Jeszcze kilka dni temu media żyły przede wszystkim informacją o tym, że Michał Wiśniewski i Mandaryna znów są razem. Dla wielu fanów był to jeden z najbardziej zaskakujących powrotów ostatnich lat. Byli małżonkowie, którzy po rozwodzie przez blisko dwie dekady układali sobie życie osobno, postanowili dać swojej relacji kolejną szansę.
Sama Mandaryna nie ukrywa jednak, że na razie nie myśli o formalizowaniu związku. W rozmowie z Pomponikiem podkreślała, że zależy jej przede wszystkim na spokoju i szczęściu budowanym z perspektywy zdobytych przez lata doświadczeń.
Temat rozwodu pojawił się podczas rozmowy Michała Wiśniewskiego z Moniką Richardson w podcaście "Przełomy". Artysta przyznał, że dopiero niedawno uświadomił sobie, jak inaczej tamte wydarzenia zapamiętała jego była żona.
Jak wyznał, z jednego z wywiadów dowiedział się, że Marta Wiśniewska nie planowała definitywnie zakończyć ich małżeństwa.
"Przeczytałem ostatnio wywiad, gdzie ona powiedziała, że nie chciała rozwodu, ona chciała dać nam czas. Ale komunikat, który do mnie dotarł, był zupełnie inny. Zawsze winny jest brak komunikacji" - powiedział Michał Wiśniewski w rozmowie z Moniką Richardson.
Według muzyka właśnie nieporozumienia i brak bezpośredniej rozmowy sprawiły, że oboje znaleźli się w zupełnie innym miejscu, niż początkowo zakładali.
Wspomniał o roli osób z najbliższego otoczenia
Wiśniewski uważa, że w tamtym czasie nie bez znaczenia pozostawały także osoby, które uczestniczyły w życiu zawodowym jego i Mandaryny. Zwrócił uwagę, że w przypadku znanych osób emocje często mieszają się z oczekiwaniami otoczenia i presją mediów.
W rozmowie wspomniał również o ówczesnej menedżerce Marty, Katarzynie Kanclerz.
"Dzisiaj tym najgorszym doradcą na pewno jest faktor opinii publicznej. Nie wiem, jak jest przy kobietach, ale w przypadku Marty wtedy była to menedżerka, która wiedziała wszystko najlepiej i która miała największe zaufanie. Czyli osoba, która się wtrąca, dając wsparcie" - mówił w podcaście "Przełomy".
Nie rozwijał jednak szerzej tego wątku, zaznaczając jedynie, że po latach patrzy na całą sytuację z większym spokojem niż wtedy.
Michał Wiśniewski wspomina swoje błędy. "Z pewnością zasłużyłem"
Podczas rozmowy lider Ich Troje nie próbował uciekać od odpowiedzialności za błędy, które popełniał w czasie małżeństwa. Przypomniał, że zmagał się wówczas z uzależnieniem, co miało wpływ nie tylko na jego życie zawodowe, ale również rodzinne.
"Nie ma czego żałować. Marta nie przeżyła ani jednego dnia ze mną trzeźwym. Ja sobie z pewnością zasłużyłem na to miejsce, w którym byłem" - przyznał w rozmowie dla "Faktu".
Choć nie ukrywa, że tamten okres był dla niego wyjątkowo trudny, nie zamierza dziś rozpamiętywać przeszłości.
"Ja też niczego nie żałuję. To były fantastyczne związki. Może dlatego trochę mnie boli, jak czasami te komentarze są oddawane w taki, a nie inny sposób, bo mogę o każdej swojej żonie powiedzieć całą masę dobrych rzeczy" - dodał.
Nowy rozdział bez wielkich deklaracji
W tym samym wywiadzie Wiśniewski wyjaśnił również, dlaczego zdecydował się publicznie potwierdzić swój powrót do Mandaryny. Jak tłumaczył, początkowo oboje chcieli zachować tę wiadomość wyłącznie dla siebie, jednak narastające spekulacje sprawiły, że postanowił zabrać głos.
Zapowiedział jednocześnie, że tym razem nie zamierzają opowiadać mediom o każdym etapie swojej relacji.
"Doświadczenie mi mówi, że jeżeli coś raz się nie sprawdziło, nie powielaj tego. (...) My zresztą teraz z Martą też sobie niczego nie obiecujemy. Będziemy budować to wszystko i zobaczymy, czy nam się to uda" - powiedział.
Nie wykluczył natomiast, że ich historia może w przyszłości znaleźć odbicie w muzyce.
"Teraz z Martą pomyśleliśmy, że nie będziemy o tym rozmawiać. O nas w ogóle na razie. Ale muzycznie możemy coś oddać" - zdradził.





![Zespół O.N.E. na OFF Festivalu: Jesteśmy kulą pozytywnej energii [WYWIAD]](https://i.iplsc.com/000N5GQUE4GV542Y-C401.webp)




