Kariera Ludmiły Jakubczak trwała zaledwie trzy lata, ale artystka zdążyła w tym czasie zapisać się na kartach historii jako jedno z największych nazwisk sceny powojennej Polski. Sława nadeszła równie szybko, jak i tragiczny, niespodziewany koniec.
Ludmiła Jakubczak urodziła się w czerwcu 1939 r. w Tokio, a młodzieńcze lata spędziła na terenie Ukraińskiej SRR. Na początku lat 50. zdecydowała się na przeprowadzkę do Polski, gdzie czekała na nią estradowa kariera. Młoda wokalistka marzyła o popularności, a w dążeniu do muzycznych celów nie brakowało jej ambicji. Uczęszczała na naukę baletu oraz śpiewu i z czasem dała się poznać szerszej publiczności.
Ludmiła Jakubczak prędko stała się jedną z najważniejszych wokalistek powojennej Polski
Gdy nazwisko Ludmiły Jakubczak pojawiło się w świecie muzyki, rodacy byli zachwyceni. Po debiucie w 1958 r. - w konkursie dla amatorów, organizowanym przez Polskie Radio - pokochali jej melodyjny głos, poruszające piosenki, jak i skromną naturę, tak niespotykaną w świecie show biznesu. Nie tylko słuchacze przyczynili się do rozrostu popularności młodej wokalistki - krytycy również rozpisywali się o jej talencie, wróżąc długą i owocną karierę.
Jakubczak zapraszana była na różnego rodzaju przeglądy piosenek i konkursy. Kilka miesięcy przed tragiczną śmiercią zdobyła nawet nagrodę za zajęcie trzeciego miejsca podczas Międzynarodowego Festiwalu Piosenki w Sopocie. Doceniono jej interpretację, podczas gdy na scenie występowały również gwiazdy takie jak Violetta Villas, Sława Przybylska, a także przyjaciółka Ludmiły - Irena Santor.
Prawdziwym przełomem w karierze powojennej gwiazdy był występ w programie estradowym warszawskiego Teatru Piosenki, w legendarnym hotelu Bristol. Jakubczak wykonała tam kawałek "Alabama", czym zwróciła na siebie uwagę cenionych twórców.
Niedługo później wokalistce zaproponowano współpracę z orkiestrami Edwarda Czernego i Stefana Rachonia oraz z zespołami kierowanymi przez Jerzego Abratowskiego, który rozkochał w sobie artystkę i został jej mężem. Współpracowali więc razem na szczeblu zawodowym - ukochany komponował większość repertuaru Ludmiły - i dzielili ze sobą życie codzienne.
Utwór "Gdy mi ciebie zabraknie" stał się ulubieńcem słuchaczy. To miał być dopiero początek kariery Ludmiły Jakubczak
W 1960 r. piosenka "Gdy mi ciebie zabraknie", skomponowana przez Jerzego Abratowskiego i zaśpiewana przez Ludmiłę Jakubczak, wybrana została najpopularniejszym numerem powojennym. Czytelnicy "Expressu Wieczornego" nie mieli wątpliwości co do przeboju. Znalazł się on więc na debiutanckim - i jak się później okazało, jedynym - krążku Ludmiły, zatytułowanym "1000 taktów z Ludmiłą Jakubczak", który miał być dopiero początkiem jej wielkiej kariery.
Tragiczna śmierć Ludmiły Jakubczak. Zginęła w wypadku, mając zaledwie 22 lata
5 listopada 1961 r. Ludmiła Jakubczak wzięła udział w nagraniach programu "Muzyka lekka, łatwa i przyjemna" w Łodzi. Był to kolejny ważny występ w jej karierze. Następnie spotkała się z dziennikarzem Lucjanem Kydryńskim. "Siedzieliśmy, omawiając nasz występ. Ludmiła była zadowolona, roześmiana, żartowała przez cały wieczór" - wspominał później mężczyzna.
Po załatwieniu spraw w Łodzi artystka zdążyła jeszcze zjeść kolację w "Syrenie" w Grand Hotelu i zmuszona była wracać do Warszawy. Wraz ze swoim ukochanym Jerzym - który był kierowcą - i przyjaciółką Ireną Santor, wsiadła do samochodu, nie przeczuwając tragicznego końca. Tego dnia warunki na drodze były niezwykle trudne i w pewnym momencie auto wpadło w poślizg, lądując na drzewie.
Siedząca na tylnym siedzeniu Santor oraz kierujący Abratowski zostali lekko ranni, za to Jakubczak odniosła poważne obrażenia. Doszło u niej do złamania podstawy czaszki i prędko podjęto kroki, aby przetransportować ją do szpitala. Ratownicy nie zdążyli jednak z pomocą - 22-letnia artystka zmarła w drodze, pozostawiając swoich najbliższych i fanów w głębokiej rozpaczy.
Męża i przyjaciółkę Ludmiły Jakubczak długo oskarżano o śmierć wokalistki. "To było dramatyczne"
Po tragicznym wypadku zarówno Irena Santor, jak i Jerzy Abratowski długo nie mogli zapomnieć o Ludmile. Zdarzenie wstrząsnęło całą Polską i sprawiło, że w kierunku wokalistki oraz kompozytora wystosowano falę oskarżeń. Doszło nawet do tego, że podczas pogrzebu 22-latki zagorzali fani krzyczeli w kierunku jej męża nienawistne hasła.
Niesłuszne oskarżenia kierowane w stronę bliskich Ludmiły sprawiły, że długo walczyli oni o swoje dobre imię. Abratowski nigdy nie przebolał straty ukochanej, a wyrzuty sumienia nie dawały mu spokoju. Kochał młodą piosenkarkę i nieraz podkreślał, że była jego muzą. Para planowała wspólną przyszłość i założenie rodziny. Gdy krytyka w stronę Jerzego się nasilała, ten wreszcie postanowił odciąć się od przeszłości i wyjechał do Stanów Zjednoczonych. Tam sam skończył tragicznie - przypadkowo zastrzelony przez złodzieja napadającego na bank w Los Angeles.
Irena Santor z kolei w wielu wywiadach podkreślała, że wystarczającym cierpieniem było dla niej patrzenie na śmierć przyjaciółki. Fani Ludmiły tylko dokładali jej trudności. Ich oskarżenia, a nawet pogróżki sprawiały, że nie mogła przeżyć żałoby. "To było dramatyczne i skończyło się w sądzie. Pewna dziewczyna uważała, że ja jestem powodem śmierci Ludmiły Jakubczak. To o tyle było przykre, że nachodziła mnie ta dziewczyna, czekała na mnie przed Teatrem Syrena, w którym ja wtedy pracowałam. I te listy były złowieszcze. Policja się tym zajęła i w sądzie się skończyło, tak że została ukarana" - opowiadała niegdyś w "Dzień Dobry TVN".











