Paul McCartney o najtrudniejszym momencie życia. "Potrzebowałem diametralnej zmiany"
Kiedy The Beatles przeszli do historii, dla Paula McCartneya skończył się najważniejszy etap życia. Choć dla milionów fanów pozostawał symbolem muzycznej rewolucji lat 60., sam muzyk przeżywał wtedy egzystencjalny kryzys. W nowej książce "Wings: The Story of a Band on the Run" legendarny artysta odsłania kulisy tamtego czasu - pełnego niepokoju, zwątpienia i poszukiwania sensu.

"Byłem 27-latkiem, który miał zostać ex-Beatlesem, tonąc w morzu prawnych i osobistych konfliktów wysysających ze mnie energię. Potrzebowałem diametralnej zmiany" - wspomina Paul McCartney.
Rozpad "Czwórki z Liverpoolu" w 1970 roku był dla niego ciosem, który trudno było przyjąć. Choć to John Lennon jako pierwszy odszedł z zespołu, dopiero oficjalne oświadczenie McCartneya opublikowane w "The Daily Mirror" przypieczętowało koniec jednej z najważniejszych grup XX wieku.
Dodatkowo, artysta musiał zmierzyć się z absurdalnymi plotkami o własnej śmierci. Pod koniec lat 60. prasa rozpisywała się o rzekomym wypadku samochodowym, w którym McCartney miał zginąć, a jego miejsce w zespole miał zająć sobowtór. "Pod wieloma względami w istocie byłem wtedy martwy" - przyznaje dziś.
Paul McCartney wybrał spokojne życie
Po latach intensywnego życia w blasku reflektorów McCartney wybrał spokój. Wraz z żoną Lindą i dziećmi przeniósł się na szkocką wieś, na farmę w Kintyre. Tam, z dala od mediów, próbował odbudować siebie i swoje życie.
"Żadne zadanie nie wydawało się zbyt małe ani zbyt duże - czy to ścięcie choinki z lasu, zrobienie stołu, czy wejście na drabinę, żeby pomalować dach. Dużym wyzwaniem było strzyżenie owiec. (…) Chociaż byłem w stanie ostrzyc 10 owiec na jego sto, pod koniec dnia obaj byliśmy tak samo wykończeni" - relacjonuje z humorem muzyk.
To właśnie tam, w surowym szkockim pejzażu, narodził się pomysł na nowy zespół - Wings. McCartney zaczął tworzyć muzykę bez presji i oczekiwań, ciesząc się prostotą życia. "Izolacja była właśnie tym, czego potrzebowaliśmy. Pomimo trudnych warunków, szkockie otoczenie dało mi czas na tworzenie. Po raz pierwszy od lat poczułem się wolny; poczułem nagle, że naprawdę kieruję własnym życiem" - pisze artysta.
Wings - nowy rozdział legendy
Zespół Wings, który powstał w 1971 roku, szybko stał się jednym z najważniejszych projektów w karierze McCartneya. Grupa nagrała siedem albumów studyjnych, w tym przełomowy "Band on the Run" z 1973 roku, uznawany dziś za klasykę rocka. To właśnie w tamtym okresie powstał także singiel "Live and Let Die", napisany do filmu o Jamesie Bondzie "Żyj i pozwól umrzeć" - jeden z największych przebojów w historii muzyki filmowej.
Choć McCartney zdobył z Beatlesami sławę, jakiej trudno dorównać, to właśnie w latach 70. odnalazł na nowo sens tworzenia. "Czy kiedykolwiek będę w stanie ruszyć dalej po tej niesamowitej dekadzie?" - pytał sam siebie w najciemniejszych chwilach. Dziś, patrząc z perspektywy ponad pięciu dekad, odpowiedź jest oczywista - tak, i to z imponującym rezultatem.
Wciąż aktywny po 60 latach kariery
Paul McCartney, mający dziś 83 lata i 19 statuetek Grammy, nie zamierza zwalniać tempa. Jak zdradził niedawno w rozmowie z "BBC", pracuje nad nowym albumem solowym, który może ukazać się już w przyszłym roku. To dowód, że nawet po dekadach na scenie artysta nadal czuje głód tworzenia - ten sam, który uratował go przed upadkiem po rozpadzie Beatlesów.




![Wikukaracza (Łąki Łan): Łąki Łan to akty radości [WYWIAD]](https://i.iplsc.com/000IZRUCEKPSX9IS-C401.webp)




