Jest w tym coś interesującego, że Tricky - najbardziej enigmatyczna persona związana ze sceną trip-hopową - jednocześnie okazuje się najbardziej zapracowaną jej postacią. A jednak nawet jeżeli "Different When It's Silent" to 15. album, jaki Adrian Thaws podpisuje swoim pseudonimem, od jego ostatniej solowej płyty minęło 6 lat. Przez ten czas skupiał się przede wszystkim na współpracy z naszą rodaczką, Martą Złakowską, oraz projektach pobocznych tworzonych z innymi artystami z jego wytwórni, False Idols.
Za tym pracoholizmem kryła się jednak osobista tragedia: w 2019 roku życie odebrała sobie córka Tricky'ego i jego wieloletniej współpracowniczki, Martiny Topley-Bird, Mina Mazy. Przełożyło się to mocno na zawartość "Fall to Pieces" i spowodowało, że muzyk postanowił usunąć się w cień, by przekazać głos innym. Dlatego też lwią część przestrzeni na "Different When It's Silent" oddaje Mitchowi Sandersowi - wokaliście z Bristolu obdarzonemu jasną, tenorową barwą, która niejednokrotnie przechodzi w falset. Miejscami to głos na tyle delikatny i kruchy, że trudno uwierzyć, iż należy do mężczyzny. Rzecz tym ciekawsza, że Tricky'emu zawsze towarzyszyły przecież kobiece wokale.
Sam Tricky chowa się w miksie, głównie podbijając partie wokalne za pomocą swojego niemal nieczytelnego, chropowatego szeptu, który wprowadza do całości klimat intymnej rozmowy prowadzonej z kimś o czwartej w nocy. Na pierwszy plan wychodzi dopiero wtedy, gdy żałoba staje się rozrywająca i nie pozwala mu dłużej stać w tle. "Śpiewam dla mojej córki" niemal wykrzykuje w kończącym płytę "Out of Place" z gościnnym udziałem Marty. "Widzę mój ból" rzuca w "Be Still in the Pain", podkreślając, jak bardzo cierpienie po stracie córki definiuje go i paraliżuje.
Aktywne odżegnanie się od trip-hopowej etykietki, za którą nigdy nie przepadał, idzie Tricky'emu naprawdę nieźle. Słychać to chociażby w tym, że "Different When It's Silent" brzmieniowo bliżej do post-punku niż do zbasowanych, dubujących brzmień kolegów z Bristolu. Podkłady nie wydają się przeładowane - raczej opierają się na zaledwie kilku partiach, a cała sztuka tkwi w ich współgrze. Jest w nich surowość, ale jednocześnie są bardzo chłodne. Miejscami przesaturowane, niewątpliwie analogowe, ale nie przesadnie ciepłe. I muszę zaznaczyć, że absolutnie kocham partie gitary basowej na tej płycie.
W tym wszystkim udaje się Tricky'emu wpleść nieco specyficznie pojmowanej przebojowości. Przyznaję, że długo po pierwszym odsłuchu w mojej głowie grały przebudzające refreny z "I'm Yours" i emocjonalnego "Paris Maybe", które każą zapytać, jak Mitch Sanders poradziłby sobie w bardziej trip-hopowym otoczeniu.
W tym wszystkim, niestety, Tricky nigdy nie był tak utalentowanym aranżerem jak jego byli koledzy z Massive Attack. Płyta sunie więc dość oszczędnie, co jest cechą charakterystyczną krążków tego artysty, ale słuchając solowych albumów Tricky'ego, zawsze mam wrażenie, że 3D i Daddy G wycisnęliby z tego materiału nieco więcej.
Ale jeżeli tak ma wyglądać powrót Tricky'ego do stałej działalności solowej, jestem za. To jednak postać, której dyskografia jest bardzo nierówna i wielokrotnie przynosiła przestrzelone pomysły. A "Different When It's Silent" spokojnie można zaliczyć do jednego z lepszych albumów Brytyjczyka.
Tricky, "Different When It's Silent", Universal Music Polska
7/10










