Sean "Diddy" Combs 2 lipca 2024 r. został uznany winnym dwóch poważnych zarzutów, dotyczących transportu osób w celu prostytucji. Za oba grozi mu nawet do 10 lat więzienia. Raper i producent oskarżony był również o handel ludźmi i udział w zorganizowanej grupie przestępczej, lecz w tych dwóch przypadkach został uniewinniony.
Podczas głośnego procesu przed sądem federalnym w Nowym Jorku zeznawało wielu świadków, w tym znane osobistości ze świata muzyki i popkultury. Swoje zeznania złożyła także była partnerka Diddy'ego - Cassie Ventura. Kobieta opowiedziała o tym, co działo się za zamkniętymi drzwiami, ujawniając, jaki raper był prywatnie. Mówiła o nieustannej przemocy oraz sytuacjach, w których partner zmuszał ją do udziału w upokarzających praktykach.
Diddy został skazany ponad rok temu. W więzieniu ma znajdować robaki w jedzeniu i pić zanieczyszczoną wodę
Huczne postępowanie wciąż trwa, a ostateczny wyrok ma zostać ogłoszony 3 października. W oczekiwaniu na finał sprawy, która wstrząsnęła całym show-biznesem, do sądu wpłynęły pisma od prawników Diddy'ego, z prośbami o łagodniejszy wymiar kary. Dokumenty podpisane zostały m.in. przez matkę rapera, Janice Combs oraz jego dzieci. Prawnicy wnoszą o skrócenie odsiadki muzyka do 14 miesięcy, argumentując wszystko "bardzo trudnymi warunkami" panującymi w areszcie.
W przygotowanym piśmie prawnicy zwrócili szczególną uwagę na "niehumanitarne" warunki życia w areszcie na Brooklynie. "Jedzenie czasem zawiera robaki, a woda pitna bywa zanieczyszczona" - dowiadujemy się z petycji. Dodatkowo Diddy ma być pod stałą obserwacją strażników, a co za tym idzie - jest budzony w nocy co dwie godziny, aby okazać legitymację. Bliscy rapera twierdzą, że nigdy nie jest w stanie odpocząć i zregenerować sił, a do tego "nie oddychał świeżym powietrzem od prawie 13 miesięcy".
Prawnicy wnoszą o skrócenie kary dla Diddy'ego w imieniu jego najbliższych
"Odsiedział ponad rok w jednym z najbardziej znanych więzień w Ameryce - ale w pełni wykorzystał tę karę. Nadszedł czas, aby pan Combs wrócił do domu, do swojej rodziny, aby mógł kontynuować leczenie i spróbować jak najlepiej wykorzystać kolejny rozdział swojego niezwykłego życia" - czytamy w złożonym do sądu piśmie.
Zagraniczne media podają, że w MDC Brooklyn od dłuższego czasu nie brakuje problemów z personelem oraz warunkami. Nie zatrudniono wystarczającej liczby ochroniarzy, a pracownicy muszą borykać się z częstymi przerwami w dostawie prądu. Dodatkowo osadzeni żyją w przeludnionych celach bez jakiejkolwiek prywatności.












