Wszyscy obwiniają go o śmierć Amy Winehouse. Po 15 latach przerwał milczenie
To jeden z najbardziej toksycznych i tragicznych związków w historii współczesnej muzyki rozrywkowej. Blisko 15 lat po przedwczesnej śmierci Amy Winehouse, jej były mąż Blake Fielder-Civil postanowił ponownie zabrać głos. W szczerym wywiadzie odniósł się do zarzutów, jakoby to on był głównym winowajcą tragedii, która doprowadziła wokalistkę na samo dno.

Historia miłości Amy Winehouse i Blake'a Fielder-Civila rozpoczęła się na w okolicach 2005 roku w jednym z małych, londyńskich pubów. To, co z początku było po prostu szaleńczym, młodzieńczym uczuciem, szybko przerodziło się w relację trawioną przez mroczne nałogi. Wielu fanów i dziennikarzy do dziś uważa, że to właśnie on pociągnął wybitną artystkę w stronę mocniejszych używek i ostatecznego upadku.
"Nie byliśmy uzależnieni, kiedy się poznaliśmy"
Blake Fielder-Civil wystąpił niedawno w podcaście "We Need to Talk", gdzie postanowił raz jeszcze zmierzyć się z przeszłością i nieustanną krytyką, która spada na niego od lat. Mężczyzna podkreślił, że jest świadomy swojego wizerunku w mediach, ale nie zgadza się na to, by obarczać go całkowitą odpowiedzialnością za to, co stało się ze słynną piosenkarką.
"Wiem, że wiele osób, szczególnie tych, które śledziły media 20 lat temu, uważa, że śmierć Amy to moja wina. Jeśli coś zrobiłem, potrafię się do tego przyznać. Ale Amy miała własną wolę. Była bardzo silną kobietą i robiła to, co chciała, nawet jeśli wiedziała, że jej to szkodzi" - wyznał były mąż gwiazdy. Fielder-Civil stanowczo zaznaczył również, że ich wspólny problem z używkami nie zaczął się od razu: "Nie byliśmy uzależnieni, kiedy się poznaliśmy. Uzależniliśmy się razem".
Koszmar w więziennej celi
Amy Winehouse zmarła tragicznie 23 lipca 2011 roku w wyniku zatrucia alkoholem, dołączając tym samym do niesławnego "Klubu 27". Fielder-Civil dowiedział się o śmierci swojej byłej partnerki w najgorszych możliwych okolicznościach - przebywał wówczas za kratami .
"Spełnił się mój najgorszy koszmar. Rozpłakałem się od razu" - wspominał tragiczne chwile. Mężczyzna wyznał, że najtrudniejszym doświadczeniem był brak możliwości pożegnania się z ukochaną i konieczność przeżywania żałoby w więziennej izolacji, podczas gdy na zewnątrz media dokonywały na nim medialnego linczu.
Dzisiaj Blake Fielder-Civil deklaruje, że jest całkowicie trzeźwy i próbuje zbudować swoje życie na nowo. Jak przyznał na koniec wywiadu, wierzy, że sama Amy nie chciałaby, aby po tylu latach wciąż brał na swoje barki całą winę za ich wspólną, mroczną przeszłość: "Byliśmy po prostu młodymi, uzależnionymi ludźmi. To może spotkać każdego".









