Poza tym, że młode zespoły to moje ulubione, no i tym, że do Jarocina mam stosunek bardzo osobisty, to tegoroczny finał Rytmów był też moim pewnym wewnętrznym zwycięstwem. Ale może o tym za chwilę… Na początek przypomnę tylko, że zespoły w finale walczyły oczywiście o zapis w historii i wieczną chwałę, ale też o zagranie na głównej scenie Jarocin Festiwal, 15 tysięcy złotych i nagranie singla w radiu.
Na pierwszy ogień poszedł Kuba Folwarczny. Kubę śledzę od kilku lat i jak ten gość się rozwija, ludzie! Ma oczywiście barwę głosu bardzo niespotykaną, ale ma też doskonałe umiejętności songwriterskie, których się nie dostaje tak o. Posłuchajcie sobie choćby "Dymu", który jest prawdopodobnie moim ulubionym utworem Kuby, najnowszego "Szkła" czy "Małym palcem o próg". To naprawdę zdolny tekściarz ze zmysłem do tworzenia piosenek, które zdecydowanie powinny być grane w radiu częściej. I chociaż, przyznajmy, zadanie miał trudne, bo granie w amfiteatrze o 16, kiedy słońce świeci na pełnej, to są naprawdę wymagające warunki, to zjadł tę scenę. Z ciekawością będę śledzić dalej.
Następnie Wilgoć - teraz już mogę powiedzieć, że podczas półfinałów zachwyciły mnie do tego stopnia, że jak tylko ktoś pytał, co tam się działo ciekawego, to nazwa Wilgoć musiała paść najdalej w drugim zdaniu. To znaczy, to było coś w stylu: "No, było super. Sprawdź zespół Wilgoć". Dziewczyny są pewne siebie, przezdolne muzycznie, jednocześnie bardzo sensualne (posłuchajcie sobie singla "Kobieta"), a to wszystko złączone energią punk rocka w najlepszym znaczeniu tych słów. Zachęcam do słuchania, ale przede wszystkim do sprawdzenia ich na żywo, bo bycie na scenie zdecydowanie im służy.
"Celebrujmy to, że możemy tu być, możemy być wolni, bezpieczni" - usłyszeliśmy w pewnym momencie, a na scenie dziewczyny położyły flagi Palestyny i Ukrainy, za co dostały zasłużone oklaski. Była to zapowiedź utworu "Wojna". Podobno Piotr Banach powiedział o Wilgoci, że to "współczesna wersja Brygady Kryzys". I tak, coś w tym jest.
Jako trzeci zaprezentował się Kamil Sucharski, którego chętnie zobaczyłabym na scenie Jarocina niezależnie od werdyktu jury, bo to w zasadzie zespół gotowy. Mają nawet hypemana. Dobra, przepraszam, panie gitarzysto, głupie podśmiechujki. Ale fakt, że hypemanowanie według mnie niepotrzebne, choć słyszałam i opinie, że się sklejało z całością. Do brzegu, bo my w ogóle nie o tym. Kamil jest doskonałym przykładem, że polskie reggae może być czymś więcej niż obiektem żartów, widać to było i po mojej chodzącej nóżce, i po reakcjach ludzi pod sceną. Oni tak naprawdę dopiero co zaczęli grać jako zespół, a brzmią nienagannie. Nie znajdziecie jeszcze wiele muzyki Kamila w sieci, ale na pewno możecie sobie posłuchać "Zanim", polecam. Padały w dyskusjach porównania do "wczesnego Bednarka" (i do Ras Luty, ale to tylko przez długość dredów!), ale wcale nie jest drugim Kamilem Bednarkiem, tylko pierwszym Kamilem Sucharskim. Wpadajcie na jego koncerty, naprawdę miło można się tam pobujać.
Uczestniczka nr 4 to Kyoku, czyli zwyciężczyni głosowania widzów. Myślę, że to jedna z tych artystek, którą można albo pokochać za energię, albo stwierdzić, że to jednak za dużo. Nie można natomiast dyskutować z tym, że ma dziewczyna kawał głosu i siłę przebicia. Zebrała pod sceną największą publikę z zespołów konkursowych i nie wiem, na ile poruszyła po prostu publiczność w amfiteatrze, a na ile byli to znajomi i rodzina, ale tak czy tak, szaleństwo pod sceną było. Był też miniprotest (podobno zespołu z Jarocina, który się nie dostał do Rytmów, co by wiele wyjaśniało, ale no nie wiem, ja tylko przekazuję plotki), o tym, że "Rytmy Młodych chcą zabić awangardę" (ale nie wiem czemu) i że "Je..ć AI" (to wiem czemu i zgoda). Wracając do Kyoku, jeśli jeszcze o niej nie słyszeliście, to na pewno usłyszycie.
I na koniec zespół Kast. z nowym materiałem, który jeszcze nie ujrzał światła dziennego, ale na zapas od razu mogę wam polecić. Podoba mi się bardziej niż "Daj spać", a "Daj spać" podoba mi się bardzo. Usłyszycie niedługo, na przykład, utwór "Dopamina" z wywołującym ciarki momentem "Sam nie wiem, czemu trudno w tobie się odkochać". Albo "Nad ranem", które będzie takim hiciorem, że klękajcie stacje radiowe. Które pewnie nie odważą się tego puścić, a powinny. W studenckich radiach nadzieja! Kast. jest zawsze o czymś i jeszcze ta zgrabna intertekstualność! A jak jeszcze Mateusz na - kultowym dla mnie już, pokoleniowym, nazwijcie sobie to, jak wam pasuje - "Slogianie" poszedł w tłum, to wszyscy pewnie zrozumieli, dlaczego konferansjer Tomek nazwał ich "najbardziej jarocińskim zespołem".
Pewnie domyślacie się już po stężeniu zachwytów na akapit, że wygrał Kast. Wyróżnienie powędrowało z kolei do Kyoku. I teraz uwaga, bo przechodzę do tłumaczenia, dlaczego "a nie mówiłam". "Koncertowe wykonanie 'Sloganu' - złoto. Ostatnio spełnia się wszystko, co napiszę w tekstach, więc życzę sobie i wam, żebyśmy się spotkali na jakimś Jarocinie, na przykład, co?" - to było pierwsze, co o nich napisałam w 2024 roku. "Grupa z najlepiej widocznym manifestem, a 'Slogan' nadal jest dla mnie utworem z mocnej topki" - to napisałam w tamtym roku po półfinałach Rytmów Młodych. No i się człowiek nagadał, i dwa lata musiał czekać, żeby go ktoś w końcu posłuchał. A NIE MÓWIŁAM?!
Wracając jeszcze do tego, co działo się w jarocińskim amfiteatrze. Po zmaganiach konkursowych zobaczyliśmy pierwszy projekt specjalny, czyli Sad Smiles grający "Nową Aleksandrię". Jak usłyszałam te plany kilka miesięcy temu, to byłam przerażona, przyznaję. Po pierwsze, zawsze trudno mi się patrzy na wszelkie tribute'y, ale o tym musiałabym napisać osobny artykuł, a po drugie, Sad Smiles nie zgrywało mi się z Siekierą, nie poradzę. Natomiast! Odszczekuję. Będę cytować komentarze spod postu, w którym zespół napisał, że to był "najlepszy koncert w ich życiach". "Boje się i cieszę, że nikt was nie pobije...i w moim zestawieniu zostaniecie do końca na miejscu nr 1 w tegorocznych koncertach JF2026. Dziękujemy - było idealnie", "Sad Smiles jako polski Molchat Doma rewelacyjnie oddający hołd Siekierze. A że kocham Siekierę, to wasza interpretacja jest najlepsza", "Przepiękny, miażdżący koncert. Kosmiczne siekierowe bębny. Interpretacja 'Na zewnątrz' totalna. Wracajcie z tym materiałem co roku. Gdziekolwiek - scena, park, pole, dworzec. Będziemy tam", "Świetne opracowanie utworów wykonanych z ogromnym szacunkiem i pokorą dla legendy. To było przedstawienie wgniatające w ziemię. Gratuluję z całego serca". Wystarczy?
Wieczór zakończył kolejny koncert specjalny, czyli Kobiety Jarocina, czyli jak sama nazwa wskazuje Renata Przemyk i jej gościnie: Anna Rusowicz, Anja Orthodox i Katarzyna Krzyżaniak z zespołu Senders. Zawsze dobrze posłuchać takich ponadczasowych kobył, jak "Kochana" albo "Babę zesłał Bóg". Piszę te słowa, słuchając już Patyczaka otwierającego dużą scenę Jarocina, ludzi sporo mimo deszczu i ogólnie "niech się zdzierają struny głosowe, niechaj trzaskają struny gitarowe. Punk rock.
















