Antoni Sojka znał sceniczne życie ojca od środka. Przez wiele lat pracował w jego zespole, dlatego ich prywatna relacja z czasem połączyła się z zawodową. W wywiadzie podsumował, że przez pierwsze 20 lat Stanisław Soyka był dla niego przede wszystkim tatą, następnie pracodawcą, a po zakończeniu współpracy ponownie mogli skupić się na więzi rodzinnej.
Nadchodząca pierwsza rocznica śmierci artysty stała się dla Antoniego okazją do opowiedzenia o sprawach, których publiczność nie widziała podczas koncertów. Jedną z nich była wieloletnia walka muzyka z otyłością.
"Ta otyłość była taką jego przewlekłą chorobą. Chyba w ogóle od młodości" - przyznał syn Soyki.
W poszczególnych okresach muzyk wyraźnie tracił na wadze, ale nie udawało mu się utrzymać efektów na stałe. Antoni podkreślił, że nie wynikało to z obojętności wobec własnego zdrowia.
"Mierzył się z tym całe życie i bardzo to było dla niego ciężkie, bo otyły człowiek wcale nie chce być otyły. To nie jest tak, że jemu jest tak super" - mówił.
Syn wspomina Stanisława Soykę: Był silnym facetem
Antoni zapamiętał ojca jako człowieka mocnego i pełnego energii. W jego ocenie Soyka nie sprawiał wrażenia osoby poważnie chorej, jednak dodatkowe kilogramy przez lata wpływały na funkcjonowanie całego organizmu. Z czasem miały pojawić się również dolegliwości związane z cukrzycą.
"Ojciec był raczej zdrowy. Był takim mocnym bykiem. Był takim turem. Był silnym facetem, ale ta otyłość bardzo obciążała jego organizm" - opowiadał.
Po stracie bliskiej osoby często powracają pytania o to, czy coś można było zrobić inaczej. Antoni przyznał, że również nie jest od nich wolny.
"Jak czasami sobie pogdybam na ten temat, to powiedziałbym, że gdyby był szczupły, toby jeszcze żył. Gdyby trafił jak Cristiano Ronaldo na jakichś supertrenerów, którzy by go zmobilizowali" - wyznał.
Syn muzyka zaznaczył przy tym, że jest to jego osobista refleksja. Bezpośrednia przyczyna śmierci Stanisława Soyki nie została ujawniona, dlatego jego słów nie można traktować jako medycznego rozstrzygnięcia.
Co wydarzyło się przed koncertem w Sopocie?
Stanisław Soyka zmarł 21 sierpnia 2025 roku, w dniu planowanego występu na Top of the Top Sopot Festival. Rano uczestniczył jeszcze w próbie. Później wrócił do hotelu, gdzie gorzej się poczuł.
Kiedy artysta nie pojawił się o umówionej godzinie, zaniepokojony road manager poszedł do jego pokoju.
"Tata wrócił z próby do hotelu, słabiej się poczuł i zmarł. Ktoś po niego poszedł, żeby go wziąć, bo był tam road manager, który go pilnował. On poszedł zaniepokojony, że nie schodzi, no i się okazało, że nie żyje" - relacjonował Antoni.
Syn Soyki przebywał wtedy na wakacjach. W Sopocie nie było także innych członków najbliższej rodziny artysty. Wieczorny koncert został przerwany, a ze sceny Opery Leśnej przekazano widzom wiadomość o śmierci muzyka. Miał 66 lat.











