17 lipca 2025 roku zmarła Joanna Kołaczkowska, artystka, która przez ponad trzy dekady wypracowała własny styl i udowodniła, że komedia może być jednocześnie inteligentna, nieprzewidywalna i pełna czułości wobec bohaterów, których pokazuje.
Rok później jej najbliżsi współpracownicy wrócili do tamtych wydarzeń. Na profilach kabaretu hrAbi pojawił się wpis podpisany przez zespół oraz fotografia wyjątkowego portretu autorstwa Dariusza Kamysa.
Wspomnienie rozpoczyna się od przywołania dokładnej chwili odejścia artystki.
"Rok. 17 lipca 2025 roku, o godzinie 0:18, Aśko wyszłaś z tego świata i przeszłaś tam, gdzie dla nas wszystko pozostaje jeszcze tajemnicą."
Choć od tamtych wydarzeń minęło dwanaście miesięcy, członkowie hrAbi przyznają, że nie wszystko da się oswoić.
"Mija rok. Wierzymy, że kiedyś się spotkamy. To przekonanie daje spokój. Ale są chwile, kiedy mimo tej wiary po prostu jest trudno. Bo tęsknota nie słucha rozumu ani kalendarza. Przez ten rok nauczyliśmy się wychodzić na scenę bez Ciebie. Gramy dalej, śmiejemy się dalej, ale każdy z nas wie, że jest na scenie miejsce, którego nikt nie zajmie."
Na zakończenie wpisu artyści podziękowali publiczności za wsparcie okazywane od chwili śmierci Kołaczkowskiej.
"Dziękujemy Wam, hrAbiolubni, za ten rok. Za obecność. Za pamięć. Za wszystkie wiadomości, uściski, kwiaty i dobre słowa. Dzięki nim było nam trochę łatwiej."
Niezwykły hołd dla Joanny Kołaczkowskiej
Najbardziej osobistym elementem rocznicowego wpisu okazał się obraz namalowany przez Dariusza Kamysa. Jak przyznał współzałożyciel hrAbi, przez wiele miesięcy nie był w stanie zmierzyć się z tym zadaniem.
"Przez ostatnie pół roku próbowałem namalować Twój portret. Stawałem przed płótnem i odchodziłem. Nie byłem gotowy. Było za ciemno. Z tej ciemności udało mi się wydobyć tylko obraz mrocznego Jokera. Myślę, że właśnie tyle wtedy we mnie było. Dopiero teraz zrobiło się jaśniej. I mogłem Cię namalować."
Nie chciał jednak stworzyć oficjalnego portretu. Zależało mu na uchwyceniu Joanny takiej, jaką pamiętali najbliżsi.
"Nie taką, jaką znali wszyscy. Nie pomnikową. Taką, jaką znaliśmy Cię my - hrAbi. Z tą charakterystyczną miną, która prawie zawsze poprzedzała jakiś żart. Najczęściej sarkastyczny. Patrzę na ten obraz i doskonale wiem, co za chwilę nastąpi. Po tylu wspólnych latach rozpoznawaliśmy tę minę natychmiast. Za moment miało paść jedno zdanie. Celne. Przewrotne. I za chwilę wszyscy mieliśmy się śmiać. Dlatego ten obraz nie jest dla mnie tylko portretem. Jest chwilą zatrzymaną tuż przed puentą."
Nieporównywalny talent Kołaczkowskiej
Joanna Kołaczkowska urodziła się 22 czerwca 1966 roku w Polkowicach. Na scenie pojawiła się jeszcze pod koniec lat 80., ale prawdziwy przełom przyniosła jej działalność w legendarnym kabarecie Potem. Po zakończeniu jego działalności współtworzyła Hrabi, z którym przez ponad dwie dekady należała do ścisłej czołówki polskiej sceny kabaretowej.
Była aktorką, której największą siłą pozostawała improwizacja. Widzowie pokochali ją za role w skeczach Hrabi, kultowe teksty ze "Spadkobierców" czy charakterystyczne powiedzonka, które na stałe weszły do języka fanów. Do dziś wielu pamięta choćby słynne "Możliw, możliw" ze skeczu "Egzamin" albo wykonywany przez nią "Song porzuconej".
Artur Andrus przyznawał po jej śmierci, że z Kołaczkowską wiązał się pewien problem.
"Nie wiadomo było, czy ją dać na początek, żeby program od razu poszedł jak torpeda, czy na koniec, żeby było dobre wrażenie. Najlepiej to było ją dawać na początek, w środku i na koniec."
Choroba przyszła nagle
W kwietniu 2025 roku członkowie Hrabi poinformowali, że artystka zmaga się z chorobą nowotworową i z tego powodu wycofuje się z zaplanowanych występów. Nie ujawniono wtedy szczegółów diagnozy. Dariusz Kamys apelował jedynie o modlitwę, dobrą energię i ciepłe myśli.
Środowisko kabaretowe niemal natychmiast zorganizowało koncerty charytatywne, z których dochód przeznaczono na leczenie. Mimo ogromnego wsparcia nie udało się zatrzymać choroby.
17 lipca 2025 roku przyjaciele przekazali tragiczną wiadomość.
"Z ogromnym bólem i smutkiem zawiadamiamy, że odeszła Joanna Kołaczkowska... Nasza Asia. Przyszło Jej zmierzyć się z najgorszym i najbardziej agresywnym przeciwnikiem. Walczyła dzielnie, z godnością, z nadzieją. My razem z Nią. Wyczerpaliśmy niestety wszystkie dostępne formy leczenia. Wierzyliśmy w cud. Cud nie nastąpił."
Dodali również, że odeszła spokojnie, bez bólu, otoczona rodziną i przyjaciółmi.
Pogrzeb odbył się 28 lipca na Cmentarzu Wojskowym na Powązkach w Warszawie. W ostatnim pożegnaniu uczestniczyły tłumy widzów oraz przedstawiciele świata kultury.
O śmierci mówiła jeszcze przed chorobą
Dziś wyjątkowo mocno wybrzmiewają słowa, które Kołaczkowska wypowiadała w wywiadach na długo przed diagnozą.
W rozmowie z Piotrem Jaconiem przyznała, że członkowie Hrabi wielokrotnie zastanawiali się, co stanie się z zespołem, jeśli któregoś z nich zabraknie.
"Co będzie z zespołem, czy będziemy grać? Ja się bardzo tego boję. (...) Próbuję skontrolować ten czas, kiedy już mnie nie będzie, ale przecież się tego nie da zrobić. Ciężka sprawa. Ale uważam, że można się też na to uśmiechnąć."
W ostatnim wywiadzie udzielonym Marzenie Rogalskiej również wróciła do tego tematu.
"Ja cały czas z chłopakami gadam. Mówię: kto według was pierwszy umrze? (...) Gdyby dzisiaj, jutro ktoś z nas umarł, no to my będziemy chcieli dalej funkcjonować."
Mało kto wiedział, że od lat zmagała się także z kancerofobią. Lęk pojawił się po tym, jak w czasie ciąży usłyszała diagnozę czerniaka.
"Ciągle się bałam, że mam gdzieś raka, co chwila chodziłam do lekarzy i domagałam się nowych badań, prześwietleń, rezonansów, tomografów. W końcu wysłali mnie do psychologa."
Jak później opowiadała, dopiero wieloletnia terapia pozwoliła jej zrozumieć, że najbardziej bała się nie samej choroby, ale utraty kontroli i odejścia.
HrAbi grają dalej
Po śmierci Kołaczkowskiej zespół zawiesił działalność. Kilka miesięcy później zapadła decyzja o powrocie na scenę. Artyści postanowili jednak symbolicznie zmienić nazwę grupy. Od tamtej pory funkcjonują jako hrAbi, z wielką literą "A", która przypomina o Asi.
"Zostawiamy nazwę, bo ciągle jesteśmy sobą, tylko inaczej. Wiele razy o tym rozmawialiśmy jeszcze przed tragicznym odejściem Asi. Ona też by tego chciała. Zmieniamy tylko pisownię nazwy i teraz to będzie wyglądać tak: hrAbi. Dlaczego w centrum nazwy jest wielką literą 'A', nie musimy chyba tłumaczyć."










