach. Na pewno było coś o tym, że w zachowaniu wokalisty - Grzegorza Kwiatkowskiego - wyczuwam ducha Iana Curtisa. Ale po tych latach wrócili jeszcze mocniejsi, bardziej na performance niż koncert, krzyczący głośniej i jeszcze bardziej neurotyczni. I, ojejku, jak mi to siedzi. Polska niegotowa, znowu. Pewnie dlatego robią większą karierę zagranicą niż u nas. Ale obyśmy kiedyś jeszcze do tego doszli, kochany kraju.
A na zakończenie - Fisz Emade Tworzywo. "Dobre geny w wypasionej wersji". I cóż ja mogę tu powiedzieć, skoro widziałam ich mniej więcej tyle samo razy co Mroza, czyli bardzo wiele. Ale i tak za każdym razem, jak tylko słyszę rozpoczynający wers "Żyjemy w niebie, nie widzimy chmur", zaczynam się bujać i mogę sobie tak stać pod sceną i słuchać tych wszystkich pięknych "Dwóch ogni", "Biegu", "Jestem w niebie" i "Śladów". Za każdym razem tak samo dobrzy. Tyle dostaliśmy dobrego, a to dopiero pierwszy dzień. Bardzo lubię ten festiwal, mówiłam już?



















